Polskie złoto i rekord świata, Babiarz zaniemówił. "Jak on to zrobił, ten Kuba?"
Halowe mistrzostwa świata w Toruniu zakończą biegi sztafetowe 4x400 metrów: najpierw mężczyzn, później zaś kobiet. Konkurencje, które jak żadne inne dostarczały nam w tych rywalizacjach powodów do radości. Choćby za sprawą sensacyjnego rozstrzygnięcia sprzed ośmiu lat z Birmingham, gdy Jakub Krzewina tracił na ostatnim okrążeniu 10 metrów do Vernona Norwooda, a jednak znakomitego Amerykanina ograł na finiszowej prostej. - Rekord świata, to jest nowy rekord świata! - krzyczał chwilę później red. Przemysław Babiarz.

Zdobyty w sobotę przez Jakuba Szymańskiego złoty medal w rywalizacji na 60 m przez płotki był dopiero szóstym złotem wywalczonym przez Polakó w halowych czempionatach globu po dachem. A ta rywalizacja odbywa się od 1987 roku.
To pierwsze złoto wywalczył w 1997 roku w Maebashi... Sebastian Chmara - dzisiaj prezes PZLA, ale i ekspert TVP podczas telewizyjnych transmisji. To on tworzy duet z Przemysławem Babiarzem, choć w sobotę nie im dane było komentować polskie złoto. Mieli bowiem przekaz akurat w sesji porannej.
Cztery lata później mistrzami świata zostali polscy sprinterzy ze sztafety 4x400 metrów, choć to złoto odebrali dużo później. W Lizbonie triumfowali bowiem Amerykanie, później doczekali się dyskwalifikacji, po wykryciu dopingu u Jerome Younga. Męska ekipa stworzona przez Józefa Lisowskiego doczekała się jeszcze dwóch srebrnych i brązowego medalu.
Aż nadszedł rok 2018 i lekkoatletyczny mundial w Birmingham, tak szczególny dla polskiej ekipy.
Jeszcze zanim sztafeta przystąpiła do swojego finału, polscy kibice cieszyli się już ze złota Adama Kszczota, który w swoim stylu ograł rywali w biegu na 800 metrów. I to był czwarty złoty medal dla Polski w historii, bo w 2014 roku triumfowała też Kamila Lićwinko.
A na sam koniec ruszyli specjaliści od biegu rozstawnego 4x400 metrów.
To był piąty polski złoty medal halowych mistrzostw świata. A jedyny dotąd okraszony rekordem globu
- Wybiła godzina próby i prawdy - tak zaczął relację red. Babiarz, gdy uczestnicy ustawili się w blokach. U nas zaczynał Karol Zalewski, późniejszy mistrz olimpijski w Tokio. - Karol-petarda, jak żeś go nazwał - skomentował Chmara. - Musi pójść na maksa, aż do ściemnienia - dodał Babiarz.
A Zalewski swoje zrobił, zbiegł do krawężnika na drugiej pozycji, na prześcignięcie Freda Kerleya, późniejszego wicemistrza olimpijskiego z Tokio i brązowego medalisty paryskich igrzysk na 100 metrów nie miał szans.

Przekazał pałeczkę najwyższemu w naszej ekipie Rafałowi Omelko na drugiej pozycji, a ten ją utrzymał, mimo zaciekłych ataków rywala z Trynidadu i Tobago. Tak samo zaczął i zakończył trzeci w polskiej drużynie Łukasz Krawczuk.
Kończył Jakub Krzewina, ten najbardziej niepokorny, o być może największych możliwościach sprinterskich. Miał ogromną stratę do Vernona Norwooda - stałego uczestnika amerykańskich sztafet, dwukrotnego mistrza olimpijskiego z życiówką na stadionie 44.10 s.
Norvood uciekł, na starcie ostatniego okrążenia miał niemal 15 metrów zapasu nad Polakiem. Tu nie było już innej możliwości niż kolejne złoto dla reprezentacji USA.

A jednak doszło do niesamowitego zwrotu, Amerykanin osłabł, zawodnik z Poznania znalazł w sobie niesamowite pokłady mocy. Zaatakował na ostatnim łuku, na prostej finiszowej dopadł rywala, na kratach był już lepszy.
- Jak on to zrobił, ten Kuba? Bez łaski, bez żadnych dyskwalifikacji, jak w 2001 w Lizbonie? - wołał Babiarz. I zamilkł. - Przemek zaniemówił, ja już też nie mówię - powiedział po chwili Chmara.
A za moment obaj byli w jeszcze większym szoku. Ale chyba i Polacy też, bo Karol Zalewski złapał się za głowę.
- Rekord świata, to jest nowy rekord świata - wrzasnął Babiarz.
Chmara: - To chyba nie jest możliwe.
Babiarz: - Zobacz na tez zegar, to jednak jest.
I tak się stało, Polacy poprawili halowy rekord świata, sprowadzili go do czasu 3:01.77. Amerykanie byli o równe dwie dziesiąte gorsi.

- W tym momencie trzeba się ukłonić przed jednym człowiekiem. Przed Józefem Lisowskim - przyznał na sam koniec Sebastian Chmara.
W niedzielę rywalizacja sztafet - kobiecych i męskich - w Toruniu.
- 1999, Maebashi: Sebastian Chmara (7-bój)
- 2001, Lizbona: sztafeta 4x400 metrów (Rysiukiewicz, Haczek, Bocian, Maćkowiak)
- 2014, Sopot: Kamila Lićwinko (skok wzwyż)
- 2018, Birmingham: Adam Kszczot (800 metrów) oraz sztafeta 4x400 metrów (Zalewski, Omelko, Krawczuk, Krzewina, Adamczyk)
- 2026, Toruń: Jakub Szymański (60 m przez płotki)














![LM: Atletico Madryt - FC Barcelona. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MMUVNXK0AFCF5-C401.webp)