Reklama

Reklama

Tokio 2020. Joanna Jóźwik: Igrzyska powinny się odbyć mimo pandemii

Jedna z najlepszych Europejek w biegu na 800 m Joanna Jóźwik uważa, że igrzyska w Tokio powinny się w przyszłym roku odbyć, bez względu na pandemię. Sama jest wdzięczna losowi za kilka dodatkowych miesięcy przygotowań, a na obóz zaprasza... amatorki.

Wróciła pani do szybkiego biegania po prawie dwóch latach leczenia kontuzji. Czas 2.01,26 powinien chyba cieszyć po takiej przerwie?

Reklama

Joanna Jóźwik: - Czuję niedosyt, bo wiem, że jestem już przygotowana na szybsze bieganie, ale z powodu drobnej kontuzji postanowiliśmy z trenerem przerwać sezon, żeby mieć czas na całkowite wyleczenie urazu i spokojne przygotowania do roku olimpijskiego. Najbardziej zadowolona jestem ze złotego medalu mistrzostw Polski, bo to była impreza docelowa.

To poważny uraz?

- Nie, wszystko jest pod kontrolą. Mogłabym dokończyć sezon, ale po prostu nie ma sensu ryzykować. To po prostu stan zapalny przyczepów ścięgna Achillesa.

Decyzja o przełożeniu igrzysk w Tokio na 2021 rok z powodu pandemii koronawirusa to chyba dla Pani zbawienie? Bo doszło kilka miesięcy dodatkowych treningów.

- Na początku byłam zła. Wszystko było podporządkowane pod ten jeden rok. Zgrupowania, które w części też musiałam opłacić sama z pomocą małych sponsorów i nagle... imprezy docelowej nie ma. Byłam zawiedziona. Okazuje się jednak, że te kilka miesięcy wyjdzie mi na plus i czuję, że będzie dobrze.

Poruszyła pani ważny temat - zapłaciła pani za wiele zgrupowań z własnej kieszeni. Nie jest tajemnicą, że w tym sezonie nie było pani po drodze z polskim związkiem. Jak to wygląda na kolejny rok?

- Nie byłam jeszcze na rozmowach z przedstawicielami PZLA i trudno mi powiedzieć, jak to będzie wyglądać, ale udało mi się pozyskać dużego sponsora, który chce wspomóc moje przygotowania do igrzysk, więc na szczęście w tym roku będę miała pod tym względem mniej stresu.

Pandemia nie ustępuje i może być tak, że do igrzysk będzie trzeba się przygotowywać w kraju. Bierzecie to pod uwagę?

- Oczywiście. Bardzo dobre warunki do treningu ma COS w Zakopanem. Tam są pokoje i sala hipoksyjna, obiekty są dostosowane do zawodników. Jedyny problem to pogoda, byle ona dopisała.

Ma pani sezon halowy w planach?

- Pewnie, że tak. Są przecież halowe mistrzostwa Europy w Toruniu i chciałabym na nich dobrze wypaść.

Ta przewlekła kontuzja mocno panią zmieniła. Przytrafiła się po igrzyskach w Rio de Janeiro, gdzie zajęła pani bardzo wysokie piąte miejsce. Jak pani teraz ocenia ten czas?

- To prawda - kontuzje, zwłaszcza te trwające po kilka miesięcy, zmieniają. Wtedy dopadają człowieka różne myśli. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że wstaję rano i nie wiem co ze sobą robić, bo nie mam treningu. To był jedyny mój cel w życiu. Brzmi to strasznie, ale tak właśnie wygląda życie wyczynowego sportowca. Zrozumiałam wtedy, że jak przestanę biegać zawodowo, nie mam co robić. I właśnie wtedy postanowiłam też rozwijać się biznesowo. Właśnie po to, by zapewnić sobie wewnętrzny spokój, że sobie poradzę po karierze. Wielu sportowców nie planuje swojej przyszłości i to jest duże ryzyko. Dlatego chciałabym bardzo płynnie przejść z biegania zawodowego w strefę biznesową.

Ale dla pani biznes to także sport, prawda?

- Tak, to prawda. Biznes dla mnie w tej chwili to bieganie amatorskie. I właśnie w tym kierunku też idę. Chcę dzielić się swoim doświadczeniem.

Grupą docelową mają być kobiety?

- Tak, bo sama nią jestem. Wiem, jak bieganie mnie zbudowało i nie mam tu na myśli wyłącznie wyglądu zewnętrznego, a chyba właśnie przede wszystkim to, jaką sport daje motywację, pewność siebie itd. Chcę, by kobiety ruszyły się z kanapy. Chciałabym zarazić je pozytywną energią, by umiały walczyć z tym, co dla nich niekomfortowe i by nauczyły się o tym głośno mówić.

I pierwszym krokiem jest udział w obozie, który pani organizuje w Zakopanem?

- To może być pierwszy, ale i kolejny krok. To tygodniowy wyjazd dla kobiet na różnym poziomie zaawansowania. Każda z nich nie tylko będzie mogła nauczyć się czerpać radość z biegania, wyznaczania sobie celów, ale i porozmawiać z psychologiem, dietetykiem, fizjoterapeutą, trenerem od przygotowania motorycznego. Będą też towarzyskie spotkania przy kawie czy kieliszku wina. Zapraszam zatem do zapisów, bo czasu nie zostało już dużo.

I to jest pani pomysł na przyszłość?

- Tak, bardzo bym chciała właśnie tym się zajmować po zakończeniu kariery. W tym roku będzie to tylko jeden wyjazd, ale może w kolejnych latach uda się zorganizować kilka obozów dla kobiet, może nie tylko w Polsce.

A o czym Joanna Jóźwik teraz marzy?

- Takie sytuacja, jak ta tegoroczna, kiedy nieoczekiwanie wybucha pandemia i wywraca całe życie do góry nogami, powoduje, że człowiek znowu sprowadzany jest do parteru. I marzenia stają się przyziemne. W tej chwili chciałabym, by znowu wrócili kibice na trybuny, by poczuć gwar, emocje. Chciałabym też wrócić do swojego poziomu sportowego.

Jaki ma pani stosunek do przyszłorocznych igrzysk? Ludziom spoza sportu łatwo powiedzieć, żeby je odwołać z powodu pandemii, ale dla was zawodników to rezygnacja z marzeń, pięcioletnich przygotowań...

- Powinny się odbyć. Pokazaliśmy i w Polsce, i za granicą, że można zorganizować bezpieczne zawody. Pewnie bez kibiców, pewnie tylko przed telewizorem, ale za to się odbędą i to jest dla nas, sportowców najważniejsze. Choć oczywiście osobiście bardzo tęsknię za pełnymi trybunami.

Rozmawiała: Marta Pietrewicz

mar/ krys/

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Jóźwik | koronawirus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje