Plawgo odetchnął, miał stracić rekord Polski. I to bardzo zła wiadomość
Maksymilian Szwed nie zawiódł - zdobył złoto w halowych mistrzostwach Polski na 400 metrów. Nie pobił jednak rekordu Polski Marka Plawgi, nie pobił też rekordu życiowego. I to była pierwsza zła wiadomość. A drugą było to, że wygrał z ogromną przewagą nad reszty stawki, która po prostu... nie dała rady. Ponad sekunda przewagi - to wszystko sprawiło, że Polacy stracili szansę na występ w sztafecie w halowych mistrzostwach Europy. I jeszcze nie poprawili sytuacji sztafety mieszanej.

Maksymilian Szwed, młody olimpijczyk z Paryża, przebojem wdarł się do europejskiej czołówki specjalistów od 400 metrów w hali. Jego 45.81 s w Ostrawie zrobiło ogromne wrażenie. I od razu dało nadzieję, że w takiej formie Polak może powalczyć nawet w Apeldoorn o medal mistrzostw Europy. I jeszcze spróbować dostać się na HMS w Nankinie.
Bo jak sam zaznaczał, to nie było jego ostatnie słowo.
Tyle że w Toruniu, w finale, Szwed miał jeszcze dodatkowe zadanie. Nie tylko poprawić "życiówkę" z Ostrawy, ale też może zbliżyć się do rekordu Polski Marka Plawgi, który od 23 lat wynosi 45.39 s. Gdyby tak się stało, pomógłby też polskiej sztafecie męskiej dostać się do Apeldoorn, o to Biało-Czerwoni walczyli. Nie ukrywajmy jednak, było to trudne zadanie. Gdyby startować mogli Igor Bogaczyński, Kajetan Duszyński czy Karol Zalewski, pewnie nie byłoby problemu. A i Szwed poczułby jakiś nacisk.
Halowe mistrzostwa Polski. Maksymilian Szwed mistrzem Polski na 400 metrów. Jego rywale... zawiedli
20-latek w sobotę w eliminacjach uzyskał czas 46.09 s. Jak sam mówił, na dużym luzie, świetnie się czuł. Można było więc spodziewać się znacznej poprawy w finale, przy ewentualnym "wsparciu" ze strony zeszłorocznego mistrza z hali Mateusza Rzeźniczaka czy Daniela Sołtysiaka. Stało się jednak inaczej.

Szwed najszybciej pokonał pierwsze okrążenie, ale i tak - jak na swoje możliwości - chyba jednak za wolno. Na drugim już uzyskał ogromną przewagę nad resztą stawki, już się tylko powiększała. A on przyspieszał, miał ogromny zapas na mecie. Dokładniej - ponad sekundę. Jego rywale szli zaś wielką ławą, biegli nawet po trzecim torze, tasowali się. Co nie wpływało dobrze na czasy. Szwed uzyskał 46.03 s i można tylko żałować, że w okolicach nie było nikogo innego. Srebro wywalczył Marcin Karolewski z AZS AWF Wrocław, z czasem 47.10 s. Rok temu dałby mu złoto, wtedy najlepszy Mateusz Rzeźnicki miał 47.16 s. Teraz Rzeźnicki uzyskał tyle samo, wystarczyło do brązu. O jedną setną pokonał Patryka Grzegorzewicza.
Tyle tylko, że te rezultaty okazały się gwoździem do trumny dla męskiej sztafety 4x400 metrów - Polacy nie pobiegną w Apeldoorn. Nie pomogli też sztafecie mieszanej, a po biegu pań, w którym Justyna Święty-Ersetic pokonała Natalię Bukowiecką, okazało się, że w Holandii zabraknie też dwóch pozostałych. Miksta i tej kobiecej. A to już duże rozczarowanie.
Wypada wierzyć, że te braki zrekompensują udane występy indywidualne: właśnie Szweda i Święty-Ersetic.
Zobacz również:










