Rekord Polski w walce o mistrzostwa świata. Radość siódmej bobsleistki z ZIO
W pierwszym dniu World Relays w Gaborone polskiej reprezentacji udało się wprowadzić dwie sztafety na przyszłoroczne mistrzostwa świata w Pekinie. Co z czterema pozostałymi? Nie straciły na to szans, pozostała walka w barażach. Jako pierwszy ruszył mikst 4x100 metrów - z połowę składu zmienioną względem wczorajszego biegu. Miało być szybciej, miał paść rekord Polski. Pytanie brzmiało, czy wystarczy to do zajęcia pierwszego lub drugiego miejsca w rywalizacji, w której było kilka teoretycznie mocniejszych ekip.

Sześć szans, dwie wykorzystane - tak wyglądała sobota w wykonaniu polskich reprezentacji w pierwszym dniu World Relays w stolicy Botswany. Promocję do dzisiejszych finałów uzyskały bowiem: mikst 4x400 metrów, czego można było oczekiwać. Ale też kobieca sztafeta 4x100 metrów, co jednak było miłą niespodzianką. Zwłaszcza że do Gaborone nie wybrały się Ewa Swoboda czy Kryscina Cimanouska. Jest za to Pia Skrzyszowska, która jednak skupiła się wyłącznie na kobiecej sztafecie. A mikst opuściła.
W rywalizacji mikstów 4x100 metrów Polacy pobiegli wczoraj przyzwoicie - 41.34 s to najlepszy czas w polskich tabelach historycznych w tej młodej konkurencji. Tyle że najlepsi biegali ponad sekundę szybciej, a Jamajka "złamała" nawet barierę 40 sekund. O jedną setną, ale jednak. To nowy rekord świata.
Dziś już pierwszy bieg repasażowy pokazał, że aby myśleć o przepustce na MŚ w Pekinie we wrześniu 2027 roku, trzeba będzie pobiec znacznie poniżej 41 sekund. Włosi uzyskali tu dzisiaj 40.69 s, rywalizację kończyła Zaynab Dosso, czyli halowa mistrzyni świata na 60 m z Torunia. A Portugalia uzyskała 40.76 s. Francja, mimo czasu 40.88 s, została z niczym.
World Relays w Gaborone. Polski mikst przed szansą awansu na MŚ w Pekinie
W składzie sztafety było można dokonać maksymalnie dwóch zmian względem wczorajszego wyścigu. Polacy wykorzystali maksimum, dodatkowo zmieniła się kolejność. Łukasz Żok wczoraj biegł po łuku na trzeciej zmianie, dziś zaczynał. A Aleksandra Piotrowska z drugiej zmiany przeszła na tę kończącą. Dodatkowo dziś pojawili się: Magdalena Niemczyk (druga zmiana) i Dominik Kopeć (trzecia) - drugi najszybszy, po Marianie Woroninie, Polak w historii.

I dziś bardzo długo wyglądało to dobrze. Niezła była zmiana między Żokiem i Niemczyk, dobrze wyglądało też przekazanie pałeczki do Kopcia. A gdy ten dobiegał do strefy zmian, bardzo szybko ruszyła Piotrowska - jako druga, po Australijce Chloe Mannix-Power. Tyle że pałeczkę dostała bardzo późno, Kopeć nie mógł "znaleźć" jej ręki. - Ola nie usłyszała chyba wołania Dominika. Tu jest taki hałas, gdy Botswana biega, że na zewnętrznych torach nic nie słychać - mówił później w TVP Sport Żok. A Piotrowska potwierdziła: - usłyszałam dopiero to ostatnie. Szkoda.
Polska straciła dużo, może dwie, może trzy dziesiąte sekundy. Australia dobiegła pierwsza (40.78 s), druga finiszowała Szwajcaria (41.02 s), z Salome Korą na ostatniej zmianie. A to nie tylko znakomita sprinterka, ale też i... bobsleistka. w zimowych igrzyskach trzy miesiące temu zajęła siódme miejsce w dwójkach.
Piotrowska finiszowała piąta - z czasem 41.26 s. I nowym rekordem kraju. O trzy setne za Chinką i dwie za Nową Zelandią. Co nie miało już znaczenia, tylko dwie pierwsze ekipy awansowały do MŚ.
Nie oznacza to, że to koniec nadziei na wyjazd do Azji za niemal półtora roku. Zostają jeszcze cztery miejsca, decydować będzie ranking World Athletics.













