Polak znów najlepszy na świecie. Rekord kraju, kosmiczny bieg w Berlinie
Mityng ISTAF w Berlinie zaczął się dla reprezentantów Polski nieszczególnie - od dyskwalifikacji Pii Skrzyszowskiej, której nie dopuszczono do rywalizacji w finale. Zostali więc jeszcze Jakub Szymański i Damian Czykier - w męskiej rywalizacji na 60 m przez płotki. Ten pierwszy już w niedzielę zapowiedział, że jeśli wszystkie elementy pozbiera w całość, to poprawi swój rekord Polski, ten wynosił 6.39 s. Albo właśnie w Berlinie, albo później w mistrzostwach świata. I słowa dotrzymał już przy pierwszej okazji. Uzyskał niewiarygodny wynik przy... braku wyrzutu na mecie.

Mityng ASTAF w Berlinie odbywa się na dwa tygodnie przed startem halowych mistrzostw świata - te w tym roku zorganizuje Toruń. Rok temu w Nankinie Polacy wywalczyli zaledwie jeden medal - kobiecej sztafety 4x400 metrów kobiet. A szans było więcej, choć nie aż tyle co w tym roku. Wtedy liczyliśmy na to, ze mistrz Europy - Jakub Szymański - jako pierwszy pod dachem w historii pokona słynnego Granta Hollowaya. Nie tyle nie dał rady, co sam zaprzepaścił tę możliwość. W półfinale potknął się na ostatnim płotku, choć wyraźnie prowadził. Nie awansował do finału, został bez medalu.
W tym sezonie Holloway nie startuje w biegach płotkarskich, nie będzie go też w Toruniu. Szymański jest oczywiście jednym z głównych kandydatów do złota, w tym roku nie przegrał jeszcze żadnego mityngu. A forma rosła - w niedzielę w Toruniu, w finale mistrzostw Polski, uzyskał czas 6.40 s. Szybciej w tym sezonie biegali tylko dwaj Amerykanie - Trey Cunningham i Dylan Beard.
Polak im odpowiedział w piątek w Berlinie.
Jakub Szymański dotrzymał słowa. A zapowiedział atak na rekord Polski. W Toruniu lub w Berlinie
Gdy w niedzielę w Toruniu 23-latek z SKLA Sopot zdobył złoty medal halowych mistrzostw Polski, a przy okazji uzyskał drugi swój czas w karierze (7.40 s), przed kamerą TVP Sport podzielił się przemyśleniami ws. ataku na swój rekord Polski. A ten był lepszy o zaledwie jedną setną. - Dziś na starcie trochę mi się noga załamała, szliśmy z Damianem równo, stąd to uderzenie. Następnym razem, w piątek w Berlinie albo na MŚ, to jak wszystko dopisze, złożę elementy biegu w rekord Polski - mówił wtedy.
Obaj z Damianem Czykierem pojawili się więc dzisiaj w stolicy Niemiec. Znów znaleźli się na sąsiednich torach, tym razem jednak do żadnego kontraktu nie doszło. Może dlatego, że Szymański bardzo dobrze wyskoczył z bloków. I tylko już zyskiwał przewagę.
Było jasne, że to może być wynik w okolicach rekordu kraju. Tyle że nasz mistrz Europy z Apeldoorn nie zastosował klasycznego wyrzutu na mecie. Tak jakby mu na tym specjalnie nie zależało. A mógł zyskać może jakąś jedną czy dwie setne.

Stoper zatrzymały się na czasie 7.38 s, a to już samo w sobie oznaczało najlepszy wynik w historii polskiej lekkoatletyki. Potrzebne było jeszcze oficjalnie potwierdzenie. I to wkrótce przyszło. Ba, skorygowano czas na 7.37 s. Tyle mieli najlepsi w tym roku na świecie - Trey Cunningham w Clemson 13 lutego oraz Dylan Beard w zeszłą sobotę w Nowym Jorku.
I teraz cała trójka znajduje się na szczycie listy World Athletics. Fajerwerki Polak zostawił na mistrzostwa świata. A tam cel jest jeden - i potwierdził to w rozmowie po swoim występie. Złoto w mistrzostwach świata.
Polak przy okazji poprawił rekord mityngu - ten od 10 lat należał do Francuza Dimitriego Bascou i wynosił 7.41 s.
Czykier finiszował w stolicy Niemiec jako drugi - ze świetnym wynikiem 6.55 s. To jego najlepszy wynik w sezonie, poprzedni był o dwie setne gorszy.












