Równe 7 sekund Swobody w finale HMŚ, Alfred tuż obok. Tak Polka walczyła o złoto
W sobotę po godz. 21.20 poznamy najszybszą kobietę świata - w Arenie Toruń dojdzie do starcia ośmiu sprinterek, które godzinę wcześniej skutecznie przebrną przez fazę półfinałową. Faworytkami są Julien Alfred i Zaynab Dosso, my liczymy na Ewę Swobodę. Czy jest możliwa powtórka sprzed dwóch lat? Ależ byłby to piękny scenariusz. To właśnie w Glasgow Ewa pobiła w półfinale rekord Polski. A później do kreski walczyła o złoto z późniejszą mistrzynią olimpijską. Przypominamy tamto wydarzenie.

Julien Alfred i Zaynab Dosso - obie w tym roku z biegami poniżej 7 sekund. A za nimi: Dina Asher-Smith, Patrizia van der Weken, Ewa Swoboda i Jacious Sears. To sześć zawodniczek, które w sobotnim wieczornym finale 60 metrów powinny rywalizować o medale. Królową sprintu poznamy tuż po godz. 21.20.
Godzinę wcześniej odbędą się trzy biegi półfinałowe. Z każdego z nich awans wywalczą po dwie najlepsze zawodniczki, dwie dołączą z czasami. Swoboda miała trochę szczęścia: w swoim biegu zmierzy się z van der Weken, która w porannych eliminacjach nie zachwyciła. Groźna będzie jeszcze Nowozelandka Zoe Hobbs, niewiadomą pozostaje Jamajka Joneille Smith. Niemniej inne serie, tak się wydaje, mają mocniejszą obsadę. I być może bardziej wyrównaną.
Swoboda powalczy wieczorem w Toruniu o swój drugi medal halowych mistrzostw świata. Pierwszy wywalczyła dwa lata temu w Glasgow, tam o złoto biły się te same faworytki.
Tak Ewa Swoboda wywalczyła srebro w Szkocji. A później pojawiły się łzy. Łzy szczęścia
Dwa lata temu podopieczna trenerki Iwony Krupy leciała do Szkocji jako jedna z faworytek. W każdym swoim starcie uzyskiwała czasy poniżej 7.10 s, prezentowała równą formę. A w Copernicusie wypaliła ze startu i finiszowała w 7.01 s.
Przez pięć dni była liderką światowych tabel, po swoim starcie w Nowym Jorku na drugą pozycję zepchnęła ją Julien Alfred, uzyskała 6.99 s. Niemniej w Polce widziano kandydatkę do medalu, może nawet do złota.
Te nastroje poprawiły jeszcze pierwsze występy Ewy w Glasgow. Błysnęła już w eliminacjach, uzyskała 7.02 s - był to jej najszybszy bieg na tym etapie. A przecież w porannej sesji rzadko uzyskuje się aż tak wybitne wyniki. Druga na mecie Jamajka Briana Williams straciła równe dwie dziesiąte sekundy,.To przepaść.
W półfinale było jeszcze lepiej - Swoboda wygrała swój bieg, uzyskała 6.98 s. Jeden z najlepszych wyników w historii tego dystansu, nowy rekord Polski. Alfred biegła później, uzyskała 7.03 s, też pewnie awansowała.

To one dwie miały walczyć o złoto, choć spodziewano się, że do gry wkroczy też Zaynab Dosso. Ewa tym razem nie dała rady późniejszej mistrzyni olimpijskiej na 100 metrów, Alfred wyrównała osiągnięcie Polki z półfinału. To był najlepszy czas w sezonie, w kolejnym nikt tak szybko nie pobiegł. Swoboda uzyskała tym razem 7.00 s, dość wyraźnie pokonała Dosso (7.05 s).
Czwarta była Zoe Hobbs, jej 7.06 s było rekordem Oceanii. A to przecież tę zawodniczkę zobaczymy dziś w półfinałowym biegu z Polką. Van der Weken wtedy zdobywała szlify, błysnęła rok później. W mistrzostwach Europy w Apeldoorn i mistrzostwach świata w Nankinie zdobywała medal, a Swoboda kończyła czwarta.
Wtedy Ewa po finale była smutna, liczyła na tytuł. Leciały łzy. - Liczyłam na to, że wygram. Byłam na to gotowa, ale cieszę się. Odbiłam sobie Belgrad. Każdy chce wygrać. Dałam jednak radę. Mam medal. Mam srebro. Jest fajnie. Zaraz będę płakać ze szczęścia, bo teraz zaczyna to do mnie dochodzić, ale jestem zła. Mam nadzieję, że ten niedosyt da kopa do roboty - mówiła red. Tomaszowi Kalembie z Interii, ocierając łzy. Ale kilka godzin później przyszła już radość, do dziś ceni ten medal i go wspomina.
A jak będzie w Toruniu? Przekonamy się już po godz. 20.














