​Rekordzista Polski na 800 m Paweł Czapiewski pożegnał się z bieżnią

Brązowy medalista mistrzostw świata z Edmonton 2001 w biegu na 800 m, rekordzista Polski Paweł Czapiewski (LKS Lubusz Słubice), po trwającej blisko 20 lat karierze lekkoatlety, pożegnał się w Szczecinie z bieżnią podczas 58. Memoriału Janusza Kusocińskiego.

W sobotę pokonał dwa okrążenia, chociaż wcześniej nic na to nie wskazywało. Wyszedł w garniturze na płytę stadionu na uroczyste pożegnanie ze strony PZLA, klubu, organizatorów mityngu. Ale szybko zawrócił, przebrał się w szatni w sportowy strój, przypiął nr 116 i... wystartował w biegu, który wygrał Adam Kszczot (RKS Łódź). Potem obaj stanęli na najwyższym stopniu podium.
Czapiewski pozostał wierny zarówno klubowi, jak i dystansowi. Pytany czy myślał o jego wydłużeniu zawsze odpowiadał to samo: - Nigdy! 1500 m zaliczam już do sportów ekstremalnych. Urodziłem się, by biegać 800 metrów, czyli dwa okrążenia, i ani jednego więcej.
Jak zaznaczył, na pewno w zawodach na bieżni już nie wystąpi. A czy będzie startował w biegach ulicznych, tego jeszcze do końca nie wie.
- Wychowywałem się na stadionie, który był moim drugim, a czasami to i pierwszym domem. Może dlatego uliczne imprezy nigdy mnie nie pociągały. Jednak nie wykluczam, że może się skuszę. Nawet myślałem już o Maratonie Warszawskim, ot tak, aby zasmakować ten dystans i próbować go pokonać na zaliczenie, w cztery godziny. Ale im bliżej września, staje się to mniej prawdopodobne - powiedział.
Paweł Czapiewski urodził się 30 marca 1978 roku w Stargardzie Szczecińskim. Od początku kariery reprezentował barwy klubu Lubusz Słubice i mimo wielu pokus nie zdecydował się na zmianę. Na pierwszy obóz sportowy pojechał w lipcu 1993 roku. We wrześniu, jako młodzik, pokonał 800 m w Poznaniu w 2.02,88.
Po ośmiu latach treningów wspiął się na wyżyny tej konkurencji. W 2001 roku był szósty w halowych mistrzostwach świata w Lizbonie i trzeci na stadionie w Edmonton, a w następnym roku pierwszy w halowych mistrzostwach Europy w Wiedniu i czwarty w mistrzostwach kontynentu w Monachium.
- To był niesamowity przełom w mojej karierze, przeskok z jednego do drugiego świata. Mało znany, w zasadzie to anonimowy zawodnik, średniej klasy, nagle staje na podium prestiżowych imprez. Ale tylko ja wiem, ile włożyłem w to pracy, by cieszyć się z takich sukcesów. Może jednak przeciążyłem zbytnio organizm, bo potem zaczęło się pasmo drobniejszych i poważniejszych kontuzji - przypomniał.
Ambitny zawodnik nie poddawał się. Walczył każdego sezonu - zarówno na bieżni, jak i z dolegliwościami. Po igrzyskach w 2008 roku prawie zniknął z lekkoatletycznej sceny na cztery lata.
- Sezon olimpijski przed Pekinem miał być przełomowy. Byłem w życiowej formie. Nie wyszło... Miał na to wpływ splot wielu czynników. Dwie setne sekundy zabrakło mi do minimum PZLA. Rok później przesadziłem z treningiem i uciekła motywacja. Postanowiłem odpuścić dwa sezony. Po dwóch latach hibernacji zacząłem wracać. Z miesiąca na miesiąc było lepiej. W mojej karierze często się zdarzało, że wynik powstawał z... niczego. W ciągu tygodnia wszystko się odmieniało. Niestety, tym razem nie udało się. Postanowiłem, że karierę zakończę wtedy, jak stracę szansę wyjazdu na igrzyska - wspomniał.
Czapiewski - jak podkreślają lekkoatleci, sympatycy królowej sportu, przedstawiciele mediów - to niesłychanie pogodny facet. Zawsze miał i ma coś do powiedzenia, nigdy nie był naburmuszoną gwiazdą, tylko sympatycznym, miłym człowiekiem. Zasłynął z tego, że biegał przeważnie na końcu stawki, po czym na ostatniej prostej mijał rywali niczym ekspres pociąg osobowy.
Jak przyznał 21 lipca na pożegnanie z bieżnią, że schodzi z niej z żalem, ale też z pewną satysfakcją, iż nikt mu do tego dnia nie odebrał rekordu Polski, który należy do niego od 11 lat. 17 sierpnia 2001 roku w mityngu Weltklasse w Zurychu przebiegł 800 m w 1.43,22.

Dowiedz się więcej na temat: lekkoatletyka | rekord polski | Paweł Czapiewski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje