Radość i smutek w polskiej ekipie. Już jest po pierwszym biegu Swobody
Dwa lata temu w halowych mistrzostwach świata w Glasgow Ewa Swoboda stoczyła pasjonującą bitwę z Julien Alfred - ostatecznie to późniejsza mistrzyni olimpijska z Paryża cieszyła się w Szkocji ze złota, Polka zaś ze srebra. Rok temu Ewa w Nankinie finiszowała czwarta. Teraz medal w Toruniu też jest w jej zasięgu, choć stawka jest jeszcze mocniejsza niż rok temu. Także za sprawą powrotu Alfred. W sobotnie przedpołudnie Swoboda zaczęła marsz ku temu celowi - od biegu eliminacyjnego. Wcześniej na starcie w Arenie Toruń pojawiła się Magdalena Stefanowicz.

Swoboda jest sprinterką światowej klasy, ale zdecydowanie bardziej skrojony pod jej możliwości jest halowy dystans 60 metrów niż stadionowa setka. A to za sprawą ogromnej dynamiki na początku. Na 100 metrów często w końcówce brakowało Ewie już utrzymania szybkości. Tego czegoś, co daje możliwość rywalizowania na poziomie 10.80 s. A tyle jest przeważnie potrzebne, by rywalizować z Amerykankami czy Jamajkami.
W hali Swoboda biega tak jak te najlepsze - w swoich najlepszych momentach w okolicach siedmiu sekund. A dwa lata temu w Glasgow uzyskała w półfinale 6.98 s - jeden z najlepszych rezultatów w historii. To właśnie tam walczyła o swoje pierwsze złoto w globalnej imprezie - przegrała finał z genialną sprinterką z St. Lucia o dwie setne sekundy.
Halowe mistrzostwa świata. Ewa Swoboda przystąpiła do rywalizacji na 60 metrów. Pierwszy bieg już za Polką
Teraz nie ma chyba innej możliwości, by w finale znów nie doszło do rywalizacji tych dwóch genialnych zawodniczek. Choć przecież wyżej oceniane są szanse na medal dla Zaynab Dosso czy Diny Asher-Smith. A jeszcze zostaje Patrizia van der Weken, od zeszłego sezonu też czołowa sprinterka świata na 60 metrów. W Toruniu brakuje zaś Mujingi Kambundji - Szwajcarka nie obroni tytułu, późną jesienią urodziła dziecko. I wróci latem, już na mistrzostwa Europy w Birmingham.

Zanim jeszcze Swoboda ustawiła się w blokach, na bieżni w Arenie Toruń pojawiły się wszystkie jej najgroźniejsze rywalki. Zaynab Dosso swoją serię wygrała z imponującą lekkością - 7.07 s osiągnęła hamując jeszcze przed kreską. Patrizia van der Weken aż tak dobrze nie wyglądała - musiała walczyć o zwycięstwo, finiszowała w 7.14 s.
W czwartej serii pojawiła się z kolei Alfred, ale także i druga z Polek - Magdalena Stefanowicz. Dla niej awans do półfinału byłby sporym sukcesem, ale taką szansę dawało praktycznie wyłącznie zaatakowanie własnego rekordu życiowego (7.19 s). Blisko była już w finale mistrzostw kraju, wtedy uzyskała 7.20 s.
Tyle że nie dała rady. Przegrała nie tylko z Alfred (7.06 s), ale też z Kanadyjką Sade McCreath (7.16 s) i 16-letnią Włoszką Kelly Douallą (7.27 s). Czas wicemistrzyni Polski - 7.30 s - już wtedy nie dawał nadziei na awans. Ten zyskiwały bowiem tylko trzy najlepsze w każdej serii oraz trzy z najlepszymi czasami spoza tych trójek. A tu już wtedy graniczną barierą było 7.27 s.
Asher-Smith też triumfowała biegnąc końcówkę na dużym luzie (7.07 s), a później pewnym zaskoczeniem był fakt, że Amerykanka Jacious Sears (7.07 s) przegrała o jedną setną z Jamajką Brianną Lyston.
No i została ostatnia seria - już z naszą faworytką. Swoboda zaczęła w lutym starty niezbyt imponująco, od biegów powyżej 7.20 s. Później jednak zaczęła "rosnąć", trzy tygodnie temu już było 7.07 s w finale mistrzostw Polski. Dziś zaczęła swoje występy od czasu 7.08 s, nie pokazując pełnej mocy. A Amy Hunt, wyżej notowana od Polki w rankingu, została daleko za nią.
Biegi półfinałowe od 20.14, finał zaplanowano w sobotę na godz. 21.20. Będzie to ostatnia dzisiejsza konkurencja.













