Reklama

Reklama

Tomasz Majewski: Miałem nadzieję na dorwanie lisa

Dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą Tomasz Majewski (AZS AWF Warszawa) tym razem musiał pogodzić się z szóstym miejscem w mistrzostwach świata. W Moskwie uzyskał wynik 20,98. Był zawiedziony. Myślał, że w piątej próbie... dorwał lisa.

Przed konkursem Majewski nie był pewny siebie, ale za to spokojny. Po dwóch operacjach łokcia, które przeszkodziły mu w przygotowaniach doskonale wiedział, że złoto jest poza zasięgiem. Zapowiedział jednak: "Będę walczyć o podium. Jestem doświadczony i wiem jak to się robi".

Wątpliwości miał jego trener Henryk Olszewski. "Tomka stać na pchnięcie w granicach 21,20, a to może nie dać nawet brązu" - ocenił.

I to właśnie on się nie pomylił. Majewski od początku nie wyglądał dobrze. Z próby na próbę pchał wprawdzie lepiej, ale w piątej, najlepszej, uzyskał jedynie 20,98.

Reklama

"Myślałem, że w tym pchnięciu kula spadła za linię 21 metrów i to nawet jakieś 15 centymetrów dalej. Dlatego się zdenerwowałem, bo miałem nadzieję, że dorwałem lisa. Niestety! To nie był dobry konkurs w moim wykonaniu, to było cienkie pchanie i się skończyło tak jak się skończyło" - powiedział po rywalizacji.

Wicemistrz świata z Berlina (2009) był zaskoczony, że po złoto sięgnął po raz drugi z rzędu Niemiec David Storl. Wcześniej stawiał na Amerykanina Ryana Whitinga.

"David go zagotował swoją daleką próbą. On jest naprawdę w wyśmienitej formie, choć oczywiście trzeba to potwierdzać na zawodach. Ryan miał nadzieję, że wynik 21,57 wystarczy i zrobił błąd" - ocenił.

Po pchnięciu Storla na 21,73 było sporo kontrowersji. Najpierw sędziowie unieśli czerwoną chorągiewkę. Wicemistrz olimpijski nie zgodził się z tą decyzją, podszedł do stolika arbitrów i zażądał zmierzenia próby. Sędziowie długo analizowali zapis wideo, po czym zdecydowali o zaliczeniu podejścia.

"Tak czasami jest, że zawodnik sam czuje, czy spalił, czy nie. To dzieje się bardzo szybko i łatwo można się pomylić. On się świetnie przygotował. Nie sądziłem, że będzie aż w takiej formie. Ten sezon miał dość nierówny" - dodał.

Z drugiej strony Majewski zdaje sobie sprawę, że był w stanie stanąć w Moskwie na podium. "Musiałbym tylko wszystko lepiej robić. Oczywiście to wszystko jest w moim zasięgu i pewnie nawet w tym roku tyle pchnę, ale chodziło o to, by zrobić to tutaj" - powiedział.

W piątek Majewski przede wszystkim gubił się technicznie. "Byłem za wolny, wszystko było nie tak. Jestem zawiedziony, chociażby z tego powodu, że nie powalczyłem jeszcze w ostatniej kolejce. Powinienem tutaj to lepiej robić. Oczywiście nie oczekiwałem, że zacznę nagle pchać tak jak przed rokiem, ale przynajmniej trochę lepiej niż teraz" - ocenił.

Polacy w Moskwie wywalczyli do tej pory trzy medale. Po złoto sięgnął Paweł Fajdek (Agros Zamość) w rzucie młotem, po srebro w tej samej konkurencji Anita Włodarczyk (Skra Warszawa) i w rzucie dyskiem Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław).

"Spokojnie. Impreza się jeszcze nie skończyła. W sobotę skaczą dziewczyny wzwyż, są jeszcze sztafety 4x100 metrów. Jeszcze jeden krążek powinien wpaść" - powiedział Majewski, który do samego końca będzie obserwował na Łużnikach walkę Polaków.

Potem czekają mistrza Europy z Barcelony (2010) mityngi Diamentowej Ligi oraz w niedzielę 25 sierpnia na stadionie Orła w Warszawie rywalizacja w Memoriale Kamili Skolimowskiej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL