Polska gwiazda nosiła się nawet z najgorszym. Już nie ma odwrotu. Katarzyna Zdziebło umocniła decyzję
Jeśli kończyć sezon, to właśnie z takim przytupem, jak uczyniła to Katarzyna Zdziebło. Nasza chodziarka, dwukrotna wicemistrzyni świata i Europy, w świetnym stylu zapewniła sobie minimum na mistrzostwa świata w Tokio. W rozmowie z Interią przyznaje, iż rezultat w Żytawie na dystansie 35 km przerósł nawet jej oczekiwania. - Zapewniłam sobie bardzo komfortową sytuację. Dzięki temu mam duży spokój w przygotowaniach - podkreśla 28-latka z Mielca, która równocześnie kształci się w kierunku medycznym.

- Dylemat czy rozterki mam już za sobą. Jednoznacznie zdecydowałam, że sport będę nadal traktowała bardzo poważnie na równi ze specjalizacją lekarską. O tym definitywnie postanowiłam przed rokiem. Utwierdzałam się w tym stopniowo, a że jestem coraz starsza, to także chcę mieć jakąś alternatywę po zakończeniu sportu, by móc szybko rozpocząć samodzielną pracę - jasno postawiła sprawę Katarzyna Zdziebło już na wstępie naszej rozmowy.
Katarzyna Zdziebło: O minutę sama siebie zaskoczyłam
Nieco ponad miesiąc temu zawodniczka wprawiła się w świetny nastrój, udowadniając, że jej kapitalne rezultaty w 2022 roku nie były tylko jednorocznym wystrzałem i wciąż stać ją na rywalizację konkurencyjną z najlepszymi. Zawodniczka LKS Stal Mielec w ostatnich nastu miesiącach nie miała łatwo z powodu problemów zdrowotnych, a także sama fundowała sobie zmiany, poszukując najlepszego trenera. Ostatecznie związała się z Krzysztofem Kisielem, znanym ze wspólnych sukcesów z Robertem Korzeniowskim.
W Żytawie, podczas mityngu Lusatian International Race-Walking Meeting, gwiazda polskiego chodu dystans 35 kilometrów pokonała w czasie 2:45:55. I tym samym, z dużym zapasem, zapewniła sobie minimum na przyszłoroczne mistrzostwa świata w Tokio. Jednocześnie to był jej drugi najlepszy wynik w karierze na tym dystansie.
- Tym startem na pewno zapewniłam sobie bardzo komfortową sytuację. Dzięki temu mam duży spokój w przygotowaniach, a mistrzostwa świata odbędą się dopiero we wrześniu. Można na spokojnie trenować i budować formę - mówi nam Zdziebło, a na pytanie, czy czuła, że to może być tak udany start, odparła: - Nastawiałem się na kwalifikację, chciałam złamać czas 2 godzin i 48 minut, czyli zmieścić się w minimum. Ostatecznie miałam zapasu dwie minuty, więc można powiedzieć, że o minutę sama siebie zaskoczyłam. I z tego bardzo się cieszę
Zdziebło dodała, że z myślą o przyszłym sezonie nie należy spodziewać się żadnych zmian w jej sztabie. - Zostaje, że tak powiem, stara ekipa, zarówno treningowa jak i trenerska. W tej kwestii nic się nie zmienia i moim głównym szkoleniowcem pozostaje trener Krzysztof Kisiel. Tylko w sytuacjach, gdy jestem na zgrupowaniach, a trenera Kisiela nie ma, wówczas jestem pod opieką innych trenerów - zaznaczyła.
Optymizmem może napawać fakt, że sportsmenka wykaraskała się z problemów zdrowotnych. Na tę chwilę, pod tym względem, ma wręcz idealną sytuację. - Obecnie wszystko jest w porządku. Oczywiście czasami coś mnie pobolewa, ale na to nie zwracam uwagi. Grunt, że nie ma cięższych kontuzji, pod tym względem nic mi nie dolega.
Zdziebło nie grzebie w nieodległej przeszłości. "Emocje opadły"
Z myślą o budowaniu optymalnej formy pod mistrzostwa świata w Japonii, które odbędą się w dniach 13-21 września 2005 roku, Zdziebło ma jasny plan, jaką ścieżką startową chce podążać. - Chciałabym wystartować w halowych mistrzostwach Polski, a później na mistrzostwach Polski na 35 kilometrów. I to chyba będą najbliższe dwa starty, a dużym celem na przyszły rok oczywiście będzie jak najlepszy występ na MŚ w Tokio - rozwiała wątpliwości.
Zdziebło nie chce już kruszyć kopii o to, co było, dlatego zapytana o osobę odchodzącego prezesa PZLA Henryka Olszewskiego, zastąpionego przez Sebastiana Chmarę, odparła bardzo dyplomatycznie. - Zapewne nawiązuje pan do wydarzeń, które miały miejsce na igrzyskach. Natomiast wszystkie emocje, które wtedy się pojawiły, już opadły. Teraz skupiam się wyłącznie na tym, co przede mną i staram się polegać przede wszystkim na sobie.
Dwutorowość kariery jeszcze długo będzie wymagała od lekkoatletki świetnej organizacji czasu, bo zaawansowanie drugiej aktywności zawodowej dopiero nabiera przyspieszenia.
- Ciągle jestem, można tak powiedzieć, na etapie początkowym. Specjalizacja składa się bowiem z wielu cząstkowych staży, a także różnych modułów, z których niektóre trzeba odbywać w innym szpitalu niż ten, z którym mam podpisany kontrakt. Do tego dochodzą także kursy online i właśnie aktualnie taki kurs odbywam. Staram się pilnować wszystkich terminów, aby niczego sobie nie zaniedbać. Ogólnie specjalizacja trwa sześć lat, więc powinnam ją zakończyć w 2028 roku. Mam nadzieję, że zakończę ją w tym terminie, bez żadnych przesunięć - z nadzieją zaakcentowała dwukrotna wicemistrzyni świata z Eugene na dystansach 20 i 35 km.
Rozmawiał: Artur Gac
Zobacz również:











