Pokaz mocy Pii Skrzyszowskiej. Zmasakrowany rekord, 29 setnych różnicy
Pięć dni temu w Paryżu Pia Skrzyszowska pokazała, że forma idzie mocno w górę. Był bardzo dobry bieg w eliminacjach, był świetny w finale, pierwszy w sezonie poniżej 12.50 s. A w piątek w Nancy płotkarka z Warszawy spisała się jeszcze lepiej, wybiegała swój najlepszy czas w sezonie. 12.44 s - jej czwarty rezultat w karierze. W imponującym stylu nasza kandydatka do medalu mistrzostw Europy rozprawiła się z rekordem mityngu. A ten należał do byłej wicemistrzyni kontynentu Cindy Billaud. I przetrwał aż 12 lat.

Już poprzedni sezon, ale też i ostatnia zima pokazały, że trener Jarosław Skrzyszowski potrafi zupełnie inaczej budować formę swojej córki niż kiedyś. Nie na początek sezonu, by imponowała w mityngach. Ale spokojnie, by te najlepsze chwile przyszły w docelowych imprezach.
Pia błyszczała zimą zeszłego roku w hali, najpierw w Apeldoorn, później w Nankinie. Był rekord Polski na 60 m przez płotki. Imponowała też... jesienią, bo mistrzostwa świata w Tokio kończyły sezon. A ona w elitarnej stawce nie tylko awansowała do finału, ale zajęła w nim dziewiąte miejsce. A jeszcze rok wcześniej na przełomie sierpnia i września było krucho.
Teraz Pia szykuje tę formę na połowę sierpnia - i mistrzostwa Europy w Birmingham. Choć na połowę września też by się przydało - bez problemu, mając takie wyniki, powinna awansować na World Athletics Ultimate Championship w Budapeszcie.
Po wielu biegach w granicach 12.60 - 12.70 s w końcu przyszedł przełom. W ostatnią niedzielę, w Diamentowej Lidze w Paryżu. Polka najpierw uzyskała 12.53 s, to pozwoliło wejść do finału, choć z ostatnim czasem. Ale w nim 12.46 s dało już piąte miejsce.
Pia Skrzyszowska z nowym rekord mityngu w Nancy. Fenomenalna forma Polki
Dziś Pia była jedną z czworga reprezentantów Polski w Nancy - w mityngu ku pamięci polskiego króla Stanisława Leszczyńskiego. Owszem, stawka biegu płotkarskiego była daleka pod względem jakości od tej z Paryża. W ciemno można było stawiać, że jeśli ktoś ma zagrozić Polce, to Francuzka Laeticia Bapte, która imponowała już w zeszłym roku w hali.

Polka nie zostawiła żadnych wątpliwości, świetnie ruszyła, od razu uzyskała przewagę. Warunki były idealne, wiatr wiał w plecy (+1,7 m/s). Uzyskała czas 12.44 s - swój czwarty w całej karierze. Bapte finiszowała w 12.60 s, trzecia Sascha Alessandrini - już w 12.77 s.
Polka poprawiła 12-letni rekord zawodów Cindy Billaud (12.73 s). I pokazała, że już wkrótce może jednak znów zaatakować rekord Polski. A ten od 46 lat należy do Grażyny Rabsztyn i wynosi 12.36 s.
Pytanie, kiedy to się stanie? Najlepiej, aby dokonała tego w finale mistrzostw Europy.











