Na ten powrót czekało środowisko lekkoatletyczne w Polsce. Niebawem kończyć się będzie okres kwalifikacji do mistrzostw Europy w Birmingham (10-16 sierpnia), a Maciej Wyderka nie miał na koncie ani jednego startu latem.
A przecież zimę miał znakomitą. Już na początku lutego zmiażdżył halowy rekord Polski na 800 metrów, poprawiając poprzednie osiągnięcie Adama Kszczota o pół sekundy. Wyderka przebiegł ten dystans w 1.44,07 sek. Lekkoatleta AZS AWF Katowice został mistrzem Polski, ale halowe mistrzostwa świata w Toruniu zakończył na półfinale. To był jego ostatni bieg w zawodach. Aż do 14 lipca.
Piąty Polak w historii. Jest w końcu 1:43 na 800 metrów. Razem z mistrzem Europy
Problemy zdrowotne zatrzymały Macieja Wyderkę
Niestety pojawiły się problemy zdrowotne. Po sezonie halowym Wyderka miał krótką przerwę, ale po powrocie do treningów biegowych organizm zaczął się buntować.
- Bolało mnie kolano, ale to nie w nim była przyczyna. Na badaniu rezonansem wszystko było w porządku. Problem był z mięśniami, które się w nim kończyły. Miałem przeciążenie mięśni półbłoniastego i półścięgnistego. Najpierw pojawił się problem z lewą nogą, a potem dokładnie ten sam z prawą - opowiadał Wyderka w rozmowie z Interia Sport.
- Nie wiem, jaka była tego przyczyna, ale jedną z nich mogło być zmęczenie. Za mną był bowiem długi sezon halowy. Najpewniej jednak na ten uraz złożyło się wiele czynników. Najważniejsze, że teraz jestem już zdrowy i mogę biegać - dodał.
Wyczekiwany powrót na bieżnię. Poszedł w ślady Pawła Fajdka i Maksymiliana Szweda
Powrót Wyderki był wyczekiwany. Liderem krajowych tabel był Bartosz Kitliński, który 19 czerwca przebiegł w Dessau 800 m w czasie 1.44,56 sek. Filip Ostrowski tego lata uzyskał 1.45,01 sek., a Mateusz Borkowski 1.45,30 sek. Wszyscy czekali jednak na to, co pokaże lekkoatleta AZS AWF Katowice.
Przed pierwszym startem w sezonie myślałem o tym, żeby właśnie podtrzymać tę tendencję dobrych powrotów. W świetnym stylu po kontuzji wrócili przecież Paweł Fajdek i Maksiu Szwed
Na mityngu w Budapeszcie (14 lipca) nasz halowy rekordzista Polski w końcu stanął na starcie. Już w pełni sił. Do mety dobiegł na ósmej pozycji, ale w czołówce było ciasno.
- Trochę zbyt dużo, jak na mnie, wkradło się błędów w tym biegu, ale też to wynikało z tego, że był to mój pierwszy start w sezonie. Z tyłu głowy była duża niepewność. Dlatego nie byłem tym Maćkiem, który biega z przodu. Byłem bardziej zachowawczy. Z trenerem ustaliliśmy, że w pierwszym starcie nie ma się co przepychać i głupio szarpać. Ten bieg miał być dla mnie po prostu komfortowy. Sam nie wiedziałem do końca, jak stoję z formą. Robiliśmy tak, żeby zostawić sobie coś na końcówkę i ona była przyzwoita, choć miejsca na finiszu nie było zbyt dużo. Byłem ósmy, ale do piątego miejsca zabrakło trzech setnych sekundy. Lecieliśmy ławą - opowiadał Wyderka.
Pierwszy start i od razu życiówka. W końcu pojawiło się 1.43. "Trzeba biegać szybciej"
Jak się okazało, już w pierwszym starcie sezonu pobił on rekord życiowy. Przed rokiem w Poznaniu uzyskał 1.44,23 sek., a teraz - jako piąty Polak w historii - złamał barierę 1.44, uzyskując 1.43,97 sek. Przed nim na krajowych listach wszech czasów tylko czterech zawodników: Paweł Czapiewski, Adam Kszczot, Marcin Lewandowski i Patryk Dobek. Tylko to grono złamało granicę 1.44. Każdy z tych lekkoatletów zdobywał medale dużych imprez. Teraz zatem czas na Wyderkę.
Nie lubię składać takich deklaracji. Wiem, że jak pewne rzeczy mają się wydarzyć, to się po prostu wydarzą i to na pewno w najmniej oczekiwanym momencie
Po starcie w Budapeszcie poczuł jednak ulgę. Został liderem krajowych tabel w tym roku.
- Spadł mi ten kamień z serca. Hala była wyśmienita i chciałem to podtrzymać latem, ale przytrafiły się perturbacje zdrowotne. Była nutka niepewności w przygotowaniach i też przed pierwszym startem, ale udało się życiówką wejść w sezon. Złamałem kolejną barierę, a z doświadczenia wiem, że w kolejnych startach powinno być u mnie jeszcze lepiej. W końcu czuję wewnętrzny spokój - podkreślił Wyderka.
On doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że do tego, by liczyć w świecie i w Europie, musi biegać jeszcze szybciej. Rezultat, jaki uzyskał w stolicy Węgier, nie jest nawet w "10" najlepszych czasów w tym roku w Europie. To tylko pokazuje, jak świat pędzi do przodu. Teraz trzeba biegać w granicach 1.42,5 - 1.43,5, by coś osiągnąć. Czas osiągnięty w hali wskazywał na to, że Wyderka może biegać w tych granicach.
- Z hali wychodziło na, że będzie szybkie bieganie na stadionie. Po pierwszym starcie powinienem się rozkręcać z biegu na bieg, tyle że tych startów nie będzie już wiele, bo późno zacząłem ten sezon. Zobaczymy zatem, jak to będzie. Na pewno, by liczyć się w świecie i Europie, trzeba biegać szybciej od rekordu Polski (1.43,22 sek. - przyp. TK). Czasy się zmieniły, trzeba gonić świat - zakończył Wyderka, który na co dzień trenuje z Januszem Szczyrkiem.















