Tak Niemcy potraktowali Polkę. Bezwzględna dyskwalifikacja, teraz przepraszają
Wraca temat mityngu ISTAF w Berlinie. Pia Skrzyszowska, w kontrowersyjnych okolicznościach, została tam bezwzględnie zdyskwalifikowana. Sprawę komentuje teraz ojciec lekkoatletki, który ujawnia, jak po czasie zachowali się niemieccy organizatorzy zawodów. Przysłano przeprosiny i zaproponowano rekompensatę za nierówne potraktowanie. Jaką konkretnie?

Marcowy mityng ISTAF w Berlinie był ostatnią próbą przed mistrzostwami świata w Toruniu. Organizatorzy zachęcili do udziału czołowe zawodniczki, w tym Pię Skrzyszowską. Polka znalazła się w składzie pierwszego z półfinałów obok m.in. Ditaji Kambundji, mistrzyni świata z Tokio na 100 m przez płotki. I ruszyła świetnie, lecz start ten odstrzelono. Z analizy wideo wynikało, że Skrzyszowska ruszyła za szybko o 0,005 sekundy poniżej dozwolonej wartości (reakcja startowa: 0.095 s).
Ku zaskoczeniu wielu sędzia nie pokazał Polce żółtej lub zielonej kartki, jak to często robi się w takich sytuacjach, a od razu wyciągnął czarno-czerwony kartonik, co oznaczało, że Pia została bezwzględnie zdyskwalifikowana. Zadziałał specjalny paragraf 16.8. Mimo protestu decyzja została podtrzymana.
Kuriozum dopełniły obrazki z rywalizacji mężczyzn. W pierwszym półfinale sprintu na 60 metrów doszło do sześciu falstartów. Sędziowie wyrzucili Włocha Ceccarelliego, później Kameruńczyka Esseme'a, a czterem Niemcom, którzy również wystartowali za szybko, pokazali zielone kartki i dopuścili do dalszej rywalizacji. Ci pobiegli w pięcioosobowym składzie, bo przywrócono jeszcze Esseme'a. Wygrał Owen Ansah, który wcześniej popełnił znacznie wyraźniejszy od Skrzyszowskiej falstart.
Mimo że od wydarzeń minęło kilka tygodni, echa zawodów nie milkną. Do sytuacji zdecydowanie odnosi się właśnie Jarosław Skrzyszowski, ojciec Pii.
Pia Skrzyszowska zdyskwalifikowana. "To zdenerwowało córkę"
Na halowych mistrzostwach świata w Toruniu Pia Skrzyszowska wywalczyła brąz w biegu na 60 m przez płotki. Jak sama później przyznawała, do przodu pchały ją m.in. emocje po dyskwalifikacji z Berlina. O wszystkim w rozmowie z "Faktem" opowiedział ojciec zawodniczki.
"Pia mówiła, że nie czuła falstartu, a ona wie, kiedy go robi. Uważam, że powinna pobiec jeszcze raz, tym bardziej że był to mityng przed mistrzostwami świata. Rozumiem, że na mistrzostwach świata zasady muszą być ścisłe, ale mityng, na którym było około 12 tysięcy kibiców, miał być widowiskiem" - powiedział i dodał, że "dopuszczenie Pii do ponownego startu nie dawało żadnej przewagi, bo wynik i tak by się nie liczył, ale dla widowiska byłoby to lepsze".
Miał okazję porozmawiać z sędziami, którzy podjęli nieodwołalną decyzję. Ci mieli mu wyjaśnić, że "zasady są zasadami i nie można ich zmienić". "To zdenerwowało córkę, bo przyjechaliśmy się ścigać i sprawdzić formę na tle najlepszych przed mistrzostwami świata" - wyjawił.
Okazuje się jednak, że później organizator przysłał informację, w której przeprosił za zaistniałą sytuację. "Przyznał, że było zamieszanie, że Pia została potraktowana nierówno w stosunku do innych zawodniczek i zaproponował rekompensatę finansową. Uważam, że to było fair - na mityngu nie, ale później zachowali się z klasą" - ocenił Jarosław Skrzyszowski.
Od kilku dni przebywa z córką na zgrupowaniu w RPA w Stellenbosch. Pracują przede wszystkim nad stabilizacją, wprowadzają też nowe elementy treningu i techniki. Pierwszy test? World Relays 2026 (2-3 maja, Botswana). Pia zajęła miejsce Ewy Swobody w składzie reprezentacji Polski na sztafetę 4x100 metrów. Rywalizacja ta ma znaczenie w kontekście przyszłorocznych MŚ w Pekinie.
"Zawody w Botswanie to główny, najważniejszy, start kwalifikacyjny dla sztafet. Dobry występ w Gaborone daje spokojną głowę w przygotowaniach do przyszłorocznych mistrzostw świata. Kwalifikację do Pekinu wywalczy po dwanaście najlepszych zespołów. Cztery pozostałe miejsca zostaną obsadzone na podstawie list światowych sezonu 2027. Stawka jest więc wysoka, a zadanie postawione przed naszymi biegaczami ważne" - skomentował prezes PZLA Sebastian Chmara. W podsumowaniu dodał, że wierzy w polskie drużyny sztafetowe i w to że "w pełni wywiążą się ze stawianych przed nimi celów".













