Sześć razy i zawsze to samo. Maria Andrejczyk zaskoczyła w Ostrawie
Dziewięć dni temu w Warszawie Maria Andrejczyk po raz drugi w tym sezonie posłała oszczep za 62. metr - jej 62.78 m to szósty w tym roku wynik na świecie. I to już taki, który powinien pozwolić na walkę w Birmingham o medal mistrzostw Europy. W "Zlatej Tretrze" w Ostrawie wicemistrzyni olimpijska z Tokio zmierzyła się z dwoma zawodniczkami, które mają podobne aspiracje: Serbką Adrianą Vilagoš oraz Chorwatką Sarą Kolak. One rzucały daleko, właśnie w te okolice, które "Majka" zaliczyła w DL z Xiamen i później w Warszawie. Andrejczyk zaś sześć razy... zobaczyła czerwoną flagę.

Czwarte miejsce w Rio de Janeiro, drugie miejsce w Tokio, wygrane eliminacje w Paryżu, a później ósma pozycja w finale - tak wyglądały trzy olimpijskie podejścia Marii Andrejczyk. A jednocześnie w mistrzostwach Europy i świata nigdy występu na tym poziomie nie doświadczyła. W tym roku taka szansa znów się pojawi - w sierpniu w Birmingham.
Ten sezon podopieczna trenera Cezarego Wojny zaczęła wyśmienicie - od jednej udanej próby w Diamentowej Lidze w Xiamen. Bo o to właśnie chodzi w rzucie oszczepem - by jedna próba była wyśmienita, a już pozostałe nie muszą się liczyć.
Ona zaś w Chinach uzyskała 62.51 m - wynik światowy, choć oczywiście o dziewięć metrów gorszy od objawienia - Ziyi Yan. Tyle że 18-letnia Chinka w Anglii o medale walczyć nie będzie, a Norweżka Sigrid Borge, Serbka Adriana Vilagoš czy Chorwatka Sara Kolak - już tak.
I to te dwie ostatnie były dziś rywalkami zawodniczki Hańczy Suwałki w mityngu "Zlata Tretra" w Ostrawie - o bardzo wysokiej randze World Athletics Continental Tour - Gold.
A Marii ten konkurs zupełnie nie wyszedł.
Mityng w Ostrawie. Sześć rzutów Marii Andrejczyk. Obsługa chciała je mierzyć. A Polka ani o tym myślała
Już w pierwszej kolejce Kolak uzyskała 62.56 m - swój rekord sezonu i najlepszy rezultat od finału olimpijskiego finału na Stade de France w Paryżu. A mówimy o zawodniczce 31-letniej, która olimpijskie złoto zdobyła 10 lat temu w Rio de Janeiro.
Polka rzucała jako przedostatnia, oszczep poleciał gdzieś w okolice 50. metra. I nie chciała, by ta próba była mierzona - nadepnęła na linię, sędzia podniósł czerwoną flagę.

22-letnia Vilagoš, dwukrotna wicemistrzyni kontynentu z Monachium (2022) i Rzymu (2024), zaczęła od 57.06 m, ale później już się poprawiała. By w czwartej kolejce rzucić dalej niż Kolak - na 62.92 m.
Chorwatka zaś była najbardziej regularna - sześć prób między 61.54 m a 62.61 m, to imponowało.
Przy nazwisku Polki zaś pojawiło się... aż sześć "iksów". To nie był dzień Andrejczyk, zawsze ten oszczep lądował blisko. A ona te próby specjalnie paliła. I nie została w tej rywalizacji nawet sklasyfikowana...
- Jestem taka wkurzona, sfrustrowana, musiała sobie trochę popłakać. Nie chciałam, aby tak ten konkurs wyglądał, by się kończył sześcioma iksami. Bo jestem dobrze przygotowana - mówiła Andrejczyk na Instagramie. - To sygnał, by zadbać o ciało i regenerację - dodała. I zaprzeczyła, by dokuczała jej jakaś kontuzja.
Trzecią pozycję zajęła zaś Australijka Lianna Davidson - 60.29 m. I tylko te trzy oszczepniczki przekroczyła 60 metrów.












