Reklama

Reklama

Trener Tomasz Lewandowski zabrał głos: Koronawirus już dawno dopadł PZLA

W styczniu media obiegła informacja, że czołowi polscy lekkoatleci - Adam Kszczot i Marcin Lewandowski, pozostali bez trenera na kilka miesięcy przed igrzyskami olimpijskimi. Tomasz Lewandowski nie przedłużył umowy z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki i dopiero 2 marca ogłoszono nazwisko nowego szkoleniowca. "Koronawirus już dawno dopadł PZLA" - napisał we wtorek w oświadczeniu były już trener naszych lekkoatletów Tomasz Lewandowski.

Tomasz Lewandowski zakończył współpracę z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki po 15 latach w styczniu tego roku po tym, jak odrzucił propozycję nowej umowy, jaką zaproponowali mu przedstawiciele związku. Wiele głosów z przejęciem zareagowało na zaistniałą sytuację, bowiem czołowi polscy biegacze pozostali bez głównego szkoleniowca na kilka miesięcy przed najważniejszą imprezą czterolecia.

Reklama

W mediach krążyły spekulacje o możliwym rzekomym pokoju na linii Lewandowski - PZLA i wznowieniu współpracy, ale nie brakowało też niepokojących wieści, że na rozejm nie ma co liczyć. W poniedziałek 2 marca ogłoszone zostało nazwisko nowego trenera. Stanowisko objął Piotr Rostkowski, które pod swoje skrzydła przyjął dwóch utytułowanych biegaczy.

W środę, dzień po oficjalnym komunikacie PZLA, Tomasz Lewandowski opublikował na swoim facebookowym profilu długie oświadczenie, w którym wyjaśnia kulisy sporu. Jak twierdzi, ze strony przedstawicieli związku trudno jest dostrzec, aby komuś zależało na rozwiązaniu problemu.

"Jednak osiągając coraz większe sukcesy, stawałem się z moimi zawodnikami coraz większym problemem dla związku. Nasze metody treningowe i ścieżka szkoleniowa, co roku były kwestionowane. Kolejne medale i sukcesy nie wpływały na poprawę jakości szkolenia. Mimo coraz lepszych wyników byłem ciągle przywoływany do porządku i karcony czysto uznaniowymi decyzjami m.in. w przypadku doboru sparingpartnerów, powołania na imprezy, wysokości kontraktu" - napisał szkoleniowiec.

Zdaniem utytułowanego trenera, sukcesy, którymi mogą pochwalić się jego zawodnicy, zostały osiągnięte mimo pomocy PZLA, a nie dzięki niej.

Szokujące są też kwoty, które pojawiają się w oświadczeniu. Lewandowski opisuje, że związek zaproponował mu wypłatę w kwocie rzędu 2000 złotych brutto miesięcznie za trenerską opiekę nad biegaczami.

"W grupie oprócz tej dwójki była jeszcze Angelika Cichocka, która w 2016 roku pod moją opieką zdobyła historyczne złoto ME oraz Adam Kszczot. Wicemistrz świata na 800 m dołączył do nas jesienią 2019, bo zależało mi, by nie pozostawić go samego po rozstaniu z jego dotychczasowym szkoleniowcem. Wiedziałem też, że bliska współpraca i treningi z Marcinem pomogą obydwu zawodnikom w uzyskaniu rekordowych wyników w najważniejszym sezonie czterolecia. Za pracę z nim związek zaproponował mi początkowo bagatela 2000 PLN brutto (za miesiąc)! Wkrótce jednak oferta została cofnięta i stwierdzono, że można mi dokładać roboty bez ograniczeń, w ramach obecnego kontraktu. Bez względu na to, chciałem się zaangażować, bo uważam, że wolna od zmartwień głowa mistrza świata Adama zasługuje na dużo więcej niż 2000pln! Najlepszy zawodnik zasługuje na najlepsze wsparcie, trenera, obozy i wolną od zmartwień w roku olimpijskim głowę" - wyznał Lewandowski, który nie ukrywa, że w strukturach związku nie dzieje się dobrze.

Szkoleniowiec wskazał na zachowania względem jego osoby, które doprowadzały go do załamania. Lekceważenie, brak szacunku oraz wykorzystywanie, stały na porządku dziennym. Wszystko to niekorzystnie wpłynęło na jego zdrowie, ale praca z lekkoatletami była dla niego istotna. Oprócz misji ma przecież na utrzymaniu rodzinę. Szukał zatem drogi do porozumienia oraz szansy na dalszą pracę z zawodnikami.

W oświadczeniu nie brakuje też jasnego przekazu, że propozycja, którą usłyszał, została odrzucona przez niego nie ze względów finansowych, ale z powodów zdrowotnych. Lewandowski chciał dla swoich zawodników otrzymać wsparcie psychologiczne, medyczne oraz możliwość korzystania z pomocy sparingpartnerów. "Nie chciałem by się powtórzyła sytuacja, w której ja inwestuje w nasze przygotowania, przedłużając na koszt własny zgrupowanie, a na imprezę docelową za "akt niesubordynacji" zostaję ukarany brakiem powołania" - napisał trener.

W dalszej części oświadczenia Lewandowski rozlicza PZLA z jego podejścia do rozwiązania zaistniałego konfliktu. Gra na zwłokę oraz rozmowy z innymi trenerami nie dawały mu nadziei na to, że do porozumienia dojdzie. Pomimo zakończonej współpracy, wciąż był w kontakcie ze swoimi byłymi zawodnikami.

Ostateczna propozycja związku to 1500 zł brutto miesięcznie. "To nie jest smutne ani niesprawiedliwe. To upokarzające" - dodał Tomasz Lewandowski.

"Chciałbym też, by opinia publiczna dowiedziała się, na ile wyceniana jest przez PZLA praca trenera w Polsce. Kontrakt opiewa na kwotę 200 zł brutto za dzień. Jednak nie za każdy przepracowany dzień, a jedynie za dzień wyjazdowy, bez względu na ilości dni pracy. My mieliśmy jeszcze zaplanowane trzy zgrupowania po 24 dni (z czego sześć to dni podróży). A więc 63 dni obozowe dałoby 12600 złotych brutto, za cały okres przygotowań do sezonu (8 miesięcy). Daje to średnie wynagrodzenie miesięczna na poziomie 1500 zł brutto!" - można wyczytać w obszernym wyjaśnieniu szkoleniowca.




Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Lewandowski | Marcin Lewandowski | Adam Kszczot | Tokio 2020 | pzla

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje