Starcie Bukowieckiej ze Święty-Ersetic rozstrzygnięte. Jest nowa mistrzyni Polski
Pojedynek Natalii Bukowieckiej i Justyny Swięty-Ersetic miał być ozdobą halowych mistrzostw Polski w Toruniu. Pierwsza wróciła właśnie do biegania po kontuzji, w sobotnim biegu eliminacyjnym nie czuła jeszcze pełnego komfortu. Druga zaś, legenda 400 metrów w Polsce, zaczęła ten sezon halowy najmocniej w karierze. W finale walczyły ze sobą, ale też dla polskiej sztafety, która walczy o prawo startu w mistrzostwach Europy. I obie pobiegły doskonale, a lepsza okazała się, sensacyjnie, Święty-Ersetic.

Natalia Bukowiecka wróciła w sobotę do rywalizacji halowej - po raz pierwszy w tym sezonie przebiegła pod dachem pełny dystans 400 metrów. Na początku lutego doznała kontuzji w Ostrawie, nie było jasne, czy będzie w stanie jeszcze w tym sezonie rywalizować. Udało się, w sobotę stanęła w blokach. I wygrała swój bieg eliminacyjny, zeszła poniżej 52 sekund.
- To nie była nasza Natalia, bardzo zestresowana, spięta - mówiła w studiu TVP Małgorzata Hołub-Kowalik, dziś ekspertka i wiceprezes zarządu PZLA, a w przeszłości koleżanka Bukowieckiej ze sztafety "Aniołków Matusińskiego". Sama Natalia po biegu też przyznała, że to był jeden z trudniejszych dla niej wyścigów w karierze. Miała w głowie to, co się stało w Ostrawie. Dała radę, dziś można się już było spodziewać innego wyniku. Może nawet rekordu Polski, który - jeszcze pod nazwiskiem Kaczmarek - pobiła dwa lata temu w finale mistrzostw Polski (50.83 s).
Kto mógł zagrozić podopiecznej Marka Rożeja? Chyba tylko Justyna Święty-Ersetic, która miała najmocniejsze otwarcie sezonu halowego w karierze, jeśli weźmiemy pod uwagę wyniki na 400 metrów. W sobotę też pewnie wygrała swój bieg.
Halowe Mistrzostwa Polski. Natalia Bukowiecka i Justyna Święty-Ersetic gwiazdami rywalizacji na 400 metrów
Dziś ważna była ich wewnętrzna rywalizacja o złoto, Bukowiecka chciała je odzyskać (rok temu zrezygnowała z występów w hali), Święty-Ersetic zdobyć złoto w hali po raz... dziesiąty. Mistrzynią Polski była po raz pierwszy w 2012 roku i rzadko kiedy je traciła. Dwa lata temu przegrała z Kaczmarek i Anną Kiełbasińską, rok temu - z Mariką Popowicz-Drapała. A teraz była przygotowana może nawet na "złamanie" 51 sekund. Co przydałoby się również polskim sztafetom - kobiecej i mieszanej - w kontekście kwalifikacji do mistrzostw Europy. A kiepski występ mężczyzn, nie licząc Maksymiliana Szweda, sprawił, że obie musiały pobiec kapitalnie, by nasz zespół mieszany mógł walczyć w Apeldoorn.
Szansą Justyny było pierwsze okrążenie - aby myśleć o złocie, musiała zejść pierwsza do krawężnika. Bukowiecka była na zewnętrznym torze, widziała koleżankę z kadry.

I szybko zbliżyła się do Święty-Ersetic, pierwsza jednak zbiegła. Ale Justyna była tuż za nią, uzyskały sporą przewagę nad resztą. Święty-Ersetic zaatakowała na ostatnich 30 metrach. Wyprzedziła koleżankę z kadry, zdobyła złoto. Sensacyjne. Choć z drugiej strony, Bukowiecka poczuła przed biegiem ból w nodze, to miało wpływ na jej występ. I po biegu powiedziała w TVP Sport, że na mistrzostwa Europy raczej nie pojedzie.
Szkoda tylko, że czasy nie były rekordowe, nie poprawiły sytuacji polskiej sztafety. W Apeldoorn Polska nie będzie reprezentowana w żadnym z biegów rozstawnych.
Święty-Ersetic wygrała w czasie 51.52 s, Bukowiecka uzyskała 51.87 s.
Brąz - dla Anastazji Kuś, z nowym rekordem życiowym (53.20 s).
Zobacz również:











