Polka zaraz za rekordzistką świata. Kontry rywalek. Dwa życiowe rekordy
Miesiąc temu Anna Wielgosz była bliska pobicia rekordu Polski na 800 metrów, to wtedy tak naprawdę mistrzyni Europy z Apeldoorn zgłosiła aspiracje do tego, by w Toruniu powalczyć może nawet o medal halowych mistrzostw świata. Choć i już sam awans do finału byłby większym osiągnięciem niż piąte miejsce rok temu w Nankinie. Zwłaszcza po tym, jaki skład biegu półfinałowego dostała teraz Polka. Musiała być w najlepszej dwójce, szybko ustawiła się za plecami słynnej Keely Hodgkinson. Znakomite rywalki tak jednak tego nie zostawiły.

Nieco ponad miesiąc temu w Lievin Keely Hodgkinson poprawiła 24-letni halowy rekord świata Jolandy Ceplak na 800 metrów - sprowadziła go do czasu 1:54.87, urwała niemal sekundę. A urodziła się dokładnie w tym samym dniu, w którym... Słowenka uzyskiwała ten poprzedni rekordowy wynik.
24-letnia Brytyjka jest fenomenem - mimo młodego wieku ma już olimpijskie złoto i srebro, a w perspektywie zapewne atak na stadionowy rekord świata, ten z bardzo długą brodą, należący od 1983 roku do Jarmili Kratochvilovej.
I byłoby bardzo dziwne, gdyby to nie ona odebrała w Toruniu złoto w niedzielę.
Halowe mistrzostwa świata. Anna Wielgosz kontra rekordzistka świata. A później do gry wkroczyły dwie inne
Właśnie z Keely Hodgkinson w jednej półfinałowej serii znalazła się Anna Wielgosz, co już znaczyło duże utrudnienie w kontekście walki o awans do finału. Tu zasady są bardzo ostre - trzy serie, z każdej z nich tylko po dwie zawodniczki mają przepustkę do biegu medalowego. Polka tej sztuki dokonała rok temu w Nankinie, tam jednak część gwiazd się nie wybrała. A w Toruniu są niemal wszystkie, może bez kontuzjowanej Femke Bol i niektórych zawodniczek z Afryki.

Po zbiegu do krawężnika Anna Wielgosz szybko ustawiła się za Keely, pilnowała jej pleców. Bo było oczywiste, że Brytyjka tej pierwszej pozycji nie odda, a utrzymanie jej tempa może jeszcze pomóc w pobiciu rekordu Polski.
Tyle że w tej serii groźne dla Polki były jeszcze co najmniej dwie inne zawodniczki: Amerykanka Addison Wiley biegała już znacznie szybciej, a Włoszka Eloisa Coiro wygrała z nią we wczorajszych eliminacjach. Tyle że dość szybko nastąpiły korekty w tym układzie na bieżni. Po 300 metrach Wielgosz znalazła się za Wiley, a po kolejnych stu - za Coiro. I z czasem traciła dystans do tej trójki.
Hodgkinson wygrała z dużym luzem i spokojem, uzyskała 1:58.53. Za nią znalazła się Wiley - 1:58.75 oznaczało, że ma nie tylko awans do finału, ale i rekord życiowy. Tę życiówkę poprawiła też Coiro - teraz to 1:59.33. Ona w niedzielę jednak już nie pobiegnie.
Wielgosz znalazła się na czwartej pozycji - z czasem 2:00.48. Niezłym, ale nie na medal w Toruniu. I nie na finał. Sama była też tym trochę rozczarowana.
- Mam teraz mieszane uczucia, ale taki był mój plan. Cieszyłam się już ze wspólnych biegów z Keely, lubię jak ona nadaje tempo. A tu się dałam zaskoczyć, gdy Keely pobiegła, a mnie przeskoczyła Amerykanka. Straciłam rytm. Może ten wczorajszy sprint na finiszu za dużo kosztował - zastanawiała się Polka w rozmowie z red. Aleksandrem Dzięciołowskim w TVP Sport.
Dodała, że odpaść w takim półfinale to nie jest żaden wstyd, choć szkoda tego, że nie udał się atak na rekord Polski. Zabrakło ponad sekundy. - Podążam za tym, ale nie poddaję się. Przed nami lato. A takie wyniki z hali dają duże nadzieje, że będzie ono bardzo mocne - zaznaczyła.
W finale pobiegną też: Australijka Hayley Kitching, Francuzka Clara Liberman, Szwajcarka Audrey Werro oraz Etiopka Nigist Getachew.













