Reklama

Reklama

Trener Edward Szymczak: Duplantis urodził się po to, aby skakać o tyczce

- Armand Duplantis to fenomen, który urodził się po to, aby skakać o tyczce - powiedział trener Edward Szymczak. Polski szkoleniowiec przekonuje, że 20-letni Szwed, który w ciągu tygodnia ustanowił dwa rekordy świata, jest w stanie uzyskać nawet 6,40 m.

W ciągu siedmiu dni Duplantis dwa razy poprawił rekord świata. Najpierw w Toruniu uzyskał 6,17, a w sobotę w Glasgow skoczył 6,18 m.

"Ten chłopak urodził się po to, aby skakać o tyczce. To taki posłaniec z niebios, który pojawił się na ziemi, aby odebrać ochotę do skakania innym zawodnikom. Wielu fachowców powtarza, że zaczął trenować w wieku czterech lat, ale przestrzegam moich kolegów trenerów, żeby się tym nie sugerowali. Nie myślmy, że kiedy zaczniemy wyciągać rodzicom dzieci z kołysek mamy już patent na sukces. Tyczka to wyjątkowo techniczna konkurencja. W treningu trzeba połączyć mnóstwo cech motorycznych z ogromną sprawnością, która cechą już nie jest. Duplantis to fenomen, który posiadł wszystko, aby zostać geniuszem tyczki" - ocenił Szymczak.

Reklama

72-letni szkoleniowiec podkreśla, że rekordzista świata skacze na luzie, jakby od niechcenia.

"W jego wykonaniu wszystko jest proste i wiele osób zapewne zastanawia się, dlaczego inni nie mogą tak skakać jak on. Przy tym wszystkim Szwed zachowuje taką młodzieńczą szczerość, czym jeszcze bardziej mnie ujmuje" - przyznał.

Były szkoleniowiec polskiej kadry nie ukrywa, że pomylił się w swoich prognozach. Zapowiadał, że przyszły rekordzista świata w skoku o tyczce będzie miał dwa metry, a jednocześnie sprawność mężczyzny o wzroście 175 cm.

"Duplantis nie imponuje warunkami fizycznymi, a przy Piotrku Lisku to wręcz chudzina. To chłopak pokroju Renauda Lavillenie i Sama Kendricksa. Jak widać, w tyczce o sukcesie nie decyduje wielkość i siła. A Szwed ma naturalne predyspozycje do tej konkurencji. Przede wszystkich jest niezwykle szybki, porównywalnie do Siergieja Bubki, który biegał 100 m w 10,5 sekundy" - stwierdził.

O ile w innych lekkoatletycznych konkurencjach, rzucie oszczepem, dyskiem i młotem, a także w pchnięciu kulą, sprzęt musi mieć określone parametry, o tyle w przypadku tyczki nie ma żadnych ograniczeń. Może mieć dowolną długość oraz twardość.

"Ograniczenie stanowi fizyka, bo żeby pokonać opór tyczki trzeba się rozpędzić. Duplantis łapie tyczkę bardzo wysoko, na 5,10, a uchwyt na poziomie 4,90 oznacza światową czołówkę. Szwed jest lekki, szybki i skoczny, bo widać, że ma odbicie. Perfekcyjnie czuje sprzęt i wykorzystuje wszystko, co jest w stanie dać mu tyczka. Jego skoki zapierają dech w piersiach, chociaż telewizja nie oddaje ich potęgi. Najlepiej samemu spojrzeć, na jakim pułapie wisi poprzeczka. Naprawdę trudno uwierzyć, że można dostać się na tę wysokość za pomocą kawałka kija" - dodał.

Szymczak uważa, że należy spodziewać się ekspansji Duplantisa także w sezonie letnim. Szwed powinien poprawiać rekordy świata "systemem komercyjnym", czyli po centymetrze. Taką strategię zapoczątkował Siergiej Bubka.

"Ukrainiec był w stanie wcześniej skoczyć wyżej niż 6,15, ale w pewnym momencie jego możliwości wyczerpały się. To jednak dobre założenie. Świat oczekuje sensacji i spektakularnych osiągnięć każdego dnia, dlatego trzeba dawkować mu emocje. Za jednym zamachem można ustanowić niesamowity rekord, ale jednocześnie odebrać sobie kolejne splendory. Poza tym świat płaci za takie atrakcje, jednak znacznie mniej niż za rekordowe skoki Bubki. Słyszałem, że już za 20 tysięcy dolarów można zapewnić sobie udział Duplantisa w imprezie. Wydaje mi się, że ta kwota rozśmieszyłaby pierwszego lepszego piłkarza" - zauważył.

Ojciec i trener tyczkarza Greg Duplantis zapowiedział, że syn może w najbliższym czasie pokonać poprzeczkę zawieszoną na 6,25. Z kolei menedżer zawodnika Daniel Wessfeldt uważa, że stać go nawet na rezultat 6,30 m.

"Oni liczą się ze słowami i prognozami, ale ja nie muszę. Gdyby udał mu się idealny skok, jest w stanie uzyskać nawet 6,40. W hali panują komfortowe warunki, bo nie ma wiatru, ale na otwartych arenach tyczkarz może czasami liczyć na sprzyjający czynnik w postaci stałego wiatru w plecy. 6,40 brzmi niewiarygodnie, ale to przecież tylko 22 cm wyżej od obecnego rekordu. Kilka miesięcy temu śmiałbym się z siebie, że gadam takie głupoty, ale dzisiaj nie odważę się powiedzieć, jaki jest kres ludzkich możliwości. Zwłaszcza kiedy zobaczyłem skok Duplantisa w Glasgow na 6,18" - podsumował.

Autor: Marcin Domański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL