Lozanna, Chorzów, a teraz także Zurych. Co łączy te miejsca? Próby pobicia rekordu świata przez Armanda "Mondo" Duplantisa. Reprezentant Szwecji już 15-krotnie śrubował swój wyczyn nieosiągalny dla reszty stawki, choć w Szwajcarii to stwierdzenie wcale nie było takie oczywiste
Duplantis podsumował Polskę. Prosto z mostu. Nasz kraj zmienił jego życie
Wyzwanie 26-latkowi rzucił we wczorajszych zawodach Emanuil Karalis. Grek do spółki z Duplantisem sprezentowali widzom niesamowite widowisko, choć ostatecznie żaden z nich nie złamał granicy 6.32 m, a obaj atakowali właśnie taką wysokość.
- Karalis był w stanie uzyskać pułap, ale poprzeczkę strącał. Nie jest to jednak wysokość, która w dość bliskiej perspektywie pozostaje poza jego zasięgiem. A Duplantis pierwsze dwie próby miał kiepskie. W trzeciej zaś był już na drugiej stronie. Mogła ta poprzeczka zostać, ale jednak spadła. Armand złapał ją, rzucił w bok. Szybko jednak frustracja minęła. I pokazał: spokojnie, to się stanie - zrelacjonował ich bój na łamach Interii Andrzej Grupa.
Znów nieudany atak na kolejny rekord świata. Armand Duplantis zabrał głos
Szwedzki portal Aftonbladet nazwał czwartkowy konkurs skoku o tyczce "szalonymi zawodami". Przytoczył przy tym wypowiedź samego Armanda Duplantisa, który wprost wyraził żal z przykrej dla siebie powtórki z Polski, jaką stanowił kolejny nieudany atak na wysokość 6.32.
- Chciałem dzisiaj pobić rekord świata, bo to były historyczne zawody. Byłem bardzo blisko. Powinienem się cieszyć, ale nie czuję się zbyt zadowolony - przyznał reprezentant Szwecji przed kamerą stacji SVT.
Mimo rozgoryczenia rekordzista świata pożegnał się jednak ze szwajcarską publicznością w ciepłych słowach. - Dziękuję, Zurych. 6.25 po wygraną w zawodach - napisał w mediach społecznościowych.












