Trzy setne decydowały o triumfie. Niemiecka medalistka IO z Paryża goniła
Występ Ewy Swobody w mistrzostwach Europy w Birmingham to już pewnik - nasza gwiazda kapitalnie zaczęła sezon, "złamała" dwa dni temu w Warszawie barierę 11 sekund, wypełniła minimum. A czy towarzyszyć jej będzie choćby Magdalena Stefanowicz, przekonamy się niebawem. Sprinterka AZS AWF Katowice też świetnie pobiegła w stolicy, a już dziś pojawiła się na mityngu World Athletics w Kladnie. W kiepskich warunkach, przy przeciwnym wietrze, stoczyła świetny pojedynek z niemiecką medalistką olimpijską - Rebekką Haase. O triumfie decydowały trzy setne.

Cztery lata temu w Monachium polskie sprinterki zdobyły srebro w sztafecie 4x100 metrów - doszło wtedy do pokerowej zagrywki, na finał zespół wzmocniły: Anna Kiełbasińska oraz Pia Skrzyszowska, która chwilę wcześniej cieszyła się ze złota w biegu płotkarskim. Ewa ścigała się na ostatniej zmianie z Rebekką Haase, stałą przedstawicielką niemieckiej drużyny. Nie zdołała jednak odrobić wszystkich strat.
A Magdalena Stefanowicz też dostała wtedy medal, otwierała przecież bieg Polek w eliminacjach. Dziś jednak też ma pewne miejsce w naszej ekipie, która w sierpniu w Birmingham będzie pewnie celowała w walkę o medal. Tyle że walczy też o coś innego - prawo do indywidualnej rywalizacji na tym najkrótszym dystansie. Na dziś jest w gronie zawodniczek, które z rankingu World Athletics pojawiłyby się w eliminacjach w Anglii.
Pozostała jeszcze jedna sprawa - wypełnienie minimum PZLA. A to wyznaczono na 11.25 s, podczas gdy wskazanie European Athletics wynosi 11.18 s. Rekord życiowy 25-latki z AZS AWF Katowice to 11.24 s sprzed trzech lat, ale jest już blisko życiowej formy. Pokazała to w niedzielnym mityngu Konopacka Classic w Warszawie, w którym Swoboda uzyskała rewelacyjne 10.99 s i przez trzy godziny była liderką europejskich tabel.
A Stefanowicz finiszowała tuż za nią, choć może słowo "tuż" jest nieco na wyrost. Różnica byłą znacząca, ale bliska koleżanka Ewy uzyskała czas 11.26 s - trzeci w karierze w regulaminowych warunkach.
W Warszawie było jednak ciepło, a to sprinterzy lubią. I wiatr pomagał - wiał w plecy (+0,9 m/s). W Kladnie z kolei pogoda nie dopisała.
Mityng w Kladnie. Efektowno zwycięstwo Magdaleny Stefanowicz. Mimo świetnej formy Niemki
Magdalena Stefanowicz nie była faworytką tego biegu - tym bardziej trzeba podkreślić fakt jej zwycięstwa. W Czechach chwilę wcześniej padało, problemy mieli oszczepnicy i skoczkowie wzwyż, ludzie z obsługi i kibice stali obok w kurtkach lub dresach. A do tego... wiało w twarz - i to mocno (-1,4 m/s).

Tu niemal z punktu wygrana powinna należeć się Rebece Haase - medalistce igrzysk w Paryżu czy MŚ w Eugene w sztafecie 4x100 m. Niemce można wypominać już wiek (33 lata), ale jednak pięć dni temu w St. Pölten przebiegła "setkę" w 11.04 s - ma więc pewną kwalifikację na ME. Na ten moment to czwarte miejsce w europejskich tabelach w 2026 roku.
A tu Polka świetnie wyszła z bloków, choć reakcja startowa - 0.140 s - nie wskazywała na jakieś ryzyko. W samej końcówce Niemka zaczęła się zbliżać, ale jednak nie zdołała dogonić Stefanowicz. Nasza zawodniczka uzyskała czas 11.54 s, Haase - 11.57 s. Trzeba jednak wziąć poprawkę na pogodę - ta dziś przeszkadzała. Trzecia na mecie Szwedka Nora Lindahl uzyskała 11.64 s.











