Rekord Europy to 7.30 s. Ważne słowa Polaka. Jasny cel na mistrzostwa świata
Zaledwie cztery dni temu Jakub Szymański nie tylko pobił w Berlinie rekord Polski w biegu na 60 m przez płotki, ale został współliderem światowych tabel. W ostatnim starcie przed halowymi mistrzostwami świata, gdzie tak bardzo chce się dobrać do skóry Amerykanom. A u tych zabraknie tym razem Granta Hollowaya, najszybszego człowieka w historii tego dystansu. 23-latek z SKLA Sopot dość jasno mówi o swoich aspiracjach. I nawiązuje do legendarnego już rekordu Europy Colina Jacksona.

Rok temu zimą Jakub Szymański też wygrywał niemal wszystko, 8 lutego sprowadził rekord Polski do czasu 7.39 s. I to już było olbrzymie wydarzenie, bo przez kilkanaście lat jedynym człowiekiem regularnie "łamiącym" barierę 7.40 s był Grant Holloway. Geniusz biegania tego dystansu płotkarskiego w hali, niepokonany pod dachem. A później pojawił się najpierw Daniel Roberts, po nim zaś Trey Cunningham i Dylan Beard - trzej kolejni Amerykanie. Tak genialny występ Europejczyka był więc czymś nowym.
Tydzień później Szymański poleciał do Lievin by stanąć w szranki z Hollowayem. I przegrał wyraźnie, zawiodło kilka elementów. Okazją do rewanżu miały być halowe mistrzostwa świata w Nankinie, Polak poleciał do Chin jako nowy mistrz Europy. Do finału nie awansował, potknął się na ostatnim płotku, choć wyraźnie prowadził. A Holloway zgarnął kolejne złoto - wystarczył czas 7.42 s.
W tym roku Szymański wygrał każdy bieg, w którym brał udział - łącznie już 11. Jest regularny, ostatnio zawsze kończy poniżej 7.50 s. Wrażenie zrobił bieg z finału mistrzostw Polski - triumf w 7.40 s, mimo słabej reakcji startowej i delikatnego zderzenia na dystansie z Damianem Czykierem. No i ten z Berlina - 7.37 s, bez wyrzutu na mecie. Gdzie jest kres możliwości 23-latka?
Odważna zapowiedź Jakuba Szymańskiego. I jeden cel: 14 wygranych biegów w sezonie zimowym. Brakuje trzech
Rozmowę z mistrzem Polski i Europy, autorstwa Macieja Jałoszyńskiego, zamieściła oficjalna strona PZLA. Fakt, że w tym wybitnym dla siebie okresie podopieczny trenera Mikołaja Justyńskiego nie zmierzy się z Hollowayem, nie ma większego znaczenia. A to dlatego, że Amerykanin opuścił ten sezon. - Teraz już nie żałuję. Robię swój plan. W 2028 roku spotkamy się w hali jak równy z równym. Mój plan jest taki, aby za dwa lata spotkać się z Hollowayem jako mistrz świata w hali. On wygrywał halowe mistrzostwa trzy razy, ja chciałbym triumfować w tym roku. Wtedy będziemy walczyć jak równy z równym. A w roku 2028 są przecież też igrzyska olimpijskie - twierdzi Szymański.
Zawodnik SKLA Sopot zdaje sobie sprawę z tego, że jego dwa znakomite biegi z ostatnich dni nie były idealne. W Toruniu wyszło 7.40 s, mimo błędu na dobiegu, kontaktu z Czykierem i kiepskiej reakcji - na poziomie 0.183 s. Gdyby była idealna, można odjąć od tego kilka setnych. Tak samo w Berlinie - zabrakło rzutu na mecie.
Szymański tłumaczy: - Gdybym w Berlinie się rzucił, to też pewnie coś z tych 7.37 by się urwało. Natomiast ja staram się wykonywać ten rzut tylko wtedy gdy czuję, że mam kogoś z rywali na plecach. A tam było za mną pusto. W sumie to bardzo dobrze, nie ma co doprowadzać rekordów od razu na jakiś poziom. Lepiej robić to małymi kroczkami.
Sam uważa, że uzyskał idealny czas, bo "tylko" dogonił Treya Cunninghama i Dylana Bearda, którzy przewodzili tabeli World Athletics w 2026 roku. A to zmniejsza presję.
Zrównałem się z innymi, zatem nie będzie takiego pompowania balonika. Z drugiej strony jesteśmy na czele list w trójkę, więc oni też mogli stracić nieco pewności siebie po moim biegu w Berlinie. Mnie stać na szybsze bieganie.
Na ile szybkie? Szymański najpierw mówi o czasie 7.35 s w finale mistrzostw świata. Tyle że analizując jego poprzedni bieg z Areny Toruń, kilka drobnych elementów do korekty, jasne staje się, że to nie jest szczyt możliwości 23-latka. - Jeśli wszystko dobrze się ułoży, to zagrożony jest nie tylko rekord Polski, ale też rekord Europy - podkreśla Szymański.
To już bardzo ważne słowa, bo rekordem kontynentu jest czas 7.30 s Colina Jacksona z marca 1994 roku, uzyskany w Sindelfingen. Kilka dni później legendarny Brytyjczyk w paryskiej hali Bercy zdobył złote medale mistrzostw Europy tak na płaskim dystansie, jak i płotkarskim.

Rezultat Jacksona był rekordem świata przez 27 lat, zanim w 2021 roku do 7.29 s nie sprowadził go Holloway. I dwa lata temu poprawił na 7.27 s. Gdyby Polak zdołałby się zbliżyć do czegoś takiego, mówilibyśmy o sportowym geniuszu.
Szymański na razie ma inny cel. - To chyba mój najlepszy sezon w hali, sezon życia. Nigdy nie miałem takiej dominacji i pewności siebie. Regularności biegania. Czy to robi wrażenie? Tak, ale jeszcze większe będzie robiło, jeśli zakończę halę z 14 wygranymi. A to będzie oznaczało złoto halowych mistrzostw świata. Taki jest mój cel - zapowiada.
Zmagania płotkarzy w Arenie Toruń w sobotę 21 marca - finał zaplanowano na godz. 21.02.
- 7.27 s - Grant Holloway (USA) - 2024
- 7.30 s - Colin Jackson (Wielka Brytania) - 1994
- 7.33 s - Dayron Robles (Kuba) - 2008
- 7.36 s - Greg Foster (USA) - 1987
- 7.36 s - Allen Johnson (USA) - 2004
- 7.36 s - Terrence Tranmmel (USA) - 2010
- 7.37 s - Roger Kingdom (USA) - 1989
- 7.37 s - Anier Garcia (Kuba) - 2000
- 7.37 s - Anthony Dees (USA) - 2000
- 7.37 s - David Oliver (USA) - 2011
- 7.37 s - Trey Cunningham (USA) - 2026
- 7.37 s - Dylan Beard (USA) - 2026
- 7.37 s - Jakub Szymański (Polska) - 2026














