Polki ruszyły 19 minut po rekordzie świata. Stawką był medal z diamentami
Sześć finałów, dwa z udziałem Polski - tak wyglądały medalowe zmagania w kończących się w niedzielę World Relays w Gaborone. Sztafeta mieszana 4x400 metrów nie mogła nawet powalczyć, Marcin Karolewski doznał kontuzji kilka metrów po starcie. Wtedy kibice w Botswanie przeżywali jeszcze to, czego dokonała sztafeta mieszana Jamajki, bijąc rekord świata na 4x100 metrów. A później ruszyły panie na 4x100 metrów, to była ostatnia polska okazja na medal. Kończyła ją Pia Skrzyszowska.

Zmagania w World Relays zwykle zaczynają lekkoatletyczny sezon na stadionach, więc forma wielu gwiazd z Europy, szczególnie w biegach, pozostaje niewiadomą. Niemniej Biało-Czerwoni w tych rywalizacjach często zdobywali medale. A w Gaborone, w sobotnich eliminacjach, wywalczyli tylko dwie takie szanse: w mikście 4x400 metrów oraz kobiecej rywalizacji na 4x100 metrów. Mimo że do Afryki nie wybrała się Ewa Swoboda, która pierwszy start zaplanowała dopiero na 7 czerwca.
Najpierw w niedzielę odbyły się repasaże - w sześciu konkurencjach rywalizowali ci, którzy w sobotę nie dostali się do finału. A stawką nadal były przepustki do mistrzostw świata, które we wrześniu 2027 roku odbędą się w Pekinie. Polska miała cztery takie szanse, wykorzystała jedną: w kobiecej rywalizacji na 4x400 metrów.
Później zaś zaczęły się biegi finałowe - stawką były medale, zdobione diamentami i nagrody finansowe, w tym 40 tys. dolarów do podziału za złoto. A w mikstach sześć zespołów uzyskiwało prawo do rywalizacji w Ultimate Championship, za cztery miesiące w Budapeszcie. Polakom w zmaganiach na 4x400 metrów, w sztafecie mieszanej, to się nie udało. Marcin Karolewski doznał bowiem kontuzji zaraz po starcie, nie kontynuował biegu.
To był drugi finał, bo chwilę wcześniej Jamajka w fenomenalnym stylu poprawiła rekord świata w sztafecie mieszanej 4x100 metrów. Teraz wynosi on 39.62 s.
A później pojawiły się sztafety kobiece, gdzie Jamajki też miały swoje gwiazdy, z kończącą na ostatniej zmianie Elaine Thompson-Herah, pięciokrotną mistrzynią olimpijską. U nas kończyła zaś Pia Skrzyszowska - piąta płotkarka na 100 m w ostatnich MŚ w Tokio.
World Relays w Gaborone. Ostatni finał z udziałem polskiej sztafety. Tuż po rekordzie świata
Polki jeszcze niedawno potrafiły sprawiać miłe niespodzianki w kobiecych sztafetach, ale wtedy, gdy na ostatniej zmianie pojawiała się Swoboda. A teraz nie było tak jej, jak i Krysciny Cimanouskiej. Medal dla naszej drużyny w mocnej stawce byłby sensacją, ten zespół spełnił swoje zadanie już w sobotę, wywalczając przepustkę do MŚ 2027.

Dziś zmieniła się kolejność, Magdalena Niemczyk tym razem nie zaczynała biegu, ta rola przypadła Magdalenie Stefanowicz. - Trener zdecydował, że dzięki moim blokom mogę zyskać na drugim torze. A Madzie Niemczyk, jako specjalistka od 200 metrów, poradzi sobie na drugim wirażu - mówiła później Stefanowicz w TVP Sport. Ona zaczęła nieźle, świetna była też zmiana z Marleną Granaszewską. Zawiodło za to drugie przekazanie - między Granaszewską i Niemczyk. To tam Polki straciły szansę powalczenia o czwarte miejsce, bo trzy pierwsze ekipy były poza zasięgiem. Skrzyszowska skończyła na siódmej pozycji - czas 43.23 s był nieco gorszy niż w sobotę.
Złoto wywalczyła Jamajka (42.00 s), srebro Kanada (42.17 s), a brąz - Hiszpania (42.31s ), która po raz kolejny w Gaborone błysnęła. Kolejne trzy ekipy - Włochy, Chiny i Niemcy - miały co do setnej ten sam czas (42.61 s). Czyli dokładnie taki sam, ile wynosi... rekord Polski.
- To była czas na lekkie eksperymenty i dobrą zabawę - mówiła w TVP Sport Granaszewska.
Panie swoje zadanie wykonały już wczoraj, w sierpniu w Birmingham będą zapewne kandydatkami do medalu.












