Reklama

Reklama

Sebastian Chmara: Jeżeli Semenya chce rywalizować z Jóźwik, to musi się dostosować

Wiceprezes PZLA Sebastian Chmara uważa, że tylko obniżanie poziomu testosteronu uczyni rywalizację biegaczek sprawiedliwą. Przeciwko takim przepisom opowiedziała się m.in. Rada Praw Człowieka ONZ. Werdykt Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) - pod koniec kwietnia.

Temat biegaczek z naturalnie podwyższonym poziomem testosteronu ciągle wzbudza emocje i kontrowersje. Sprawa nowych regulacji, które zaproponowało Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF), trafiła do CAS, najwyższego sądu sportowego. Pierwotnie termin ogłoszenia werdyktu wyznaczono właśnie na 26 marca, ale na wniosek stron przesunięto go o około miesiąc.

Reklama

W maju ubiegłego roku federacja lekkoatletyczna RPA w imieniu Caster Semenyi, mistrzyni olimpijskiej i trzykrotnej mistrzyni świata w biegu na 800 m, zaskarżyła do CAS mające wejść w życie w listopadzie 2018 przepisy IAAF nakazujące zawodniczkom farmakologiczne zbijanie podwyższonego poziomu testosteronu pod groźbą zakazu startu na dystansach od 400 m do jednej mili.

W nowych przepisach IAAF pojawia się kobieca klasyfikacja - zawodniczki z zaburzeniami rozwoju płci (DSD). Zdaniem badaczy biegaczki nimi dotknięte mają wyższy poziom testosteronu niż wynosi średnia dla kobiet, co skutkuje większą masą mięśniową i wyższym poziomem hemoglobiny. Ich dominacji nie zaobserwowano w sprintach oraz biegach na 5000 i 10000 m. Na tych dystansach żadne obostrzenia nie będą obowiązywać.

Semenya - mająca umięśnioną sylwetkę oraz niski tembr głosu - zgodnie z nowymi regulacjami byłaby zmuszona do sztucznego obniżania poziomu testosteronu. Zgodnie z nimi, IAAF dopuszczałby do startów w najważniejszych zawodach biegaczki utrzymujące wcześniej przez co najmniej sześć miesięcy testosteron maksymalnie na poziomie 5 nanomoli na litr krwi. Według badań, na które w rozprawie przed CAS powoływali się przedstawiciele światowej federacji, naturalny poziom testosteronu u kobiet utrzymuje się w przedziale 0,12-1,79 nmol.

Wprowadzenie regulacji IAAF popiera wiceprezes PZLA Sebastian Chmara.

- Skoro u niektórych zawodniczek poziom testosteronu jest ponadstandardowy, to nie pozostaje nic innego, jak tylko go obniżyć do poziomu znajdującego się w normie. Tylko to pozwoli na sprawiedliwą rywalizację - powiedział były halowy mistrz świata w siedmioboju.

Jak podkreślił, biegaczki z podwyższonym poziomem testosteronu są obecnie w zdecydowanie uprzywilejowanej sytuacji względem innych zawodniczek.

- To zwyczajnie niesprawiedliwe. Nie jestem lekarzem i specjalistą w tej dziedzinie, ale mamy normę, którą stanowią miliardy kobiet żyjących na świecie. Wszelkie inne poziomy, które reguluje wiedza medyczna, wymagają korekt i z taką sytuacją mamy do czynienia. Jeżeli Semenya chce rywalizować z Joanną Jóźwik, Laurą Muir czy innymi dziewczynami, to musi się dostosować. Decyzja IAAF powinna wejść w życie - ocenił Chmara.

Przeciwną opinię do światowej federacji lekkoatletycznej ma m.in. Organizacja Narodów Zjednoczonych, która sprzeciwia się propozycji dokonywania rozróżnienia płci na podstawie poziomu testosteronu. Rada Praw Człowieka ONZ w oficjalnym oświadczeniu napisała, że "zmuszanie lub nakłanianie kobiet i dziewcząt do niepotrzebnych, upokarzających i bolesnych czynności medycznych, aby mogły one startować w zawodach kobiet, narusza prawa człowieka do niezależności i autonomii ciała".

Wsparcia ze strony ONZ nie chcieli komentować prawnicy wynajęci przez federację RPA i Semenyę. Wydali tylko komunikat, w którym podkreślili, iż "Caster pozostaje optymistką, że CAS uzna regulacje IAAF za niezgodne z prawem, nieskuteczne i nieważne". Potwierdzili też, że złożyli do CAS dodatkowe dokumenty popierające ich argumenty.

W sprawę zaangażowany jest także rząd RPA. - Międzynarodowa kampania mająca na celu zachowanie prawa Caster do uczestniczenia w światowym współzawodnictwie to walka w imieniu wszystkich kobiet na świecie przeciwko dyskryminacji, seksizmowi i patriarchatowi - wspomniała minister stosunków międzynarodowych RPA Lindiwe Sisulu.

Zdaniem przedstawicieli Trybunału, orzeczenie w tej sprawie będzie jednym z najważniejszych w historii i może mieć daleko idące konsekwencje nie tylko dla przyszłości lekkoatletyki, ale także całego sportu.

Opóźnienie wyroku CAS nie musi mieć wpływu na tegoroczne starty Semenyi i innych zawodniczek. We wtorek mija bowiem dokładnie sześć miesięcy i jeden dzień przed datą początku eliminacji biegu na 800 m w mistrzostwach świata w Dausze, gdzie reprezentantka RPA miała bronić złotego medalu. IAAF już zapowiedziało jednak, że nawet jeśli decyzja CAS będzie dla niego pozytywna, to wprowadzi "specjalny okres przejściowy", by zawodniczki, których dotyczyć będą nowe przepisy, mogły wystartować w Katarze.

Autor: Tomasz Więcławski

Dowiedz się więcej na temat: Caster Semenya

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje