Tak Niemcy potraktowali mistrza olimpijskiego z Polski. Kompromitacja
Za pięć tygodni w Toruniu rozpoczną się halowe mistrzostwa świata - główna impreza całego zimowego sezonu. Polska może wystawić tym razem wszystkie sztafety, to nasze szanse medalowe, ale w przypadku miksta kluczowa będzie tu rola panów. A zwłaszcza Kajetana Duszyńskiego, który przy nieobecności Maksymiliana Szweda powinien być liderem 400-metrowców. Nasz mistrz olimpijski z Tokio zaliczył już jeden start na 200 metrów, w piątek zaplanował sprawdzian na 400 m. Wybrał mityng World Athletics w Erfurcie. I chyba popełnił błąd, jeśli zobaczymy, jak potraktowali go organizatorzy.

Zaplanowane na 20-22 marca mistrzostwa świata w Toruniu zwieńczą sezon halowy w lekkiej atletyce. Światowe gwiazdy traktują go różnie - niektórzy całkowicie omijają, zwłaszcza najlepsi sprinterzy z USA czy Jamajki, ale też i specjaliści od 400 m przez płotki czy 800 metrów. Inni zaś mobilizują się na dwa trzy mityngi i docelową imprezę. A tak robi np. Armand Duplantis czy na naszym "podwórku" Natalia Bukowiecka.
W Toruniu Polacy wystawią na pewno dużo bardziej liczną reprezentację niż rok temu w zaległych, jeszcze z czasów pandemii, MŚ w Nankinie. Możemy też zgłosić wszystkie sztafety 4x400 metrów, a to duży przywilej.
Tu jednak pojawia się pewien problem - z powodu kontuzji cały sezon halowy straci Maksymilian Szwed, nasz najszybszy zawodnik na dystansie jednego okrążenia w poprzednim sezonie, halowy wicemistrz Europy z Apeldoorn i stadionowy wicemistrz kontynentu U-23 z Bergen. Zastępcy są, ale niewiadomą pozostaje ich forma. Na razie zdecydowanie nikt nie zaimponował - liderem w polskich tabelach jest Marcin Karolewski, z czasem 47.07 s.
Na piątek swój pierwszy start zaplanował zaś na tym dystansie Kajetan Duszyński.
Pierwszy halowy bieg Kajetana Duszyńskiego na 400 metrów od trzech lat. Najgorszy tor w przedprogramie
Duszyński od lat jest podporą polskich sztafet, zwłaszcza tej mieszanej. To jego szarża na ostatnich 150 metrach dała Polakom historyczne złoto w igrzyskach olimpijskich w Tokio 4,5 roku temu. "Kajetano Kapitano", jak nazwał sprintera AZS Łódź red. Przemysław Babiarz, biegł też w mikście w ostatnich mistrzostwach świata w Tokio, tak w biegu eliminacyjnym, jak i finałowym. A tam do brązowego medalu zabrakło 0.02 sekundy, o tyle Justyna Święty-Ersetic przybiegła za Heleną Ponette.

Duszyński rok temu miewał problemy zdrowotne, w hali zaś nie startował od 2023 roku. Teraz zaczął sezon w Toruniu - tydzień temu przebiegł 200 metrów w 21.75 s, poprawił rekord życiowy. To z kolei pokazało, że szybkościowo wszystko wygląda znakomicie.
Ważniejszy start miał miejsce dzisiaj - w zawodach World Athletics Indoor Tour - mityng w Erfurcie miał status Challenger, czyli dość niski. To jednak nie ma większego znaczenia.
Bardziej istotne było to, że naszego reprezentanta, mistrza olimpijskiego umieszczono w składzie biegu, który... odbył się w przedprogramie cały zawodów, I mało tego - dostał najgorszy, drugi tor - ten najbardziej wewnętrzny.
Rywalizacja w hali jest bowiem specyficzna, nowe zasady obowiązują właśnie na dystansie 400 metrów. Aby zminimalizować negatywny wpływ wewnętrznych torów, są one wyłączane. W Toruniu nie będzie więc zmagań na torach numer jeden i dwa, a tylko na czterech pozostałych. W Erfurcie są zaledwie cztery, pierwszy został wyłączony.
I Polak wybiegał w tych warunkach drugie miejsce - z czasem 47.08 s. Wygrał zaś Niemiec Lukas Krappe z Berlina - 46.97 s.
W głównej fazie zawodów, tuż przed godz. 19, odbyły się dwa biegi. Pierwszy z nich wygrał Szwajcar Lionel Spitz przed Niemcem Thorbenem Finke - obaj uzyskali czas 46.57 s, Spitz był szybszy o dwie tysięczne. A w drugim Niemiec Fabian Dammermann uzyskał wynik 46.58 s, zaś Czech Tomáš Horák w ogóle nie pojawił się na starcie.












