Niespełna trzy tygodnie temu Konrad Bukowiecki opuszczał Birmingham mocno przybity - medal mistrzostw Europy jak najbardziej był w jego zasięgu, skończyło się na siódmej pozycji i kolejnym rozczarowaniu. Pod koniec maja w Białymstoku pchnął kulę na 21.34 m, najdalej od trzech lat. I wtedy wydawało się, że może być tym drugim na kontynencie, zaraz po Leonardo Fabbrim.
Później pojawiły się jednak problemy zdrowotne, ból łokcia, tak ważny u kulomiota. Była przerwa w treningach, konsultacje medyczne i stopniowy powrót do zdrowia. Zarazem jednak wszystkie kolejne konkursy z wynikami ponad 20-metrowymi, co dawało nadzieję, że w Birmingham zbliży się granicy 21. metra. Albo nawet ją przebije.
Tak się nie stało, Szwed Wictor Petersson zdobył brąz z rezultatem 20.97 m. Konrad pchnął ponad pół metra bliżej, skończył siódmy.
Kilak dni później, w rozmowie z red. Arturem Gacem z Interii, sam przyznał, że był przygotowany na więcej.
- U mnie najwięcej myśli pojawia się w ostatnich dniach przed startem i to mnie mocno paraliżuje. Nawet w dzień startu przed eliminacjami, po śniadaniu, leżałem i odpoczywałem, mając tętno 115-120, czyli po prostu palę się wewnętrznie. Na samej płycie stadionu już wiem, po co tam jestem i znam swoje możliwości, tylko to wszystko się na siebie nakłada. Oczywiście to nie był dobry start w moim wykonaniu, bo potrafię pchać kulą dalej i w tym roku to też już pokazywałem, ale z drugiej strony nie wszedłem do koła i nie oddałem pchnięć na 18 czy 19 metrów. Czego nie mogę sobie zarzucić, to tego, że nie próbowałem. Próbowałem w każdej próbie, w każdej kolejce próbowałem zrobić coś więcej, więc walczyłem. Walczyłem, ale niestety z nienajlepszym skutkiem - mówił wtedy.
Poprawy nie było tydzień temu w Diamentowej Lidze w Chorzowie, gdy do wejścia do wąskiego finału też było potrzebne niecałe 21 metrów. Znów było niemal to samo, 20.32 m.
Aż wreszcie przyszła poprawa - i to wyraźna. A po niej deklaracja dotycząca końca sezonu i przyszłości.
Memoriał Zbigniewa Ludwichowskiego. Popis Konrada Bukowieckiego w Olsztynie
Zanim jeszcze doszło do rywalizacji w Olsztynie, a tam mieszka i trenuje nasz najlepszy kulomiot, Konrad w sobotę pojawił się na mityngu Jurand Cup w Szczytnie. Tym razem ograniczonym do jednej konkurencji, za to z trzema wynikami 29-latka ponad 20-metrowymi. W piątej kolejce Bukowiecki uzyskał 20.80 m - swój drugi rezultat w 2026 roku. Dalej było tylko 31 maja w Białymstoku, przed kontuzją łokcia.

Dziś zaś od razu zaczął zmagania w Olsztynie od próby na 20.79 m, po czym poprawił się na 20.85 m. Doświadczony Czech Tomáš Staněk, sześciokrotny medalista mistrzostw Europy z hali i stadionu, miał już zaliczone 20.33 m. A później poprawił się na 20.56 m.
Bukowiecki zaś w trzeciej kolejce pchnął w końcu za granicę 21. metra - 21.04 m. W trzech kolejnych seriach dalej było ponad 20 metrów, ale wyniku nie poprawił.
Ona sam prowadzi dokładne statystyki swoich wyników - od początku kariery. Przed kamerą TVP Sport obwieścił więc, że po raz 60. w karierze posłał kulę za 21. metr. - Niestety dopiero drugi raz w tym sezonie - dodał od razu. I mówił: - Fajnie się bawiłem, lubię rywalizować przed własną publicznością. Tu się urodziłem, tu mieszkam, na trybunie byli moi rodzice i znajomi. Cieszę się z wyniku, ale najbardziej z tego, że pamięć o trenerze Ludwichowskim jest przekazywana - opowiadał w rozmowie z red. Michałem Chmielewskim.
Przyznał, że lubi startować dzień po dniu, a wtedy zwykle tego drugiego dnia są lepsze rezultaty. - Marzyłem, by takim 21 metrów zamknąć sezon. To wszystko pokazuje, że siła jest. Głowa jednak nie znajduje się w miejscu, w którym być powinna. Mam jednak na to plan i mam nadzieję, że kolejne imprezy mistrzowskie będą już inne - dodał.
I zapowiedział, że teraz zobaczymy go w kole zimą, już w sezonie halowym. To był bowiem ostatni start Bukowieckiego w tym sezonie.







![Chicago Fire - Inter Miami. O której gra Lewandowski? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N9K3FRB73U0HE-C401.webp)






