Swoboda na szczycie, rekord sezonu. Problem PZLA przed mistrzostwami świata
Pierwsze starty Ewy Swobody w Dortmundzie budziły pewien niepokój, do biegania powyżej 7.20 s fani naszej gwiazdy nie są przyzwyczajeni. Już jednak Copernicus Cup pokazał, że wszystko gra. A sobotnie starty w mistrzostwach Polski w Toruniu tylko to potwierdziły. Ewa po raz kolejny zdobyła złoto, w eliminacjach uzyskała 7.13 s, w finale - 7.07 s. To jej rekord sezonu, a w tabeli najlepszych polskich rezultatów ma już 50 z 51 najlepszych czasów. Problem zaś będą mieli szefowie PZLA, bo oprócz Jagody Mierzyńskiej minimum na HMŚ uzyskała też Magdalena Stefanowicz.

Gdyby Ewa Swoboda nie zdobyła złota w halowych mistrzostwach Polski na 60 metrów, moglibyśmy powiedzieć, że... świat się skończył. I nic już nie będzie takie jak dawniej. Jest najlepsza odkąd pojawiła się na bieżni w seniorskiej rywalizacji. Może jedynie Pia Skrzyszowska byłaby w stanie zejść w okolice 7.10 s i wykorzystać jakiś słabszy dzień starszej rodaczki, gdyby próbowała rywalizować na tym dystansie.
Zawodniczka z Warszawy woli jednak swoje płotki, choć to ona ma jedyny wynik wśród najlepszych 50 w historycznych tabelach. Jedyny oprócz tych Swobody. A żeby dziś tam się znaleźć, trzeba 60 metrów przebiec poniżej 7.14 s.
Halowe mistrzostwa Polski. Kolejne złoto Ewy Swobody. I najlepszy czas pod dachem w sezonie
Tyle właśnie Swoboda uzyskała w eliminacjach, przebiegła dystans na względnym luzie w 7.13 s. Finał też był formalnością. Była znakomita reakcja startowa (0.114 s), choć później sama wskazała pewne błędy. Na mecie pokazało się 7.09 s, później skorygowane na 7.07 s. To zaś oznacza awans na 11. miejsce na świecie w 2026 roku. Do Julien Alfred i Zaynab Dosso brakuje ośmiu setnych.

- Jest dobrze, ale nie było idealnie. Stać mnie na coś lepszego. Nie wiem, które to mistrzostwo, ale chyba coś mi się walnęło w obliczeniach - śmiała się w rozmowie z red. Szymonem Borczuchem w TVP Sport.
Startowała pod dachem po raz dziesiąty, zdobyła dziesiąte złoto. Jest królową 60 metrów i nikt na razie nie jest w stanie tego zmienić.
- W tym finale przejście z niskiego biegu do rytmu było średnie, za dużo chyba wtedy myślałam. Ale jestem zadowolona, wszystko idzie do przodu. Bałam się, że zostanę na tym 7.20 s, ale widać już, że muszę się po prostu rozbiegać - opowiadała Swoboda.
I podkreśliła, że szczytowa forma ma być za trzy tygodnie, na mistrzostwa świata. Dwa lata temu w Glasgow była druga, za Alfred, rok temu w Nankinie - czwarta. Za Mujingą Kambundji, Zaynab Dosso i Patrizią van der Weken. Szwajcarka złota nie będzie bronić, w listopadzie urodziła dziecko.
Srebro w Toruniu wywalczyła Magdalena Stefanowicz, w finale uzyskała 7.20 s. I to ważny wynik, bo co do setnej wypełniła minimum na toruńskie mistrzostwa. Problem zaś będą mieli działacze PZLA, bo tylko dwie Polki mogą pobiec w HMŚ. A minimum sześć dni temu uzyskała też Jagoda Mierzyńska, zapisała swoją "życiówkę" na poziomie 7.19 s. Dziś jednak była trzecia, ze Stefanowicz przegrała o pięć setnych.












