Święty-Ersetic i Bukowiecka zaczęły "polskie" HMŚ. Awansowała tylko jedna
Natalia Bukowiecka nie zdobyła dotąd indywidualnego medalu w halowych mistrzostwach świata, do zmagań w Toruniu przystąpiła jako jedna z faworytek. Dla niej to dopiero trzeci start w sezonie halowym, zarazem ostatni. Z jasnym celem i atakiem na rekord Polski, choć jeszcze nie na etapie eliminacji. Ona spokojne awansowała do wieczornego półfinału. Przyszło więc czekać na to, co pokaże Justyna Święty-Ersetic. A miała znacznie trudniejsze zadanie.

Medal, najlepiej złoty, a przy tym halowy rekord Polski - to cel dla Natalii Bukowieckiej w jej pierwszych w karierze halowych mistrzostwach świata w rodzimym kraju. W 2024 roku całkowicie zrezygnowała z występów pod dachem, rok temu planowała biegi w HME w Apeldoorn, ale kontuzja w Ostrawie pokrzyżowała te plany.
Kto wie, co by było teraz, gdyby nie fakt, że mistrzostwa globu odbywają się w Toruniu. Być może podopieczna trenera Marka Rożeja znów postawiłaby na sezon letni, tam będzie broniła złota w mistrzostwach Europy w Birmingham. Możliwość wywalczenia podium przed naszymi kibicami, w Arenie Toruń, był jednak dodatkowym bodźcem. Mimo kuriozalnych zasad, choć te nie obowiązują jeszcze w eliminacjach. A dopiero w finale, który zostanie rozegrany w... dwóch seriach. I liczone będą czasy. Czyli triumf w jednej serii może nie dać medalu.
Halowe mistrzostwa świata. Natalia Bukowiecka i Justyna Święty-Ersetic w eliminacjach 400 metrów
Małgorzata Hołub-Kowalik w studiu TVP Sport mówiła, że zawodniczki specjalizujące się od biegania na tym dystansie nie mogą dać się podpalić już w eliminacjach. Te trzeba pobiec mądrze, by nie stracić sił. Jeszcze dziś, wieczorem, czekają zawodniczki półfinały, jutro wieczorem - finał.

Z każdej z siedmiu serii awans do wieczornych półfinałów uzyskiwały po dwie najlepsze, a dwie kolejne mogły jeszcze uzyskać promocję z czasem. Mieliśmy świadomość, że ze spokojem w tym gronie powinna znaleźć się Bukowiecka, znacznie trudniejszą stawkę miała zaś Święty-Ersetic.
W pierwszej serii pokazała się Lieke Klaver, też jedna z faworytek tej rywalizacji. I pobiegła znakomicie, na luzie, triumfowała w czasie 51.48 s. Gdyby się mocniej postarała, zapewne spokojnie złamałaby barierę 51 sekund. A to może znaczyć, że forma, która falowała w poprzednich tygodniach, teraz jest szczytowa. Wydawało się też, że spokojnie awansuje Egipcjanka Bassant Hemida. Tymczasem do samego końca musiała o to walczyć, uzyskała 52.13 s. Ale była jednak druga.
Zaskoczyła zaś w drugiej serii Amerykanka Rossey Effiong, mająca życiówkę na poziomie 50.54 s. Prowadziła, a na ostatnich metrach spadła na trzecią pozycję. I jej awans stanął pod znakiem zapytania. A po piątej serii okazało się, że mistrzyni USA sprzed dwóch tygodni... ma już wolne. I czas 52.13 s nie daj jej awansu.
Bukowiecka pojawiła się na starcie w czwartej serii, na najlepszym, zewnętrznym torze. Amerykanka Bailey Lear i Hiszpanka Paula Sevilla, rewelacyjna na początku poprzedniego sezonu, brązowa medalistka HME z Apeldoorn, też miały apetyt na awans. Tyle że Polka szybko pobiegła pierwsze okrążenie, zbiegła do krawężnika jako pierwsza. I już spokojnie kontrolowała sytuację. Uzyskała 51.60 s, Sevilla 51.86 s, Lear - 51.87 s. Dwie pierwsze awansowały, trzecia też mogła być tego praktycznie pewna.
- Liczy się tylko czas w finale - mówiła Natalia w rozmowie z red. Michałem Chmielewskim w TVP Sport.
Justyna Święty-Ersetic pojawiła się w szóstej serii. Dla niej to już siódme mistrzostwa świata pod dachem, a szósty indywidualny występ na 400 metrów. W Sopocie (2014), Birmingham (2018) i Belgradzie (2022) była czwarta, w Portland (2016) i Nankinie (2025) - piąta. Teraz awans do finału też był zapewne planem minimum, nawet w sytuacji, gdy nie sześć zawodniczek pobiegnie w jednej serii, a osiem - w dwóch.

Tyle że jej seria była bardzo mocna: z młodą Czeszką Lurdes Glorią Manuel, która - mimo zaledwie 20 lat - ma już w dorobku czwarte miejsce ME (w Rzymie), półfinał igrzysk w Paryżu i juniorskie mistrzostwo świata. A do tego Kenijka Mercy Oketch i Słowaczka Daniela Ledecka.
Justyna zaczęła na najgorszym torze w tej stawce, trzecim. Kluczem było zejście do krawężnika, Polka dała radę na trzeciej pozycji, choć i tak walczyła na łokcie z Ledecką. Kapitalnie spisała się Czeszka, Manuel uzyskała 51.08 s. Oketch za bardzo uciekła Justynie, finiszowała w 51.57 s, Święty-Ersetic zaś - w 52.15 s. To był trzeci czas wśród "przegranych", niestety - o trzy dziesiąte sekundy za słaby. Już było jasne, że nasza doświadczona sprinterka może skupić się wyłącznie na biegach sztafetowych.
Na sam koniec mocną formę zaprezentowała też Henriette Jaeger - Norweżka wygrała siódmą serię, z czasem 52.29 s. Bo na końcu już zwalniała.
Wieczorne półfinały - od godz. 19.42.













