Skandal na mistrzostwach świata. Nie gryzie się w język, "niewyobrażalna bzdura"
Polski sukces na halowych mistrzostwach świata w lekkoatletyce (cztery medale, w tym jeden złoty) w cieniu skandalu. - To, co zrobiła federacja, ta niewyobrażalna wręcz bzdura, mogło nam zabrać ten jeden złoty medal. Wyrządzono też krzywdę Natalii Bukowieckiej. Dawno nikt nie wymyślił większej głupoty - mówi nam Andrzej Person, odsłaniając kulisy nierównej walki Polaków o medale.

- Toruń odniósł dzięki tym mistrzostwom gigantyczny sukces. I szkoda, że federacja zrobiła wszystko, żeby to popsuć - zauważa ekspert Polsatu Sport Andrzej Person w rozmowie z Interią.
Bukowiecka mogła zostać mistrzynią
Chodzi o to, że przykładowo w biegu na 400 metrów, gdzie startowała nasza Natalia Bukowiecka, rozegrano dwa finały. - I jak mielibyśmy mówić o rzeczach słabych, to byłaby jedna z nich. Niewyobrażalna wręcz bzdura. Mogło się okazać, że Bukowiecka wygrywa swój finał, ale nie zdobywa medalu, bo panie z drugiego finału mają lepsze czasy - analizuje Person.
- W ogóle to wypaczenie sensu sportowej rywalizacji. Uważam, że jakby był jeden finał z najlepszymi, to Bukowiecka mogła zostać mistrzynią. Jak się biegnie z tymi najlepszymi, to one wymuszają danie z siebie czegoś ekstra. Słowem Polka w lepszej obsadzie mogła pobiec szybciej i osiągnąć o wiele lepszy rezultat. Z drugiej strony cieszę się, że w biegu mężczyzn na 60 metrów przez płotki nie było dwóch finałów, bo jakby Amerykanin Trey Cunningham pobiegł w tym drugim i zrobił wszystko na luzie, to może Jakub Szymański nie miałby złota - przyznaje nasz rozmówca.
Jeden finał w Toruniu, drugi w Nowym Jorku. Kpiny eksperta
- A w sumie, to dobrze, że szef federacji Sebastian Coe zabrał głos ws. podwójnych finałów, bo idąc dalej tym tropem, moglibyśmy za rok zrobić mistrzostwa w Toruniu i Nowym Jorku, a każdy biegłby ten swój finał. Na szczęście Coe przyznał się do błędu i powiedział, że to był ostatni raz - mówi Person.
Poza wszystkim Person mówi o sukcesie imprezy i Polaków. - Rok temu otwarte mistrzostwa świata w lekkiej ratowała nam importowana z Białorusi Maria Żodzik, teraz Sebastian Chmara odetchnął z ulgą, bo zdobyliśmy cztery medale, w tym złoty i dołożyliśmy kilka wyników blisko podium. Osobiście cieszę się z szóstego miejsca na 1500 metrów Klaudii Kazimierskiej, która pochodzi z mojego Włocławka.
Porażka Igi Świątek pomogła Szymańskiemu
Person opowiadając o mistrzostwach w Toruniu, zauważa jedną bardzo ciekawą rzecz. - Czasem porażka jednego sportowca może być źródłem sukcesu innego. Dzięki temu, że Iga Świątek szybko odpadła z turnieju w Miami jej trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk wsiadł w samolot, wrócił do Polski i pomógł zdobyć złoto Szymańskiemu. Wyrósł on na gwiazdę światowego formatu, która wygrywa bieg za biegiem i zapowiada powrót do biegania na 110 metrów. Tam też chce być hegemonem. Po tym, jak mądrze rozegrał ten bieg na 60 metrów, wierzę, że mu się uda.
Na koniec wróćmy do Bukowieckiej. Person przyznał, że podwójny finał mógł jej zaszkodzić. Ekspert zwraca też uwagę na deklarację, jaką złożyła nasza zawodniczka. Chodzi o to, że przed igrzyskami w Los Angeles już nie będzie startować w hali. - Ma doświadczenie i wiedzę. Raz jej to pomogło, więc nie zamierzam narzekać, ale szkoda - kończy Person.












