Polski as znów najlepszy, 2.31 m w zasięgu. Medalista z Tokio pokonany
Mateusz Kołodziejski w tym roku trzykrotnie bił już rekord życiowy, w sobotę w zawodach w Hustopečach na Morawach wyśrubował go do 2.30 m, to dało już pozycję lidera wśród zawodników uprawnionych do występu w Halowych Mistrzostwach Świata. A dziś stanął na starcie mityngu Beskydská laťka w Trzyńcu - zawodów ze "srebrnej kategorii" World Athletics Indoor Tour. Gdy zapewnił sobie zwycięstwo, a pokonał m.in. brązowego medalistę MŚ z Tokio Jana Štefelę, atakował 2.31 m.

Na światowych listach rankingowych, obejmujących tylko 2026 rok, na czele znajduje się Rosjanin Danił Łysienko, który 16 stycznia w Czelabińsku pokonał poprzeczkę na 2.33 m. Tyle że choć światowa federacja uznaje oficjalnie te wyniki, to jednak zawodnicy z Rosji i Białorusi nie mogą startować w międzynarodowych zawodach. I tak naprawdę nie wiadomo, jakim podlegają przepisom antydopingowym po licznych skandalach, które miały miejsce kilka lat temu.
A jeśli nie liczyć Rosjan, to do weekendu najlepsi skakali "tylko" 2.28 m. A w sobotę w czeskich Hustopečach wszystko się tam na szczycie zmieniło.
Stało się to po mocno obsadzonych zawodach, w których wcale nie ci najbardziej znani i utytułowani grali główne role. Przejęli je Mateusz Kołodziejski z Polski oraz Japończyk Naoto Hasegawa, obaj skoczyli po 2.30 m. Dla jednego i drugiego to nowe rekordy życiowe, a przecież Polak pobił go już chwilę wcześniej, gdy skoczył 2.28 m. Sezon zaś zaczynał mając najlepszy wynik kariery na poziomie 2.24 m.
Mityng w skoku wzwyż w Trzyńcu. Mateusz Kołodziejski po raz trzeci zimą najlepszy
Dziś na liście startowej w cenionym mityngu Beskydská laťka w Trzyńcu byli obaj, podobnie jak np. aktualny halowy mistrz Europy z Apeldoorn Ołeh Doroszczuk czy wicemistrz olimpijski z Paryża Shelby McEwen. Dla czeskich kibiców najważniejszy był jednak start Jana Štefeli, halowego wicemistrza kontynentu z Apeldoorn i brązowego medalistę ze stadionu z Tokio. Czech miał znakomity sezon, a przecież w Madrycie, podczas DME, skoczył 2.33 m. Dla porównania - Kołodziejski w stolicy Hiszpanii uzyskał 2.21 m, był to szósty wynik, a my nie mieliśmy powodów do narzekania.

Dziś w Trzyńcu Polak miał problemy na 2.25 m, ale za trzecim razem w pięknym stylu zaliczył tę wysokość. Zajmował wtedy drugą pozycję - ex aequo z Meksykaninem Erickiem Portillo. A pierwszy był bezbłędny Štefela.
Na 2.28 wszystko jednak się zmieniło. W drugiej próbie Kołodziejski odhaczył i tę wysokość, a czeski faworyt strącił poprzeczkę. I podobnie uczynił w trzecim skoku.
Polak został już sam w konkursie, poprosił nie o 2.30 m, ale centymetr wyżej. Atakował rekord życiowy. I w pierwszym podejściu był tego bardzo bliski, strącił poprzeczkę łydką. Dwie kolejne próby były gorsze, ale i tak widać olbrzymi progres. Jeśli skoczek z Zawiszy Bydgoszcz utrzyma taką dyspozycję, będzie poważnym kandydatem do medalu w HMŚ w Toruniu.
- 1. Mateusz Kołodziejski (Poska) - 2.28 m
- 2. Jan Štefela (Czechy) - 2.25 m
- 3. Erick Portillo (Meksyk) - 2.25 m
- 4. Shelby McEwen (USA) - 2.21 m
- 4. Ołeh Doroszczuk (Ukraina) - 2.21 m
- 6. Caleb Snowden (USA) - 2.21 m
- 7. Antonios Merlos (Grecja) - 2.21 m
- 8. Dmytro Nikitin (Ukraina) - 2.21 m
- --
- 11. Mikołaj Szczęsny (Polska) - 2.17 m
W Trzyńcu występowały też panie, a w stawce znalazły się dwie reprezentantki Polski. W piątek w Madrycie Maria Żodzik "wyskakała" drugie miejsce, tam uzyskała 1.94 m. W Czechach nie była faworytką, bo tu sezon zaczynała Eleanor Patterson - brązowa medalistka paryskich igrzysk, ale też halowa wicemistrzyni świata z Nankinu sprzed 11 miesięcy. W Tokio to jednak Żodzik była lepsza, bo Polka za trzecim razem skoczyła 2.00 m, co dało jej srebro, a Australijka skończyła na 1.97, piąta.
Tym razem Patterson była bezbłędna do wysokości 1.94 m, zapewniła sobie wygraną, choć tyle samo skoczyła Jamajka Lamara Distin. A Żodzik miała problemy już na niższych wysokościach, ale ostatecznie udało jej się pokonać 1.91 m. I to wystarczyło do trzecj lokaty. Na ósmym miejscu skończyła Wiktoria Miąso - 1.84 m.













