Rekord Polski, osiem sekund zdecydowało. A to nie wszystko. Europa już wita
35. Bieg Niepodległości w Warszawie, jedna z największych imprez masowych w Polsce dla biegaczy, miał być właśnie ich świętem. Walką o życiówki dla tysięcy amatorów, którzy szykują się na taką specjalną okazję. Tymczasem wszystkich przyćmiła 32-letnia Elżbieta Glinka - zawodniczka, która na co dzień pracuje na etacie, jest inżynierem budownictwa. Już miesiąc temu zbliżyła się do rekordu Polski w biegu na 10 km, choć... nie została mistrzynią kraju. A w Warszawie poprawiła go o 8 sekund. I co do sekundy wypełniła minimum na mistrzostwa Europy w biegu na 10000 m.

11 listopada jest szczególnym dniem dla Polaków - to też chyba dzień, w którym odbywa się najwięcej biegów masowych w naszym kraju. Te największe, w Warszawie i Poznaniu, ściągają na start po kilkanaście tysięcy osób, mniejsze odbywają się w Katowicach, Krakowie czy Białymstoku.
Warszawski Bieg Niepodległości znalazł się w kalendarzu PZLA - a to oznaczało, że można w nim oficjalnie pobić rekord Polski na dystansie 10 km. Na trasie z oficjalnym atestem. A skąd to przekonanie o rekordzie? Choćby za sprawą mistrzostw Polski na tym dystansie, które odbyły się miesiąc temu. W Kole triumfowała nasza mistrzyni Europy w maratonie z Monachium sprzed trzech lat Aleksandra Lisowska - uzyskała czas 32:14. Zaledwie o sześć sekund gorszy od historycznego osiągnięcia Karoliny Nadolskiej z 2020 roku, choć - to trzeba zaznaczyć - szybciej rok później pobiegła w Kole Izabela Paszkiewicz (31:49), ale zawody nie były zgłoszone do kalendarza. A aby rekord mógł być ratyfikowany, muszą zostać spełnione określone wytyczne, dot. m.in. pracy sędziów czy kontroli antydopingowej.
Miesiąc temu tuż za Lisowską przybiegła do mety Elżbieta Glinka - 32-letnia zawodniczka, która biega na dobrą sprawę dopiero od trzech sezonów. Wtedy uzyskała 32:17, po raz trzeci w tym roku "złamała" 33 minuty. I było jasne, że to ona może zaatakować w stolicy rekord Nadolskiej.
Rekord Polski pobity w Warszawie. To był najważniejszy cel. Przy okazji padło jeszcze minimum
Tak też się stało - Glinka od początku nadała sobie bardzo mocne tempo, ale co ważniejsze - była w stanie utrzymać je do końca. Gdy była już na ostatnich metrach, raczej nie było wątpliwości co do tego, że historyczny wynik padnie. I poprawi 32:08.
Pozostawała jednak druga rzecz - podopieczna trenera Mikołaja Raczyńskiego miała szansę wypełnić minimum na mistrzostwa Europy, które w sierpniu 2026 roku odbędą się w Birmingham. A to wynosi 32:00 - bez względu na to, czy bieg odbywa się na 10000 m (na bieżni) czy na 10 km (na ulicy).
I dokonała tego, co do sekundy.
- Nie ukrywam, że z trenerem celowaliśmy w ten rekord, ale nie chcieliśmy wywierać na sobie presji. Czuję się niesamowicie, no naprawdę wierzę, że w Polsce możemy biegać szybko i bez kompleksów - mówiła na mecie, w rozmowie z naszą słynną specjalistką od 800 metrów Joanną Jóźwik, która dziś reprezentuje portal bieganie.pl.
Co ważniejsze - Glinka pracuje na etacie, ma wyższe wykształcenie, ukończyła studia inżynierskie i magisterskie na Politechnice Warszawskiej Filii w Płocku. - Wiem, że to bieganie jest dla mnie bardzo ważne, wkładam w to dużo siły i profesjonalnego podejścia. Dlatego są takie wyniki. To dużo wyrzeczeń, wybierania priorytetów. Ale warto - dodała.
Drugie miejsce w Warszawie zajęła Sabina Jarząbek (33:43), a trzecie - 18-letnia Klara Strząbała (34:10), również podopieczna trenera Raczyńskiego.
Wśród mężczyzn triumfował Belg Clement Deflandre (28:26), przed Łotyszem Artursem Medvedsem (28:27) i Francuzem Florianem Le Palleciem (29:25).












