Reklama

Reklama

Renaud Lavillenie: Nie znam określenia niemożliwe

Renaud Lavillenie, który z powodu kontuzji nie wystartował w 15. halowych mistrzostwach świata jest pewny, że nie będzie próbował skakać 6,19, bo taka wysokość nie ma żadnego sensu. Francuski tyczkarz przyznał, że jego głowa nie zna określenia "niemożliwe".

15 lutego w Doniecku ustanowił rezultatem 6,16 halowy rekord globu. W kolejnej próbie zdecydował się, bez powodzenia, atakować 6,21.

"Gdybym chciał podwyższyć następną wysokość o 1 cm, nie miałoby to żadnego sensu. Pomiędzy 6,16 i 6,17 nie ma żadnej różnicy. Co innego 6,21. Ten wynik działa na wyobraźnię i jest prawdziwym wyzwaniem" - powiedział na konferencji prasowej w Sopocie.

Właśnie podczas skoku na 6,21 rekordzista świata doznał kontuzji. "Czuję się coraz lepiej. Noga co prawda jeszcze trochę boli, ale w ciągu dwóch tygodni chciałbym wznowić treningi. Mam nadzieję, że szybko wrócę do dawnej formy. Nie jestem tak wysokim i potężnym zawodnikiem jak większość tyczkarzy, jednak po zmianie tyczek i pewnej korekcie w przygotowaniach zacząłem skakać znacznie wyżej niż poprzednio. Ważne jest również to, że nie mam psychicznych ograniczeń. Moja głowa nie zna bowiem określenia niemożliwe. Poza tym skakanie wciąż sprawia mi wielką radość i przyjemność" - zapewnił.

Reklama

Niespełna 28-letni Francuz podkreślił, że zamierza uzyskiwać jak najlepsze rezultaty, ale trudno mu powiedzieć, w jaki sposób będzie tego dokonywał.

"To zależy od wielu czynników, także od tego, jak się będę czuł. Poza tym w hali warunki są stałe - nie ma wiatru, nie pada deszcz, nie zmienia się też temperatura, natomiast na stadionie często musimy zmagać się z kaprysami pogody. Zapewniam jedynie, że nigdy nie będę skakał 6,19. Taka wysokość nie ma żadnego sensu, bo od razu trzeba zażyczyć sobie 6,20" - przyznał.

Pod nieobecność halowego rekordzisty świata i innych czołowych tyczkarzy, w sobotnim konkursie niespodziewanie zwyciężył Grek Konstadinos Filippidis z przeciętnym wynikiem 5,80.

"W tym konkursie drobnych niespodzianek nie brakowało. W Sopocie nie wystąpili jednak zawodnicy, którzy w dwóch ostatnich latach odnosili największe sukcesy, dlatego te zawody były szansą dla innych. Zdziwiłem się, że po pierwszym skoku Niemiec Malte Mohr nie zmienił tyczki, bo ta była dla niego za miękka. Duże wrażenie zrobił na mnie 20-letni Thiago da Silva. Brazylijczyk zajął co prawda czwarte miejscem, ale widać, że ma spore możliwości i jeśli poprawi pewne elementy, może skakać bardzo wysoko" - skomentował.

Mistrz olimpijski z Londynu podkreślił również znakomitą atmosferę w Ergo Arenie. "Siedząc na trybunach czuję się trochę nieswojo, ale ogólnie bardzo podoba mi się klimat tych mistrzostw. Kibice znajdują się blisko zawodników, a ja lubię startować w takiej scenerii. Podobnie było także pięć tygodni temu w Bydgoszczy podczas mityngu Pedro's Cup" - podsumował Renaud Lavillenie.

Dowiedz się więcej na temat: Renaud Lavillenie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje