Reklama

Reklama

Polacy pozytywnie o sztafecie mieszanej 4x400 m

Polscy lekkoatleci bardzo pozytywnie przyjęli propozycję MKOl-u o włączeniu sztafet mieszanych 4x400 m do programu igrzysk w Tokio. - Ciekawe, emocjonujące, widowiskowe i nieprzewidywalne - powiedziała najszybsza w kraju na tym dystansie Justyna Święty.

- Wydaje mi się, że to jest dobry pomysł, bo takie sztafety są widowiskowe. Do samego końca nie wiadomo, kto wygra, bo nie ma z góry narzuconej zasady, kto na jakiej zmianie ma biegać. Wydaje mi się, że oglądalność tego będzie spora - oceniła zawodniczka AZS-u AWF-u Katowice.

Pierwszy "test" takiej rywalizacji miał miejsce w nieoficjalnych mistrzostwach świata na Bahamach, gdzie startowali także Polacy.

- To fajny pomysł, coś nowego. Na pewno było widowiskowe i interesujące. Nie ma żadnych zasad, kto kiedy ma biec. Już samo to, w jaki sposób poszczególne reprezentacje ustawią sztafety jest ciekawe. U nas było tak, że mężczyzna zaczynał i kończył. Ale były też takie, które na ostatniej zmianie wystawiły kobietę. Rafał Omelko przejął pałeczkę jako ostatni i nagle znalazł się na czwartym miejscu, bo wszystkie "dziewuchy" wyprzedził. Taktyka będzie miała duże znaczenie - uważa Iga Baumgart.

Reklama

Sam Omelko też bardzo dobrze ocenia rywalizację w sztafecie mieszanej, w której trenerzy poszczególnych reprezentacji mogą ustalić kolejność zawodników i zawodniczek.

- To coś nowego i ciekawego. Faktycznie, jak przejmowałem pałeczkę, miałem stratę ok. 100 metrów i wydawało mi się, że to jest nie do odrobienia. W miarę biegu było widać, że te różnice można zniwelować. Jest to na pewno dodatkowa motywacja dla mężczyzny, kiedy widzi, że z przodu jest kobieta. To całkowicie inne odczucia niż w sztafetach klasycznych - powiedział najszybszy na tym dystansie Polak.

O rywalizacji z mężczyznami trochę inaczej wypowiadają się kobiety.

- Może jeszcze bardziej by mnie to zmobilizowało. Liczyłabym na to, że na mojej zmianie jest jakiś słabszy chłopak i chciałabym mu trochę utrzeć nosa. Wydaje mi się, że to nie działa demotywująco. Dla mnie byłoby to fajne doświadczenie - oceniła Święty.

Z kolei Baumgart (BKS Bydgoszcz) uważa, że kobieta nie ma żadnych szans w rywalizacji z mężczyznami i sama nie wie, czy podjęłaby w ogóle walkę.

- Mężczyzna nawet jak ma 50 metrów straty, to ma świadomość, że jest ok. pięciu sekund od niej szybszy. Samą ambicją, jak widzi, że kobieta biegnie przed nim, musi ją przegonić. Taka rywalizacja byłaby dla mnie na pewno trudna, bo wiedziałabym, że jest lepszy i szybszy. Nie miałabym motywacji, żeby go gonić. Nie miałoby to większego sensu. Nie potrafiłabym nawet wejść z nim w jakąś rywalizację, bo jestem z góry skazana na porażkę - powiedziała.

Polscy lekkoatleci rywalizujący na dystansie 400 m są jednak zgodni, że na pewno szanse na medale są większe niż indywidualnie.

- Problemem jest tylko, że u nas jest dobra paczka, ale brakuje torpedy - podkreśliła Święty.

Omelko dodał: - Taktyka będzie bardzo ważna. Wydaje mi się, że to jest nowy format i może to być szansa, by zaistnieć i może nawet zdobyć medal olimpijski. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli sztafeta jest mieszana, to też mniejszym krajom taką sztafetę jest łatwiej "sklecić" i wtedy poziom może wzrosnąć i wcale nie musi być łatwo, by coś osiągnąć.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje