Starcie "królów setki" w Chorzowie. Polak obok nich. Po 20 metrach na równi z Lylesem
Rok temu w Paryżu o triumfie Noaha Lylesa nad Kishanem Thompsonem w finale 100 metrów decydowało pięć tysięcznych sekundy. Od tamtego czasu obaj nie mieli okazji mierzyć się w żadnym biegu, ta chwila nastąpiła jednak miesiąc przed mistrzostwami świata, w Chorzowie. A przecież był tu jeszcze Kenny Bednarek, biegający równie szybko. No i nasz Oliwer Wdowik, marzący o tym, by pobić legendarny rekord Mariana Woronina. Na to musi jeszcze poczekać. A Thompson nie dał się dogonić Lylesowi.

Może i Armand Duplantis bić historyczne rekordy w skoku o tyczce, może Mykolas Alekna rzucać grubo ponad 70 metrów dyskiem, może wreszcie Jakob Ingebrigtsen dystansować rywali na 1500 czy 300 metrów. To wydarzenia ważne, kluczowe, ale gdy przychodzi co do czego, cały świat patrzy na to, co się wydarzy w biegu na 100 metrów. Zwłaszcza za oceanem, w Stanach Zjednoczonych, ale i na Jamajce. Ale także i w Azji. 100 metrów to po prostu 100 metrów - królewski dystans.
Noah Lyles i Kishane Thompson rok temu w olimpijskim finale uzyskali ten sam czas - 9.79 s. Amerykanin był lepszy od potężnego Jamajczyka, kapitalnie rozpędzającego się na dystansie, o tysięczne części sekundy. I do dziś nie mieli okazji do rewanżu, głównie za sprawą Lylesa. Nawet w mistrzostwach USA opuścił zmagania na tym dystansie, pobiegł tylko na 200 metrów. Tam wygrał z Kennym Bednarkiem, a później starł się z nim na mecie, prowokacyjnie patrzył w stronę rywala. Teraz w Chorzowie... znaleźli się na sąsiednich torach.

Cała ósemka zagranicznych sprinterów biegała oczywiście w karierze poniżej 10 sekund. Ba, nawet w tym sezonie - z wyłączeniem... Lylesa, któremu zmierzono równe 10. Akani Simbine, Trayvon Bromell, Christian Coleman, Ackeem Blake - same sławy godne finału największych imprez.
A między nimi znalazł nasz Oliwer Wdowik, który w DME w Madrycie wybiegał 10.10 s. Trzeci czas w historii polskiej lekkiej atletyki, ale... nie zbierający większej uwagi na świecie. W tym roku już 68 zawodników złamało tę magiczną barierę.
Dla Wdowika był to jednak występ absolutnie kluczowy w kontekście walki o występ w Tokio. Na razie jest znacznie poniżej kreską rankingu World Athletics, tu mógł zdobyć wielkie punkty do klasyfikacji. A za tydzień poprawić w mistrzostwach Polski.
Diamentowa Liga w Chorzowie. Królewska "setka" na Śląskim. Polak wśród największych gwiazd dyscypliny
Thompson świetnie rozpoczął bieg, co wcale nie jest u niego regułą. Dobrze zaczął też Bednarek, został zaś Lyles. Mistrz olimpijski, ale przecież także mistrz świata z Budapesztu, rozpędzał się w drugiej część dystansu, wyprzedził Bednarka. Do Jamajczyka jednak zabrakło. Kishane uzyskał czas 9.87 s, Lyles 9.90 s. A Bednarek o tysięczne pokonał Colemana (obaj - 9.96 s).
Jak na tle tytanów wypadł Polak? Niestety blado. Oliwer Wdowik tracił z każdym metrem, choć po 1/5 dystansu był jeszcze na równi z Lylesem i Bednarkiem, obaj mieli czas 2.96 s. A później już tylko tracił. Skończył ze słabym wynikiem 10.32 s i stratą blisko pół sekundy do najlepszych.











