Rekord Polski Woronina zagrożony. Ręka w górze przed metą. 0.03 sek
39 lat i jeden tydzień - tyle czasu minęło od chwili, gdy w Lievin Marian Woronin przebiegł 60 metrów w 6.51 s. I do dziś to jest rekord Polski. Zbliżali się do niego na dwie setne Marcin Krzywański i Dominik Kopeć, w tym roku na cztery setne zbliżył się już Oliwer Wdowik. I to on zdobył dziś w Toruniu złoty medal halowych mistrzostw Polski, a być może mógł albo dobić do czasu Woronina, a przynajmniej wskoczyć na drugie miejsce list wszech czasów. Gdyby nie... radość dobre trzy metry przed kreską.

Oliwer Wdowik lub Dominik Kopeć - gdyby któryś z nich nie zdobył złota w mistrzostwach Polski na 60 metrów, mówilibyśmy o sporej sensacji. Obaj zdecydowanie zdominowali krajowe podwórko, długo lepszy był starszy z nich, czyli Kopeć. Tysięcznych sekundy zabrakło mu do medalu halowych mistrzostw Europy w Stambule trzy lata temu, poważnie zbliżył się do granicy 10 sekund na 100 metrów na stadionie.
Wdowika długo prześladowały kontuzje, ale już latem zeszłego roku pokazał się z doskonałej strony. Szczególnie w Madrycie, w Drużynowych Mistrzostwach Europy, gdy w słabszej serii uzyskał 10.10 s. A to już czas, który w naszych realiach robi wrażenie.
Czy to mógł być rekord Polski? Tego się nie dowiemy. Ile setnych zabrała uniesiona ręka mistrza?
W Toruniu Wdowik i Kopeć w eliminacjach uzyskali po 6.63 s. Nie było już żadnych wątpliwości, że - o ile nie zrobią falstartu - to do któregoś z nich trafi złoto. Faworytem był Wdowik - 24-latek z Resovii od stycznia biega bardzo równo. Czy to eliminacje, czy finały - mieścił się w jednej dziesiątej sekundy. A 6.55 s uzyskane trzy tygodnie temu w Dortmundzie było jednym z najlepszych rezultatów na tym kontynencie.

Finał trzeba było powtarzać, minimalny falstart popełnił Mateusz Siuda. O 0.005 s. Zwłaszcza Wdowik miał czego żałować, bo ruszył znakomicie. Sędziowie dopuścili do powtórki wszystkich, Rzeszowianin znów dość szybko uzyskał przewagę. I już 15 czy 20 metrów przed metą nie było wątpliwości, że to do niego trafi złoto.
Pozostała kwestia czasu, bo Wdowik biegł znakomicie. I zaczął się cieszyć daleko przed kreską. Podniósł rękę, nikogo nie obraził tym gestem, po prostu podkreślił swoją dominację. Tyle że... mogło to go kosztować utratę kilku setnych. Ostatecznie zmierzono mu 6.54 s - to czwarty wynik w historii polskiej LA. 6.53 s dałoby drugie miejsce, razem z Krzywańskim i Kopciem.
Kopeć był drugi z czasem 6.62 s, Siuda zaś trzeci - 6.65 s, to jego nowy rekord życiowy.
- Nie spodziewałem się takiego wyniku, bo z natury te MP słyną z tego, że biegamy wolniej. Na rozgrzewce czułem się taki plastycnzy, coś takiego było w Madrycie. Na chłodno do tego podchodzę, wyczekuję już tych mistrzostw świata. Doszliśmy z Dominikiem do takiego poziomu, że mistrzostwa kraju są przystankiem przed docelową imprezą - mówił Wdowik w TVP Sport.
A co z tą ręką w górze? - Była efektem luzu, czułem, że płynę. Choć myślę, że setna czy dwe uciekły. Nie będę niczego deklarował ws. rekordu Polski, bo później ktoś mnie wypunktuje. Wiem, że czas na szybsze bieganie przyjdzie na MŚ. Mam tego świadomość, czuję to, że jestem właśnie tym, który to zrobi. Urodziłem się by biegać szybko - zakończył rozmowę z red. Szymonem Borczuchem w TVP Sport.












