Jutyna Święty-Ersetic biegła w sztafecie mieszanej, której podczas tegorocznych MŚ w Tokio zabrakło do medalu 0,02 s. To musiało boleć. Po takim doświadczeniu nie łatwo wrócić z marszu do równowagi emocjonalnej.
- Wszystko dużo mnie mentalnie kosztowało. Ten bieg utwierdził mnie w tym, że jestem dobrze przygotowana, ale głowa już nie jest ta, jak kiedyś. Od dłuższego czasu nie potrafię tego pokazać na bieżni i mam troszeczkę tego dosyć - mówiła Święty-Ersetic w rozmowie z TVP Sport.
Pojawiły się przypuszczenia, że niebawem ogłosi zakończenie przygody z profesjonalnym sportem. Jeszcze w Tokio unikała tego tematu. Odezwała się dopiero w poniedziałkowy wieczór.
Święty-Ersetic zostaje w wielkiej grze. "Do zobaczenia w sezonie 2026"
"Sezon dobiegł końca. Zostawił po sobie blizny, rozczarowania i pytania bez odpowiedzi. Ale też momenty, w których czułam, że biegnę ponad sobą. Nie wszystko poszło tak, jak chciałam" - napisała na Instagramie mistrzyni olimpijska z 2021 roku (sztafeta mieszana).
"Ten sezon nie spełnił marzeń. Zostawił niedosyt. Zostawił głód. Ale w tym mroku narodziła się siła. Siła, która każe iść dalej. Walczyć mocniej. Bo każdy koniec jest początkiem czegoś większego" - to dalszy fragment wpisu.
Lekkoatletka z Raciborza w biegu indywidualnym nie awansowała na tokijskich MŚ do półfinału, co tylko potęgowało jej rozgoryczenie. Teraz wiemy już jednak, że nie zejdzie z bieżni na dobre. W grudniu skończy 33 lata, ale jako sportsmenka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
"Dziękuję Wam za wsparcie - to ono dodaje mi skrzydeł! Do zobaczenia w sezonie 2026" - zapowiada Święty Ersetic.














