Reklama

Reklama

Pełne dramatu zwierzenia Malwiny Kopron. Medalistka olimpijska miała poważne problemy ze zdrowiem

Malwina Kopron z igrzysk w Tokio przywiozła brązowy medal. Okazuje się, że w ferworze przygotowań do najważniejszego startu stało się coś, co mogło przekreślić jej karierę. Teraz polska młociarka wyjawiła całą prawdę o tym, co dokładnie stało się w ubiegłym roku.

Brązowy medal olimpijski jest niewątpliwie jednym z jej największych sukcesów. Malwina Kopron zresztą już wcześniej udowadniała, że jest w stanie walczyć o najwyższe laury na arenach światowych. Przykładem może być chociażby jej występ podczas mistrzostw świata w Londynie w 2017 roku, kiedy również na jej szyi zawisnął brązowy krążek.

W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Kopron przyznała się jednak do problemów zdrowotnych, które miały miejsce w ubiegłym roku. Okazuje się, że te były bardzo poważne. Jak sama powiedziała w rozmowie "moglibyśmy teraz tu nie siedzieć".

Reklama

26-latka przyznała, że po powrocie z obozu treningowego w Stanach Zjednoczonych w 2020 roku schyliła się, a następnie nie mogła się wyprostować. Wszystko działo się w okresie największych obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa. Młociarka przebywała zatem na obowiązkowej kwarantannie dla osób powracających z podróży zagranicznych.

Malwina Kopron przeszła operację

Zanim sportsmenka została zakwalifikowana do operacji, czekało ją kilka podróży karetką. Wszystko przez niepewność związaną z zakażeniem koronawirusem. Przebywała przecież na kwarantannie, zatem pierwszym miejscem, do którego trafiła był szpital zakaźny.

Przyjęcie na oddział wcale nie był wtedy oczywistością. Dostała łóżko dopiero wtedy, gdy stało się pewne, że nie jest zakażona. Diagnoza - torbiel krwotoczna.

"Ściągali do Puław ordynatora z Lublina, żeby mnie zoperował. Zanim dostałam narkozę, powiedziałam do chirurga: "Panie doktorze, proszę ratować, co się da, bo chciałabym jeszcze kiedyś mieć dzieci". Okazało się, że miałam torbiel krwotoczną, która była skręcona wokół własnej osi i uciskała na inne naczynia. Mogło dojść do martwicy jajnika, a w najgorszym wypadku pęknięcia torbieli, co mogłoby doprowadzić do zakażenia w jamie brzusznej. Chciałabym podziękować personelowi szpitala w Puławach za to, że mnie wtedy uratował" - powiedziała Malwina Kopron w wywiadzie.

Dla młociarki przełożenie igrzysk w Tokio o rok było zatem pozytywną informacją. Nie wiadomo bowiem czy zdołałaby wrócić do zdrowia i formy, gdy igrzyska odbyły się w pierwotnym terminie. 

AB



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL