Reklama

Reklama

Piotr Małachowski: Na razie jest przyzwoicie

- Konkurs na igrzyskach będzie naprawdę trudny i różnie tam może być - mówi nasz znakomity dyskobol, Piotr Małachowski.

Małachowski jest liderem światowej tabeli w rzucie dyskiem. Mistrz globu nie wpada jednak w hurraoptymizm i ze spokojem podchodzi do rywalizacji o olimpijskie złoto. - Na razie nie ma wielkiego szału w wynikach, ale jest przyzwoicie - ocenił.

- Gdybym miał konkursy, w których po 5-6 rzutów było po 67-68 m to stwierdziłbym, że jest za dobrze. Tak naprawdę mam jedną, dwie próby w zawodach fajne, więc nie ma wielkiego szału, ale jest przyzwoicie - powiedział zawodnik WKS Śląsk Wrocław.

Małachowski początek sezonu ma bardzo pracowity. Startuje nawet po trzy razy w tygodniu. Z jednego mityngu jedzie od razu na kolejny.

Reklama

- Trzeba po prostu postartować, przyzwyczaić organizm do stresu, bo konkurs na igrzyskach będzie naprawdę trudny i różnie tam może być - zaznaczył.

Teraz czekają go jeszcze dwa ważne występy w Diamentowej Lidze - w czwartek w Rzymie i w niedzielę w Birmingham. Później chce trochę odpuścić i zająć się treningiem w Warszawie. Gdy mówi o olimpijskiej rywalizacji, wspomina także o młodych zawodnikach.

- Philip Milanov, Robert Urbanek, Christoph Harting, Daniel Jasinski - Niemiec polskiego pochodzenia. Jego ojciec startował w barwach Polski. Wraca Robert Harting, jest też Gerd Kanter. Tych ludzi, którzy mogą w Rio zdobyć medal jest sporo. To szóstka, siódemka zawodników, którzy naprawdę będą groźni - ocenił.

Małachowski, który w dorobku ma już medal olimpijski - srebro z Pekinu (2008), uważa, że to może być ostatnia szansa, by stanąć ponownie na podium igrzysk.

- Teraz jest pokoleniowa zmiana zawodników, wchodzą młodzi, którzy już w zeszłym sezonie pokazali, że są mocni. W tym roku są jeszcze lepsi, więc będą na pewno walczyć o medale, a za rok to już będzie bardzo ciężko z nimi powalczyć, chociaż oczywiście nie poddaję się - podkreślił.

Podopieczny Witolda Suskiego nie kończy na razie kariery. Jest zdania, że dopóki jest zdrowie i chęci, chce nadal "pracować na stadionie", ale jest świadom, że czas umyka i z roku na rok będzie coraz trudniej utrzymywać się w światowej czołówce. 

- Za cztery lata będzie na pewno ciężko, będę miał 37 lat, więc to nie będzie takie proste rzucać po 70 metrów. Nie ma co gdybać, bo może być tak, jak w oszczepie w igrzyskach Londynie, gdzie 84 metry dawało złoty medal, a dzisiaj na mityngu to nie gwarantuje nawet pierwszej trójki - wspomniał. Małachowski jest liderem światowej tabeli wynikiem 68,15, uzyskanym w Warszawie 28 maja. Rzuty powyżej 68 metrów w tym roku mieli także Niemiec Christoph Harting (68,06) i Jamajczyk Fedrick Dacers (68,02).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje