Rekord kraju w biegu ze Skrzyszowską. A dla Polki to był "bezpieczny" występ
Rok temu o medalach HMŚ w Nankinie decydowały nie setne, a tysięczne części sekundy. W tym roku światowa czołówka też jest na podobnym poziomie, a w niej pozostaje Pia Skrzyszowska. W niedzielę wieczorem zawodniczka z Warszawy ma walczyć o medal, najpierw jednak musiała przebrnąć przez kwalifikacje. Pobiegła świetnie, choć - jak sama przyznała - bezpiecznie. Zaskoczyła zaś na skrajnym torze Węgierka Luca Kozak.

7.77 s Devynne Charlton, 7.78 s Pii Skrzyszowskiej, Ditaji Kambundji i Nadine Visser - tak do dziś wyglądały listy światowe World Athletics w 2026 roku w biegu na 60 metrów przez płotki. I wieczorem to już się zapewne zmieni. Rok temu w Nankinie do podium potrzebny był czas 7.74 s, ale... nie do końca. Tyle miała Pia Skrzyszowska, tyle miały też Jamajka Ackera Nugent i Amerykanka Grace Stark. A tylko Nugent dostała medal, decydowały tysięczne częsci sekundy. Pierwszą Charlton od szóstej Visser dzieliły cztery setne sekundy.
Tak szybkiego biegania raczej nie było można spodziewać się w eliminacjach, gwiazdy tu jeszcze nie ryzykują. Ale chcą przedostać się do wieczornych półfinałów, a jeszcze pokazać tym głównym rywalkom, że zachowały formę.
I Pia Skrzyszowska to już pokazała.
Halowe mistrzostwa świata. Pia Skrzyszowska w eliminacjach 60 m przez płotki
Nasza zawodniczka świetnie biegała na początku sezonu, zupełnie inaczej niż rok temu. Wtedy forma przyszła dopiero w marcu, teraz miała wyniki już poniże 7.80 s na przełomie stycznia i lutego. A później do jej wyników doskoczyły też największe rywalki.
Pokazała to Ditaji Kambundji, mistrzyni świata na 100 m przez płotki z Tokio: w pierwszej serii uzyskała 7.84 s. Nie siląc się na jakiś szczególny finisz.

A w drugiej pojawiła się już nasza Pia. Też nie było tu ryzyka na starcie, reakcja (0.169 s) była daleka od tego, na co zwykle stać rekordzistkę Polski. I też uzyskała 7.84 s, jak Szwajcarka. Ale nie widziała pewnie biegnącej po skrajnym torze Lucy Kozak, która finiszowała w 7.88 s - poprawiła rekord Węgier. I cieszyła się bardziej od naszej zawodniczki.
- Wszyscy nasi reprezentanci, którzy tu startowali, mieli rację: ten stres pojawia się na starcie. Cieszę się, że zdołałam sobie z nim poradzić. Doping jest niesamowity - mówiłą Pia w TVP Sport.
I dodała: - Poza wynikiem nie biegłam jakoś fenomenalnie. To był taki bezpieczny bieg, by przejść dalej. Bez niespodzianek. Ze stresikiem sobie poradziłam, teraz będzie już lżej - dodała.
Charlton i Visser też nie zawiodły - wygrały swoje serie w 7.82 s. Już półfinały, od godz. 18.51, zapowiadają się pasjonująco. Tam dwie z nich będą musiały pobiec w jednej serii.
Do walki o medale może się jeszcze włączyć Alia Armstrong. Mistrzyni USA miała pewne problemy związane z dopingiem w tym roku, dostała ostrzeżenie od USADA. Przyleciała jednak do Polski, dziś w Toruniu w eliminacjach uzyskała 7.85 s.













