Stary lis ścigał młodego wilka. Złoto z mistrzostw pojedzie na północ
Od 2017 roku Damian Czykier zdobywał przez pięć lat z rzędu złoto halowych mistrzostw Polski, nie miał sobie równych. A później pojawił się nagle Jakub Szymański, strącił go ze szczytu, zabrał złote medale, a później także i rekord kraju. W Toruniu walka o tytuł zapowiadała się jednak niezwykle ciekawie, choćby z powodu niedawnej kontuzji Szymańskiego. Ale i znakomitej dyspozycji 32-latka z Białegostoku. Szymański znów odparł atak, w nerwowym finale, po dwóch powtórkach i kiepskim starcie uzyskał trzeci wynik w karierze - 7.43 s. Złoto więc dla zawodnika SKLA Sopot.

Jeśli w kobiecych płotkach Pia Skrzyszowska nie ma sobie równych w kraju, a i celuje w medale kontynentalnych czy światowych imprez, to w męskich płotkach też jest wyraźny faworyt. Przy czym taki, który jednak może czuć nacisk ze strony krajowych rywali, jeśli tylko w jakimś elemencie popełni błąd. To oczywiście Jakub Szymański, który przez długi czas był liderem światowych tabel. A naciska go głównie Damian Czykier, choć pewnie podobne aspiracje ma też i Krzysztof Kiljan.
To oni mieli między sobą rozdzielić medale w halowych mistrzostwach Polski w Toruniu. I zgodnie z przewidywaniami - bez żadnego kłopotu awansowali do finału.
Halowe mistrzostwa Polski. Pojedynek na płotkach, który miał rozgrzać kibiców. Niemal na sam koniec zmagań w Toruniu
Gdyby Szymański miał formę ze stycznia i pierwszych dni lutego, pewnie wątpliwości nie byłoby żadnych Najpierw pobił fenomenalny rekord Polski w Luksemburgu (6.41 s), później oderwał z niego kolejne dwie setne w mityngu Orlen Cup w Łodzi. I to 7.39 s dawało mu przez kilka godzin... miano tego najszybszego na świecie. Niemniej aspiracje 22-latek z Sopotu miał olbrzymie - chciał jako pierwszy w historii pokonać na wysokich płotkach w hali Granta Hollowaya. Zmierzyli się w końcu w Lievin we Francji, ale tam Polak wyraźnie przegrał, nie tylko zresztą z Amerykaninem. Spora liczba startów dała znać o sobie, doznał urazu, musiał odpuścić zmagania w Copernicusie w Toruniu.
Teraz wrócił do tej samej hali, by wywalczyć czwarty złoty medal z rzędu pod dachem. Rok temu uzyskał w finale 7.50 s, dość wyraźnie pokonał Kiljana i Czykiera. Ten ostatni pokazał jednak, że stać go jeszcze na bieganie na poziomie Szymańskiego, w Łodzi uzyskał 7.50 s. Dlaczego teraz miałby więc nie powtórzyć podobnego biegu?
W finale to Kiljan znalazł się w środku, na czwartym torze. Szymański był na trzecim, Czykier na piątym.
I już po pierwszym starcie było jasne, że o rekordowe wyniki będzie ciężko. Dobiegli do drugiego płotka, gdy pojawił się drugi strzał startera - oznaczający falstart. Tyle że nikt nie został wykluczony, pobiegli w powtórce w pełnym składzie.

Ale w powtórce Szymański drgnął za wcześnie, decyzja arbitrów wydawała się być tylko jedna - dyskwalifikacja. Tyle że analiza aparatury wykazała, że... błąd popełnił na pierwszym torze Olgierd Michniewski, zobaczył żółtą kartkę.
Za trzecim razem się udało - Szymański jakby został w blokach, czas reakcji 0.203 s był fatalny, ale później "połknął" rywali. 7.43 s - trzeci rezultat w karierze dał mu złoto. Czykier ze srebrem 7.62 s, Kiljan, najlepszy na starcie, był trzeci - 7.65 s.
- Byłem pewny, że nie popełniłem falstartu, bo raczej późno ruszam z bloku. Ale gdybym dostał czerwoną kartkę, pewnie bym się nie wykłócił. A czas? Baja, jestem bardzo zadowolony - powiedział mistrz Polski w TVP Sport.
Zobacz również:












