Reklama

Reklama

Skandal na mityngu lekkoatletycznym w Toruniu. Młody sportowiec zalał się łzami

Niezrozumiałe zachowanie sędziego doprowadziło do łez 14-letniego biegacza, któremu w ostatniej chwili zabroniono startu w zawodach. Powodem takiej decyzji miał być zastąpiony wyraźnym napisem jeden z numerów startowych, bowiem oryginalny uległ zniszczeniu podczas rozgrzewki. - Przykro mi, że takie rzeczy dzieją się na zawodach lekkoatletycznych dla dzieci – napisał Konrad Bukowiecki, srebrny medalista ME w pchnięciu kulą.

Dla 14-letniego biegacza z Gwardii Szczytno, mityng lekkoatletyczny w Toruniu zapisze się na czarnej liście zawodów, o których nie chce pamiętać. Młody sportowiec przyjechał kilkaset kilometrów specjalnie na start biegu na dystansie 300 m, a po rozgrzewce z ust sędziego dowiedział się, że nie wystartuje.

Do skandalicznej sytuacji doszło w niedzielę. Rozgrzewający się przed swoim występem, biegacz uszkodził jeden z numerów startowych. Tylny numer, który znajdował się na plecach sportowca, zastąpił zatem numerek narysowany kredą przez opiekunów z klubu ze Szczytna. Z takim przeszedł przez kontrolę przedstartową i udał się na bieżnię, gdzie za parę chwil ustawił się w blokach.

Reklama

Za moment rozpoczął się koszmar zawodnika, którego upomniał starter konkurencji - sędzia Wojciech Lach.

"Pan Wojciech Lach stwierdził, że numer napisany na plecach jest "nieczytelny" i nie dopuści naszego zawodnika do startu. W związku z powyższym zmazaliśmy poprzednio napisany numer i bardzo wyraźnymi cyframi napisaliśmy go od nowa. Był czytelny jak książka. Sędzia najwyraźniej koniecznie chciał postawić na swoim i stwierdził, że teraz jest czytelny, ale i tak go nie dopuści do startu, ponieważ numer jest napisany" - opisał sytuację na Facebooku trener biegacza Maciej Bukowiecki.

Jak zaznaczył Bukowiecki, żaden z argumentów nie trafiał do sędziego. Nie pomagały przekonania, że chłopak przyjechał na ten bieg 200 km, jego numerek jest niemal identyczny, jak drukowany, a sam start nie jest owiany prestiżem mistrzostw świata.

"Apogeum absurdu nastąpiło w momencie, gdy jeden z zawodników z innego klubu zaproponował, że pożyczy naszemu zawodnikowi komplet dwóch numerów, żeby mógł wystartować. Pan sędzia jednak również na to nie wyraził zgody i puścił serię bez naszego biegacza. W przypływie bezsilności nasz zawodnik zalał się łzami i opuścił bieżnie, a zgromadzona w hali publiczność dosadnie dała do zrozumienia co myśli o decyzji sędziego" - dodał Bukowiecki w swoim oświadczeniu.

Zdaniem trenera Gwardii Szczytno, sędzia Wojciech Lach jest dobitnym przykładem na to, jak zniechęcić młodego sportowca do uprawiania lekkoatletyki. Dzieci poświęcają każdy swój wolny od szkoły czas na treningi, a tego typu zachowania stają się przyczynkiem do rezygnacji z marzeń i porzuceniu sportu.

"To sport dzieci. Zawodów w hali niewiele, dziesiątki godzin na treningach (nie z komórką). Może ta osoba byłaby w przyszłości mistrzem, a dzięki tym bzdurom zniechęci się do głupoty ludzkiej" - napisał jeden z internautów pod postem Bukowieckiego.

Warto dodać, że nieobiektywne sędziowanie bywa jednym z powodów porzucenia regularnych treningów. Trud i codzienne wyrzeczenia stają się bowiem nieopłacalne, gdy wynik sportowy może być uzależniony od tendencyjnego sędziowania.


 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje