Polska mistrzyni olimpijska celowała w złoto. Decyzja po 150 metrach
Zaledwie osiem dni temu po srebrny medal halowych mistrzostw świata pobiegła w Toruniu Natalia Bukowiecka, oczywiście na dystansie 400 metrów. Minęło kilka dni, z w roli faworytki w Arenie Toruń pojawiła się też jej koleżanka z kadry, z którą wspólnie zdobywała w Tokio medale olimpijskie. Mowa o Idze Baumgart-Witan, która zeszłego lata zakończyła profesjonalną karierę, ale nie porzuciła "królowej sportu". I dalej startuje, już w kategorii masters. W Toruniu zaś była główną kandydatką do złota w mistrzostwach kontynentu.

Halowe mistrzostwa świata były oczywiście główną imprezą pierwszej części lekkoatletycznego sezonu - do Torunia przyjechały wielkie gwiazdy tego sportu. Padł jeden rekord świata, Simona Ehammera w siedmioboju, jeden został też wyrównany: Devynne Charlton w biegu na 60 m przez płotki.
Dla reprezentacji Polski też były to całkiem udane mistrzostwa - cztery medale, w tym złoty Jakuba Szymańskiego, to dorobek wielokrotnie większy niż rok temu w Nankinie. A tam na podium stanęła wyłącznie kobieca sztafeta 4x400 metrów, zdobyła srebro. W konkurencji, w której - poza Amerykankami - nie było żadnej liczącej się ekipy. A nasz zespół stracił do USA ponad 4,5 sekundy.
Teraz zaś obsada w Toruniu była zdecydowanie lepsza, w wielu rywalizacjach. Pia Skrzyszowska w biegu płotkarskim pobiła rekord Polski, a Natalia Bukowiecka w finale 400 metrów go wyrównała. I choć z nikim nie przegrała w eliminacjach, półfinale czy finale, zdobyła "tylko" srebro.
A ledwie gwiazdy opuściły Toruń, tamtejsza nowoczesna hala ugościła sportowców-amatorów, tak można formalnie powiedzieć. Choć w jakiejś części to też wielcy przed laty mistrzowie. Polskę w mistrzostwach Europy masters reprezentują m.in. Urszula Kielan, Robert Korzeniowski czy Marek Plawgo. A po toruńskiej bieżni biegał dziś w eliminacjach 60 metrów słynny Dwain Chambers - halowy mistrz świata z Dohy (2010), wielokrotny medalista największych imprez.
I dziś też po złoto miała pobiec Iga Baumgart-Witan, jeden z "Aniołków Matusińskiego" z najpiękniejszych lat tego kobiecego teamu.
Lekkoatletyka. Iga Baumgart-Witan biegła w finale mistrzostw Europy masters. Nagła decyzja
Iga Baumgart-Witan to przecież nasza mistrzyni olimpijska z Tokio w sztafecie mieszanej (biegła w eliminacjach), wicemistrzyni z tych samych pandemicznych zawodów na pustym Stadionie Narodowym w sztafecie 4x400 metrów. W sierpniu zeszłego roku formalnie zakończyła zawodową karierę - jej finałem były mistrzostwa kraju w rodzinnej Bydgoszczy.
W ostatnich latach kariery miała problemy z kontuzjami, ale zapowiedziała, że... dalej będzie rywalizować na bieżni. O ile zdrowie pozwoli. Tylko że już jako masters, bo skończyła 35 lat.

Jesienią Bydgoszczanka wybrała się więc na Maderę - tam z ogromną przewagą wywalczyła złoty medal mistrzostw Europy masters. I ze świetnym czasem - 53.54 sek. Później pomogła też sztafecie.
A teraz wróciła na bieżnię w zawodach halowych, właśnie w Toruniu. W półfinale popisała się kapitalnym sprintem w końcówce, wyprzedziła Brytyjkę Jessicę Tappin, niezłą jeszcze niedawno płotkarkę (55.89 s na 400 m ppł. w 2022 roku). I wygrała z czasem 56.82 s.
Dziś odbył się finał, Baumgart-Witan startowała w nim na szóstym torze. Można było spodziewać się, że na kończącej pierwsze okrążenie prostej zbiegnie do krawężnika na prowadzeniu. I już go nie odda. Tymczasem wychodząc z łuku Iga zwolniła, a później stanęła. I nie dokończyła finału.
Wygrała zaś Niemka Elisa Schöne (56.61 s) przed Tappin (57.09 s).
"Miała być świetna zabawa i walka o medale... Ostatecznie tak też było, ale stało się coś zupełnie niespodziewanego. Przez lata ryzykowałam swoim zdrowiem i kontuzjami więc dzisiaj postanowiłam tego nie robić i nie stawiać na szali ambicji i poważnej kontuzji" - napisała Iga Buamgart-Witan w swoich mediach społecznościowych. I zaznaczyła, że sama jeszcze nie wie, czy uraz jest poważny, czy też nie. "Dbajcie o siebie i nie róbcie głupot. Mistrzostwa trwają dalej!" - dodała.













