Równe 15 miesięcy temu Maria Żodzik, była reprezentantka Białorusi, dostała prawo startów w Biało-Czerwonych barwach. Nie załapała się jeszcze na mistrzostwa Europy w Rzymie, ale już do Paryża jechała z oficjalnie zdobytym minimum, bo w styczniu skoczyła 1.97 m. I to był już wynik na poziomie światowym, pozwalającym włączyć się do walki o medale globalnych imprez.
A start w Paryżu jej kompletnie nie wyszedł, zaliczyła tylko 1.83 m, mocno to przeżyła. Wróciła w tym roku, znów było 1.98 m na początku roku, w hali - będące jej rekordem życiowym, ale i kwalifikacją na mistrzostwa w Tokio. A później pojawiły się problemy ze zdrowiem, musiała odpuścić mistrzostwa Europy w Apeldoorn i świata w Nankinie, te pod dachem.
Latem było już jednak w tym aspekcie lepiej, choć wciąż wcale nie idealnie. Błysnęła w DME w Madrycie (1.97 m), wygrała po raz pierwszy rywalizację w Diamentowej Lidze, w deszczowym konkursie w Lozannie. A teraz chciała powalczyć o historyczny medal, choć przecież stawka w tej konkurencji jest wybitna. Aż sześć skoczkiń w tym roku pokonało dwa metry.
Pierwszy krok trzeba było jednak zrobić dzisiaj. W eliminacjach na Stadionie Narodowym w stolicy Japonii.

MŚ w Tokio. Maria Żodzik w eliminacjach skoku wzwyż. 1.97 m zapewniało awans
Stawka 36 uczestniczek eliminacji została podzielona na dwie grupy - rywalizowały jednocześnie, na dwóch skoczniach. Awans zapewniało pokonania 1.97 m, ale z góry można było zakładać, że 12 finalistek zostanie wyłonionych wcześniej, prawdopodobnie na 1.95 m. A później okazało się, że... jeszcze niżej.

Polka zaczęła konkurs od nieudanej próby na 1.83 m. Czy to mogło niepokoić? Niekoniecznie, tak się dzieje dość często, że zawodniczki muszą się "dogrzać". A później łapią już właściwy rytm.
I Maria go złapała, 1.83, 1.88, 1.92 m - tu już było znakomicie. A później Polka czekała, co się wydarzy dalej, bo większość zawodniczek na tej ostatniej wysokości miało już problem. Pokonało ją 11 skoczkiń, w tym wszystkie faworytki, z rekordzistką świata Jarosławą Mahuczich czy triumfatorką finału Diamentowej Ligi Nicole Olyslagers na czele.
Sędziowie mieli dylemat, co robić dalej.
Ostatecznie zrezygnowano ze skoków na 1.95 - do grona finalistek dołączono pięć tych, które 1.88 m pokonały za pierwszym razem i miały wcześniej czyste konto.
W niedzielnym finale wystąpiło więc ich aż 16. A to oznacza, że konkurs może być bardzo długi.















