Reklama

Reklama

Piotr Lisek dla Interii: Zbudowałem sobie skocznię i saunę w ogródku

- W czasie pandemii zbudowałem sobie skocznię na podwórku. Mam to szczęście, że blisko domu mam trochę przestrzeni i dzięki temu mogłem trenować. Zbudowałem też saunę, robiłem wszystko, żeby nie wypaść z formy – mówi w rozmowie z Interią Piotr Lisek, wicemistrz świata w skoku o tyczce z 2017 roku.

Wielu sportowców radziło i radzi sobie w czasie pandemii najlepiej jak tylko potrafi. Piotr Lisek, w czasie, gdy nie można było nawet trenować w hali, czy na stadionie, nie dawał za wygraną. W domowym ogródku zbudował profesjonalną skocznię do skoków o tyczce. Ale to nie wszystko.

Reklama

- Zbudowałem sobie także obok domu saunę. Kupiłem piec i drzwi, a resztę zrobiłem sam. Miałem dużo czasu i nie było to dla mnie jakimś wielkim wyzwaniem. Przyznaję się jednak, że mogłem ją zrobić trochę lepiej (śmiech). Nie doszkoliłem się całkowicie w obróbce drewna. Co do skoczni, to została zrobiona tak, że w sumie to mogłyby się tam odbywać zawody, ale pewnie inni zawodnicy nie będą chcieli na wieś przyjeżdżać. Dla mnie to jednak supersprawa, że mogę zjeść obiad i chwilę później móc poskakać - cieszy się Piotr Lisek.

  - Staram się być osobą, która kreatywnie spędza czas zamiast siedzieć tylko przed telewizorem lub z telefonem w ręku. Zawsze można wymyślić coś ciekawego. Z pandemii wyniosłem przede wszystkim czas dla rodziny. W normalnym okresie przebywam poza domem około 300 dni. Teraz mogłem więcej czasu spędzić z żoną i córką. Cieszymy się bardzo, kiedy widzimy, że stawia pierwszy krok lub wypowiada pierwsze słowo.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie!

Sprawdź!

- Kariera sportowca jest bardzo krótka i dosyć intensywna, dlatego staramy się ją wykorzystać maksymalnie przez co niestety często cierpią nasze rodziny. To jest chyba jedyny plus tej całej sytuacji. Szukałem spokoju psychicznego, pewnie jak większość ludzi chciałem jakoś odreagować - zdradza nam wicemistrz świata z 2017 roku.

Piotr Lisek kończy właśnie dwutygodniowe zgrupowanie w Spale. W normalnym okresie o tej porze roku trenowałby zapewne za granicą, ale nie narzeka.


- Słoneczka trochę brakuje, jednak cieszymy się, że w Spale możemy trenować w naprawdę dobrych warunkach. Musimy sobie dawać radę i mimo tego, że może nie jest tak, jakbyśmy sobie do końca życzyli, bo planowaliśmy zagraniczne zgrupowania, to musimy być przed nowym sezonem w jak najlepszej formie - mówi Piotr Lisek.

- Jest trochę biegania, musimy wchodzić powoli w cięższy trening, żeby móc nieco zluzować tuż przed igrzyskami olimpijskimi - dodaje dwukrotny brązowy medalista mistrzostw świata.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje