Popis Szymańskiego, ale co zrobił Czykier? Rekord sezonu przy nazwisku Polaka
Nie Pia Skrzyszowska, nie Natalia Bukowiecka, nie którakolwiek ze sztafet - to Jakub Szymański jako jedyny z Polaków przystępował do halowych mistrzostw świata w Toruniu z najlepszym czasem sezonu wśród wszystkich uczestników zmagań. Choć takie same jak on mieli dwaj Amerykanie. Aby jednak walczyć o medale, najpierw trzeba pokonać dwie inne fazy. I to było zadaniem dla Szymańskiego, a później też i Damiana Czykiera.

Finał rywalizacji panów na 60 m przez płotki odbędzie się późnym wieczorem - w sobotę tuż po godz. 21. Niewykluczone, że już wtedy w dorobku polskiej reprezentacji będzie jakiś medal, a może i dwa. Bo szansę ma najpierw sztafeta mieszana, później Mateusz Kołodziejski w skoku wzwyż. I jeszcze zostaje Natalia Bukowiecka.
Nie da się jednak ukryć, że to z osobą Jakuba Szymańskiego związane są największe nadzieje. Nie tylko dzisiaj, ale na całe te mistrzostwa. Płotkarz z Sopotu niedawno w Berlinie pobił rekord Polski - jego 7.37 s było wyrównaniem najlepszego wyniku w tym roku, który należał do Amerykanów: Dylana Bearda i Treya Cunninghama. Teraz co prawda jeszcze szybciej pobiegł w mistrzostwach NCAA Ja'Kobe Tharp, ale 20-latka w Toruniu brakuje.
Szymański zaś startuje u siebie. I podkreślał, że jego celem jest złoty medal. Coś, o co przez swój wielki błąd w półfinale, nie mógł walczyć rok temu w Nankinie.
Halowe mistrzostwa świata. Jakub Szymański na tropie kolejnego rekordu Polski. To cel na finał. Pierwszy etap zaliczony
Faworycie w tych eliminacjach nie zawodzili - dla elity był to właściwie mocniejszy sprawdzian. Zaskoczył w trzeciej serii Franco Le Roux z Republiki Południowej Afryki - jego 7.50 s to nowy rekord Afryki. Tyle samo we wcześniejszej serii uzyskał Dylan Beard, w czwartej zaś Wilhelm Belocian zszedł nawet o jedną setną poniżej granicy 6.49 s.
W dwóch ostatnich seriach pojawili się wreszcie Polacy. Najpierw Jakub Szymański, on w piątym biegu był tym zawodnikiem rozstawionym. I nie miał w stawce zawodników, którzy mogliby rywalizować z nim na tym samym poziomie.

Polak oczywiście pewnie wygrał, ale nie zamierzał pokazywać tu już pełni swoich możliwości. Podobnie czynili wcześniej jego główni konkurenci.
Też uzyskał 7.50 s - po stosunkowo spóźnionym starcie, ale i pełnej kontroli na dystansie. - Idealnie, chciałem między 41 a 50, jak najmniejszym nakładem sił. Luzik, chciałem nie zahaczyć. A i o piekielnym starcie nie było mowy. Bieg zaliczam do "full control" - powiedział w TVP Sport zaraz po biegu. A później powiedział, że w wieczornym półfinale pobiegnie już "na maksa".
Został więc jeszcze weteran - Damian Czykier, czwarty zawodnik mistrzostw świata z Eugene na 110 m przez płotki. Były rekordzista Polski, który nadal regularnie biega poniżej 7.60 s, a z tym wynikiem bez problemu powinien znaleźć się w półfinale.
Obok siebie miał Treya Cunninghama, kandydata do medalu, jednego z dwóch potencjalnie najgroźniejszych rywali Szymańskiego. Amerykanin wystrzelił z bloków jak z procy, uzyskał 7.45 s. Ale Czykier na dystansie wcale nie tracił, finiszował w 7.54 s - to dało pewny awans do półfinału. Ale i nadzieję, że jeśli uda się z tego wieczorem urwać kilka setnych, to może da się powalczyć nawet o miejsce w finale. Ten czas jest rekordem sezonu Czykiera.
Wieczorne półfinały zaczną się o godz. 19.48. Tam walka już będzie na całego - z każdego z trzech biegów awans wywalczy tylko dwóch najlepszych zawodników. A dwóch z czasami uzupełni stawkę.












