Polska gwiazda wynajęła dom w USA, by trenować. Kończą jej się środki
Adrianna Sułek-Schubert postawiła sobie za cel zdobyć złoty medal igrzysk olimpijskich w Los Angeles. Polka, by tego dokonać, zmieniła trenera i zaczęła pracę z utytułowanym Amerykaninem, 78-letnim Harrym Marrą. Zawodniczka w tym celu poleciała do Stanów Zjednoczonych. Okazało się jednak, że musiała wydać na to sporo pieniędzy. Sam wynajem mieszkania kosztował ją małą fortunę. Wyjawiła, że powoli kończą jej się środki.

Sułek-Schubert zajęła podczas Halowych Mistrzostw Świata czwarte miejsce, nie była jednak z tego powodu uszczęśliwiona. Polka już teraz myśli o swoim najważniejszym nadchodzącym celu, czyli igrzyskach olimpijskich w Los Angeles. Do tego czasu chce zbudować formę u boku Harry'ego Marry, który trenował m.in. podwójnego mistrza olimpijskiego w dziesięcioboju, Ashtona Eatona oraz brązową medalistkę olimpijską w siedmioboju, Brianne Theisen-Eaton.
Adrianna Sułek-Schubert trenuje w USA
W rozmowie ze Sport.pl Adrianna Sułek-Schubert opowiedziała m.in. o tym, jak wygląda finansowanie jej treningów. Wyjaśniła, że wspiera ją wojsko (jest zawodową żołnierką), a także otrzymuje wsparcie od PZLA. Największym problemem wciąż pozostaje jednak brak sponsorów - wiele wydatków Sułek-Schubert pokrywa z własnej kieszeni.
Wiecie, ja nie jestem pewna, czy teraz zasługuję na to, żeby latać do Stanów tylko za pieniądze związku. Oczywiście do tego dokładam. Dziesiątki tysięcy, już się kończy mój budżet domowy
"Płacenie za wszystko w dolarach jest naprawdę ciężkie. Zwłaszcza że mój trener ma już 78 lat i spore wymagania. To ja muszę się dostosowywać do niego" - kontynuowała swoją wypowiedź.
Adrianna Sułek-Schubert tyle wydała na wynajem w Kalifornii
Żeby móc trenować pod okiem Marry, Sułek-Schubert musiała częściowo przenieść się do Stanów Zjednoczonych. Wyjaśniła, że jego status jako trenera sprawił, że to ona musi pójść taką ścieżką i w ten sposób liczyć na poprawę swoich wyników, będąc szkolona przez mistrza w jej dziedzinie.
Dodała, że przed HMŚ była w Kalifornii przez pięć i pół tygodnia. Zapytana o to, kiedy kolejny raz się tam wybierze, miała dość przykry wniosek do przekazania: "Zobaczymy, czy Polski Związek Lekkiej Atletyki uzna mój wynik za godny, czy będzie chciał, żebym jechała do Stanów. W tym momencie potrzebuję wsparcia, bo moje środki się kończą" - mówiła.
"Za wynajęcie domu na pięć i pół tygodnia zapłaciłam 50 tysięcy. Do tego trzeba dodać pensję trenera, fizjoterapeutki jednej i drugiej, sparingpartnera i wyżywienie dla wszystkich. Dochodzi też kwestia wynajęcia auta. Grubo jest. Sama tego wszystkiego na pewno nie udźwignę" - odpowiedziała nieco zrezygnowana Sułek. Za czwarte miejsce na HMŚ otrzyma stypendium ministra, co pozwoli jej z pewnością złapać nieco oddechu. Czas pokaże, gdzie uda jej się zajść.












