24 sierpnia będzie dniem sądu dla wielu polskich lekkoatletów, którzy walczą o prawo startu w imprezie sezonu - mistrzostwach świata w Tokio. To wtedy, dzień po zakończeniu mistrzostw Polski, okaże się, kto może być już pewny występu w Japonii i kto już na pewno do Azji nie poleci. Ale też kto jest na granicy - i będzie musiał jeszcze kilka dni tkwić w niepewności. Nie wszyscy z minimum zdecydują się bowiem na start w Tokio.
W każdej konkurencji prawo startu (zwykle dla maksymalnie trzech zawodników z kraju, czasem czterech) zapewnia bowiem osiągnięcie minimum wskazanego przez World Athletics. Bywa ono wygórowane, w większości konkurencji można je próbować osiągnąć od końca lipca zeszłego roku.
W męskim skoku w dal tę odległość ustalono na 8.27 m - w tym roku uzyskało ją zaledwie ośmiu zawodników. A np. poniżej 1:44.50 na 800 metrów pobiegło już 44 panów, w tym dwóch Polaków.
Powyżej tej odległości w Paryżu, w olimpijskim finale, skoczyło tylko trzech medalistów. A już 7.90 m pozwalało znaleźć się w najlepszej dwunastce. I o takie coś walczy też choćby najlepszy z Polaków - Piotr Tarkowski. W tej chwili w światowym rankingu jest tuż nad kreską, łapie się na start w Japonii. To się jednak może zmienić, stąd tak ważne są kolejne występy w mityngach. Na taki też niespełna 26-letni zawodnik zdecydował się na południu Francji.
Piotr Tarkowski czwarty na Stade Delort w Marsylii. Ostatni skok rywala z Ukrainy zepchnął go z podium
Jak powstaje ranking World Athletics? Na bazie pięciu najlepszych wyników z ostatniego okresu. Najważniejsza w skoku w dal jest oczywiście odległość, bonusowe punkty są za miejsce i rangę zawodów. A później z tych pięciu najlepszych wyciąga się średnią.

Tarkowskiego do góry ciągną go zawody rangi B z końca maja na Teneryfie (skoczył 7.98 m, wygrał - 1233 pkt) i niedawne zmagania w drużynowych ME w Madrycie (był czwarty, skoczył 8.03 m, również ranga B - 1204 pkt). Ale już rekord życiowy z czerwca z Białej Podlaskiej (8.04 m, zwycięstwo) - daje mu tylko 1161 pkt, z uwagi na jakość mityngu. Średnia Polaka to 1187 punktów - pozwala obecnie na 35. miejsce w rankingu World Athletics. W Tokio wystąpi 36 skoczków, oczywiście będą jeszcze przesunięcia. No i przed Polakiem jest np. czterech Japończyków, Jamajczyków czy Amerykanów.
Tarkowski ma życiowy sezon, trzy razy skoczył już ponad osiem metrów, wcześniej udało mu się to tylko dwa razy. W Marsylii nie był faworytem, Hiszpan Lester Lescay skoczył już w sezonie 8.17 m, a w karierze aż 8.35 m. Choć to i tak nic w porównaniu do Luvo Manyongi z RPA - 34-letniego dziś byłego mistrza świata (Londyn 2017) i wicemistrza olimpijskiego (Rio de Janeiro 2016). Weteran wrócił do sportu po sześciu latach przerwy, wtedy skakał jeszcze grubo ponad osiem metrów, a jego rekord Afryki to aż 8.65 m - 14. rezultat w historii konkurencji.
Zdecydowanie najlepszy w Marsylii był Australijczyk Christopher Mitrevski, dwa razy skoczył ponad 8 metrów. W rankingu był za Polakiem, jego 8.08 m w zawodach World Athletics Continental Tour Bronze da mu 1215 punktów do rankingu.
A później trwała zacięta walka między Polakiem, Hiszpanem i Ukraińcem Władysławem Mazurem. Lescay od drugiej kolejki był drugi - skoczył 7.88 m. A po czwartej Tarkowski i Mazur mieli w dorobku 7.75 m, przy czym Polak miał gorszą drugą odległość (7.56 m wobec 7.66 m rywala).
W piątej serii reprezentant Polski skoczył świetnie, wykorzystał dobry wiatr, pechowo tylko, upadając bokiem, zostawił ślad nieco za sobą. To mógł być skok na 8 metrów, sędziowie zmierzyli 7.82 m. Za moment Mazur odpowiedział skokiem na... 7.82! W tym momencie decydowała trzecia odległość, bo dwie najlepsze mieli takie same.

W ostatniej kolejce Tarkowski uzyskał 7.69 m, w tym momencie był trzeci. Przebił trzeci najdalszy skok Mazura o 3 cm. Tyle że rywal odpowiedział próbą na 7.85 m - i "załatwił" sprawę trzeciego miejsca.
Na pocieszenie Polakowi pozostało to, że pokonał Manyongę (7.68 m), byłego mistrza świata.












