Reklama

Reklama

Polscy lekkoatleci "nie zawiedli zaufania"

Kierownik szkolenia Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Piotr Bora bardzo pozytywnie ocenił występ 20-osobowej reprezentacji w 32. halowych mistrzostwach Europy w Goeteborgu. "Nikt nie zawiódł zaufania" - podkreślił w poniedziałek po przylocie do Warszawy.

Ekipa wróciła ze Szwecji z trzema medalami. Złoty wywalczył Adam Kszczot (RKS Łódź) na 800 m, srebrny Anna Rogowska (SKLA Sopot) w skoku o tyczce, a brązowy Katarzyna Broniatowska (AZS AWF Kraków) na 1500 m.

Reklama

"Ogromną niespodziankę sprawiła Broniatowska. W stu procentach wykorzystała wszystko, co można było. Zrealizowała od początku do końca ustaloną z trenerem Zbigniewem Królem taktykę. Pobiegła tak, jak utytułowana zawodniczka z wielkim doświadczeniem, a niedawno skończyła dopiero 23 lata" - zaznaczył doktor nauk kultury fizycznej Bora, dla którego był to debiut jako szefa szkolenia w międzynarodowej imprezie. Funkcję tę objął po wygraniu konkursu w połowie listopada 2012 roku.

Dodał, że zdecydowaną faworytką była pochodząca z Etiopii reprezentantka Szwecji Abeba Aregawi i można było przewidzieć, w jakim tempie ruszy po strzale startera i jak rozegra walkę o złoty medal. "A Broniatowska wcale się tym nie przejmowała, zawierzyła swemu trenerowi i świetnie zrealizowała ustaloną taktykę".

Bora podkreślił również fantastyczny występ 22-letniego Roberta Sobera (AZS AWF Wrocław), który wynikiem 5,71 ustanowił rekord życiowy, zajmując szóste miejsce w konkursie skoku o tyczce.

"To zawodnik obdarzony wielkim talentem, jakby urodzony tylko do tej konkurencji. Jeszcze w styczniu widziałem go jak męczył się na wysokości 5,30, ale byłem przekonany, że niebawem będzie skakał znacznie wyżej" - wyjaśnił.

Wychowankami Bory są m.in. Marcin Starzak (rekord życiowy w skoku w dal 8,21), Aleksander Waleriańczyk (2,36 w skoku wzwyż) i Dariusz Kuć (10,15 na 100 m). Wszystkich od podstaw doprowadził do znaczących wyników i sporej liczby sukcesów w Polsce oraz na arenach międzynarodowych. Jak teraz patrzy na królową sportu?

"Nie można stać w miejscu, bo wtedy człowiek się cofa. Cały czas się uczę, wzbogacam doświadczenie. Do niedawna miałem pod sobą co najwyżej kilku zawodników, teraz muszę ogarniać wszystkich, muszę mieć też inne podejście. Cieszę się ogromnie z bardzo pozytywnej atmosfery, jaka panuje w drużynie. To miłe, że ktoś, kto skończył rywalizację, zagrzewa do walki kolegę" - ocenił.

"Jestem również dumny z tego, że nikt nie zawiódł nie tylko mojego zaufania, ale również zarządu PZLA i kibiców. Każdy walczył do ostatka sił, każdy chciał zdobyć medal. Takie podejście przynosi potem miłe niespodzianki" - powiedział szef szkolenia, który przez 24 lata był pracownikiem naukowo-dydaktycznym krakowskiej AWF. Jest autorem ponad 80 publikacji lekkoatletycznych.

Obejmując nową funkcję zaznaczył, że nie będzie sprawował jej zza biurka. Chce widzieć zawodników i ich opiekunów nie tylko na zawodach, ale również na zajęciach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje