Na tej samej bieżni, na której teraz trwają juniorskie świata, bito wiele wspaniałych rekordów. Właśnie biegowych, tak na krótkich dystansach, jak i na dłuższych. Rok temu w Diamentowej Lidze w Eugene taki właśnie ustanowiła Faith Kipyegon, na 1500 metrów. Wciąż obowiązuje czas Tobi Amusan z mistrzostw świata na Hayward Field w biegu na 100 m przez płotki, sprzed czterech lat. No i niedawno w rywalizacji mężczyzn, w półfinale NCAA, rekord globu na 110 m przez płotki ustanowił Ja'Kobe Tharp. Amerykanin ma wszystko, by zdominować tę konkurencję.
Teraz zaś w Oregonie odbywają się zmagania najlepszych 19-latek i 19-latków, choć są też roczniki młodsze. W kobiecym pchnięciu kulą sporą niespodziankę sprawiła nasza wicemistrzyni Europy do lat 18 Kinga Jackowska, awansowała do 12-osobowego finału. A ma 17 lat, jej docelowe mistrzostwa świata odbędą się dopiero w 2028 roku.
W czwartek, w sesji porannej lokalnego czasu, o swoje przepustki do finałów walczyli inni reprezentanci Polski. M.in. Dawid Barański w skoku wzwyż czy Anastazja Kuś w biegu na 400 m. Ale też sztafeta mieszana 4x100 metrów, które wzorem zmagań seniorskich, też znalazła się w programie.
Mistrzostwa świata w Eugene. Świetny bieg Polski, walka o finał w mikście 4x100 metrów
W niej zaś Polacy znaleźli się w drugiej serii. I trudno było jednoznacznie ocenić, na co może być stać ten skład.
W pierwszej serii Australia ustanowiła nowy juniorski rekord świata - sprowadziła go do czasu 41.64 s. To niewiele gorzej od czasów, jakie nasza seniorska kadra uzyskiwała w dwóch biegach podczas majowego World Relays w Gaborone.

A później pojawili się już Polacy: Łukasz Jasiński, Oliwia Kasprzak, Jakub Sarlej i Maja Gondek. Ta ostatnia była kandydatką do występu w finale kobiecego sprintu, odpadła jednak w półfinale. Skład tego biegu wydawał się być bardzo mocny - Wielka Brytania to potęga, ale Francja, Hiszpania czy RPA też mają mocnych sprinterów.
Polacy poradzili sobie znakomicie, dobre były przekazania pałeczki. A gdy Gondek odebrała ją od świetnie biegnącego Sarleja (9.69 s na lotnej zmianie), była w najlepszej trójce. Trzy sztafety zaś kwalifikowały się do finału - w Eugene jest dziewięć torów.
Polka przez moment zajmowała drugą pozycję, przegrała jednak o dwie setne z Francuzką Beatrice Tassin. Trochę szkoda, bo to oznacza jeden z gorszych torów w biegu medalowym.
Czas Polski to 42.18 s, najlepszy w historii naszej lekkoatletyki do lat 20. Aby myśleć o medalu, trzeba pewnie urwać z tego pół sekundy. Brytyjka Sophie Thomas finiszowała z wyraźną przewagę - czas jej sztafety, 41.60 s, oznaczał nowy rekord świata. W trzeciej serii nie zdołali go pobić Amerykanie.
Jak długo przetrwa? Zapewne do sobotniego wieczora, czyli do 3.15 nad ranem w niedzielę polskiego czasu. Bardziej wyczerpująca rywalizacja na 4x400 metrów odbyła się bowiem jednego dnia, a tej stricte sprinterskiej między półfinałem a finałem zrobiono tak długą przerwę.













