Pojedynek Duplantisa z Warholmem rozstrzygnięty. Co za czasy, dwie życiówki
W Zurychu Kishane Thompson mógłby walczyć na 100 m z Noahem Lyles czy Fredem Kerleyem, a i tak starcia najszybszych ludzi świata nie wywołałyby takiego zainteresowania jak rywalizacja... tyczkarza z płotkarzem. Także na 100 metrów, bo na to zgodzili się Armand Duplantis i Karsten Warholm. A wokół tego pojedynku zrobiono przedstawienie godne największych aren świata. Gdy już wyszli na bieżnię, tyczkarz okazał się szybszy od płotkarza. Duplantis lepiej wystartował i utrzymał przewagę. Jego czas to 10.37 s.

Latem zeszłego roku przed Diamentową Ligą w Monako jeden zaczepił drugiego. Są kumplami, była to forma żartu, ale żart może być wstępem do wyzwania. A wyzwaniem zaś - pojedynek z innym rekordzistą świata w konkurencji, w której żaden z nich się nie specjalizuje. A jednocześnie każdy z nich ma z nią coś wspólnego. Bo Duplantis z tyczką musi biegać bardzo szybko, ale tylko przez 40 metrów. Warholm zaś pełnej mocy na tak krótkim dystansie w swoim biegu wygenerować nie może, bo zaraz po tym odcięłoby mu całą energię.
Spotkali się więc dzień przed głównym zmaganiami Diamentowej Ligi w Zurychu, a Red Bull, Puma i Diamentowa Liga stworzyły wokół tego wyjątkową otoczkę. Dzień przed występem z tyczką - to był zresztą już dawno temu warunek Mondo. Być może w czwartek po raz jedenasty pobije bowiem rekord świata.

Jak przed hitowym pojedynkiem bokserskim. A później Duplantis zaskoczył wszystkich
W środę po 21.45 obaj stanęli jednak na bieżni stadionu Letzigrund. Truno było wskazać faworyta, problem z tym mieli nawet świetnie lekkoatleci. Były rekordzista świata na 200 i 400 m Michael Johnson w roli zwycięzcy widział Warholma, większość kibiców - Duplantisa. - Mam lepszy start z bloków i wytrzymałość - przekonywał Norweg. A Dulantis jak Duplantis - zawsze jest pewny swego. Kiedyś, pod koniec liceum, biegał 100 metrów, w nieco ponad 10,5 s. Warholm zaś, były dziesięcioboista w czasach juniorskich - nieco poniżej.
To jednak dziś nie grało roli, spodziewano się lepszych wyników. Rekordzista Polski na 200 m Marcin Urbaś mówił nawet o czasach porównywanych do najlepszych polskich sprinterów, czyli pewnie w okolicy 10,3 s.
Sama prezentacja zawodników przypominała tę z najlepszych gal bokserskich. Warholm w czerwonym płaszczu z kapturem był pewny swego, Duplantis w niebieskim - podobnie. A kibice wypełnili trybunę wzdłuż prostej, po której mieli się ścigać - choć nie w całości. Do tego gra świateł - najpierw skierowane na głównych bohaterów, później rozświetlające całą bieżnię. I mikrofony u obu, słychać było ich oddechy.
Większe gwiazdy wspierały zaś urodzonego w USA Szweda - w loży Duplantisa pojawili się m.in. Sha'carri Richardson, Letsile Tebogo, Fred Kerley czy Renaud Lavillenie.

Tuż przed 22 ruszyli - Mondo lepiej wyszedł z bloków, choć to miał być przecież atut jego rywala. A później utrzymał przewagę, mimo że po około 70 metrach wydawało się, że Warholm nieco zmniejszył stratę. I jest w stanie wyprzedzić rywala. Ale nie dał rady, rekordzista świata w skoku o tyczce wygrał - w czasie 10.37 s. Norweg był wolniejszy o jedną dziesiątą sekundy. Obaj więc pobili rekordy życiowe.
Znając ambicje obu, można się spodziewać rewanżu.
Zobacz również:











