Polska medalistka igrzysk zniknęła. Teraz ogłasza powrót. Córka tchnęła w nią nowe życie
W historii kobiecego rzutu młotem w Polsce dalej od niej rzucała jedynie Anita Włodarczyk. Od blisko dwóch lat próżno jednak szukać jej na listach startowych zawodów, a przecież nie ukończyła jeszcze 32 lat. Po fatalnych dla siebie igrzyskach olimpijskich w Paryżu mentalnie - jak sama przyznała - zakończyła karierę. Ale wraca. Nowe życie dostała po urodzeniu córki. Wraz z przyjściem na świat maleństwa nagle - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - zniknęło wiele problemów, z jakimi borykała się Malwina Kopron.

W tym roku minie dziewięć lat odkąd Malwina Kopron ustanowiła rekord życiowy w rzucie młotem. Z wynikiem 76,85 m zdobyła wówczas złoty medal Uniwersjady. To był wówczas i do dzisiaj pozostał drugi wynik w historii polskiej lekkoatletyki. Dalej rzucała tylko rekordzistka świata Anita Włodarczyk - 82,98 m.
Kopron nigdy później nie przekroczyła granicy 76 metrów. Kilka razy za to rzucała ponad 75 m. Najczęściej przekraczała tę granicę w 2021 roku, kiedy to zdobyła brązowy medal olimpijski w Tokio. Cztery lata wcześniej była też brązową medalistką mistrzostw świata w Londynie.
Malwina Kopron: Po igrzyskach mentalnie zakończyłam karierę. Zaczynam nowe życie
Wydawało się, że mamy zawodniczkę, która godnie zastąpi Włodarczyk. Po igrzyskach olimpijskich w Tokio przyszedł jednak kryzys. Pojawiły się problemy zdrowotne. Koszmarem był występ w igrzyskach w Paryżu (2024). Tam Kopron zajęła dopiero 23. miejsce w kwalifikacjach.
Po tych igrzyskach mentalnie zakończyłam karierę. Wszystko, co się dzieje teraz, to jest nowe rozdanie. Zaczynam nowe sportowe życie, ale nie narzucam presji na siebie. Nie ukrywałam, że po Paryżu będę chciała zajść w ciążę i założyć rodzinę. Cieszę się, że to wszystko się udało, a Zosia jest najlepszym, co mnie w życiu spotkało, a przypominam, że mam medal olimpijski. Macierzyństwo mnie odmieniło. Teraz w mojej głowie są tylko pozytywne myśli. Córka całkowicie odmieniła moje życie. Jest rewelacyjnie. Taka zmiana w życiu bardzo mi się przydała
Jasna deklaracja: chcę wrócić! Nasza medalistka olimpijska schudła 30 kilogramów
31-latka trenuje i składa deklarację na łamach naszego serwisu.
- Trenuję i przygotowuję się do sezonu. Chcę wrócić! Chciałabym jak najlepiej przygotować się do igrzysk w Los Angeles (2028). Dopiero po nich zdecyduję, co dalej robić. Sprawa jest jednak o tyle skomplikowana, że miałam cesarskie cięcie. Chcieliśmy tego uniknąć, ale nie dało się. Wszystko jest już w porządku, ale jednak powrót do jakiejkolwiek aktywności zajął mi wiele czasu. Cesarka skomplikowała nieco sytuację, bo w rzucie młotem bardzo ważne są napięcia w obręczy brzusznej, a ja z tym mam duży problem. Jakby tego było mało, to w grudniu rozwaliłam plecy. Za szybko chciałam wrócić i za dużo dokładałam na siłowni. Przeholowałam. Na rwaniu nie przytrzymałam dobrze pleców i pojawił się problem. Znowu trzeba było odczekać. Od stycznia zaczęłam wszystko budować na nowo. Do tego dochodzi niewyspanie, co wiąże się z gorszą regeneracją. Cały czas też karmię piersią, a to też jest obciążenie dla organizmu, ale w teraz w moim życiu Zosia jest priorytetem. Schudłam też 30 kilogramów i teraz ważę mniej niż przed ciążą. I to jest dla mnie dobre. Powrót do sportu traktuję na tyle poważnie, że jeżdżę z małą na zgrupowania sportowe i jestem wdzięczna dziewczynom-zawodniczkom za pomoc przy niej - opowiadała nasza lekkoatletka.
Jak się okazuje, ulubionymi ciociami są Ewa Swoboda i Ewa Różańska, a ulubionym wujkiem - Roch Krukowski. Nieodzowna jest również pomoc trenerek Iwony Krupy, Malwiny Wojtulewicz i Joanna Fidorow.
Pierwotnie Kopron planowała wrócić do rywalizacji 14 czerwca, ale problem z plecami skomplikował sytuację. Teraz nie wiadomo, czy w tym terminie będzie gotowa.
Jeśli będę dobrze rzucała, to zacznę sezon wcześniej, jeżeli nie to liczę na to, że choć raz albo dwa rzucę przed mistrzostwami Polski, bo jednak dobrze byłoby się na nich pokazać. Jeśli będę czuła się dobrze i na tyle pewnie z techniką, żeby przyspieszyć trzeci i czwarty obrót, to wystartuję w tym sezonie. Gdybym jednak rzucała na poziomie 62-65 metrów, to mocno się zastanowię nad powrotem w tym sezonie
- Wierzę jednak, że w kolejnych sezonach wrócę do rzucania w europejskiej czołówce. Czy uda się jeszcze wrócić na światowy poziom? Z tym może być problem, bo dziewczyny szaleją. Jak zobaczyłam, z jakim wynikiem sezon otworzyła Kanadyjka Camryn Rogers (81,13 m - przyp. TK), to pomyślałam, że chyba tylko rekreacyjnie wracam do sportu. Fajnie, że ten poziom idzie w górę. Jeżeli jednak córka podrośnie i będę miała trochę więcej czasu, to uda się solidnie potrenować. W tym roku wykonałam jeszcze za mało pracy, by zbudować formę na najwyższym poziomie. Trenuję codziennie, ale tylko raz dziennie. Do tego dostałam mało zgrupowań zagranicznych z Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, a w Polsce zima była sroga, dlatego mało rzucałam w styczniu i lutym - dodała.
Dorzuci do mistrzostw Europy? "Dużo od siebie wymagam"
Kopron liczyła na to, że być może uda się jej zakwalifikować na mistrzostwa Europy w Birmingham (10-16), ale to wcale nie będzie takie proste. PZLA zdecydował bowiem, że zawodniczki i zawodnicy urodzeni przed 2001 rokiem muszą uzyskać minimum, by pojechać na najważniejszą imprezę tego roku. W rzucie młotem minimum wyznaczone przez związek wynosi 71,50 m.
- Trochę skomplikowała się sprawa z rankingiem, jeśli chodzi o kwalifikację na mistrzostwa Europy w Birmingham, bo PZLA postanowił, że seniorzy muszą uzyskać minimum. Nie wiem, czy będę w stanie je osiągnąć. Nawet gdyby mi się to udało, to pozostaje jeszcze wewnętrzna walka, bo przecież są jeszcze Anita Włodarczyk, Ewa Różańska i Aleksandra Śmiech. Tego treningu nie było w tym roku na tyle, by od siebie wymagać nie wiadomo ile, a ja jednak od siebie dużo wymagam i czasami się denerwuję. Mnie zawsze interesowało dobre wykonanie rzutu od strony technicznej. Wtedy byłam w stanie wykorzystać mój atut, jakim jest szybkość - powiedziała nasza miotaczka.
Trenerem 31-latki wciąż jest jej dziadek Witold Kopron, który ma jednak też już swój wiek i za sobą choroby nowotworowe. Nasza lekkoatletka dużo trenuje też sama.
- To jednak ze względu na córkę, bo nie jestem w stanie co do minuty zaplanować treningu. W tej sytuacji trening z grupą w ogóle nie wchodzi w rachubę. Trening musi być zatem dostosowany do mnie - przyznała.
Kopron jest o wiele łatwiej dzięki temu, że jest żołnierzem Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego.
- Gdyby nie wojsko, to nie miałabym możliwości, by się przygotowywać do sezonu. Wprawdzie pieniądze, jakie zarobiłam na sporcie, zainwestowałam i częściowo jestem zabezpieczona, ale jednak praca w wojsku, to jest stała pensja, co ratowało mnie w czasie ciąży i macierzyństwa. Dlatego zakładam, że w wojsku pozostanę. Nawet, jak skończę karierę. Zresztą mam wykształcenie w tym kierunku, bo studiowałam bezpieczeństwo wewnętrzne. "Czaję się" zatem na jednostkę w Dęblinie, ale wszystko w swoim czasie - zakończyła.
Zobacz również:













